Wypadek samochodowy z udziałem kolumny premier Beaty Szydło pod Oświęcimiem pokazał skalę złych emocji w antypisowskiej części opinii publicznej. Internauci życzyli pani premier śmierci a do łagodniejszych należał komentarz, że „przeżyła Oświęcim”.

Wydarzenie miało miejsce w ubiegły piątek, kiedy 21-letni chłopak skręcał w lewo z prawego pasma na jezdni. Sądził, że miał do przepuszczenia tylko jeden samochód na sygnale świetlnym, który go już minął. Nie zauważył, że w pewnej odległości jechało jeszcze kilka aut BOR, i zaczął skręt nie włączając kierunkowskazu. Uderzył w bok auta z Beatą Szydło w środku. Kierowca pancernego audi, którym jechała premier chciał uniknąć zmiażdżenia małego fiata „seicento”, co pewnie skończyłoby się śmiercią chłopaka. Skręcił więc w lewo i auto uderzyło w drzewo. W rezultacie premier Szydło doznała obrażeń i tydzień przebywała w szpitalu, a jej borowiec ma złamaną nogę. Kolumna rządowa jechała z umiarkowaną prędkością 50 km na godzinę.

Sprawca wypadku przyznał się do winy w trakcie przesłuchania ale potem odwołał przyznanie się, chociaż nie zmienił opisu przebiegu wypadku. Niestety, nie było innych świadków zdarzenia poza funkcjonariuszami BOR. Zeznają oni, że ich samochody miały włączone sygnały świetlne i dźwiękowe. Kierowca fiacika powinien więc ustąpić im z drogi. On sam nie wie, czy były włączone syreny, ponieważ słuchał muzyki. Chłopcu grozi kara do trzech lat więzienia.

To nieszczęśliwe zdarzenie rozpętało falę nienawiści do PiS. Platforma i Nowoczesna oświadczyły, że zapewnią sprawcy najlepszą pomoc prawną dla ochrony przed machiną państwa pisowskiego. Oprócz tzw. hejtu w internecie ogłoszono zbiórkę na nowego fiata seicento dla Sebastiana. Jego zniszczony samochód miał 17 lat; wartość wynosiła pięć tysięcy złotych. Tymczasem do czwartku uzbierano już ponad sto tysięcy złotych, które organizator zbiórki przekaże w całości młodemu człowiekowi i jego rodzinie.

Demonstracja solidarności ze sprawcą wypadku jest demoralizująca. Życie i zdrowie szefa polskiego rządu zostało zagrożone. Tymczasem wiele komentarzy internetowych nawołuje do mordu na funkcjonariuszach państwa. Platforma i Nowoczesna zwietrzyły okazję do gnębienia PiS. Niestety, partia rządząca też nie jest bez winy. Minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak krytykuje publicznie adwokata chłopca za to, że podważa ustalenia policji o przebiegu wypadku. Jakby zapominał, że na tym polega rola obrońcy sądowego, który nie broni karalnego czynu, ale osobę podejrzaną.

Media propisowskie w tym Wiadomości TVP rozpoczęły kampanię obrony BOR za wszelką cenę nie biorąc pod uwagę, że to może obrócić się przeciwko rządowi. Zwróciła na to uwagę skądinąd nie znosząca PiS publicystka Ewa Wanat: „Wypadek pani premier to jest to muśnięcie skrzydła motyla, od którego się tzw. Efekt Motyla zaczyna. (Według teorii, że wahnięcie skrzydła motyla w dżungli Amazonii może, w pewnych okolicznościach, spowodować huragan po drugiej stronie globu – JR) Ten chłopak to jest Everyman. Jeden z nas, jeden z ludu, nie żaden establishment, elita, facet z Warszawy z kolczykiem w uchu i kitką, prezes jakiegoś abstrakcyjnego trybunału. On jest jest stąd, z prowincjonalnej Polski, mieszka w bloku i jeździ seicento. Nagle cały aparat państwa huzia na Józia. Czyli na jednego z nas”.

Poszkodowana w wypadku premier Szydło dostrzegła zagrożenie polityczne i wysłała do sprawcy ciepły list zaczynający się od słów „Panie Sebastianie”. Uspakaja go, że mimo jej wysokiej funkcji rządowej postępowanie sądowe będzie przejrzyste, gdyż wszyscy obywatele są równi wobec prawa. „Wypadek drogowy – pisze premier – to zdarzenie, które zawsze jest splotem nieszczęśliwych okoliczności i nie da się go przewidzieć. Ale ten wypadek, w którym my braliśmy udział, stał się sprawą polityczną. Premier Szydło przypomniała w liście, że ma synów w podobnym, do Sebastiana K. wieku. „I wyobrażam sobie co Pan i Pana bliscy teraz czujecie. Samo to zdarzenie jest przeżyciem trudnych i stresującym. W naszej sytuacji dodatkowo emocje są potęgowane przez zainteresowanie sprawą opinii publicznej”. Matczyna postawa szefowej rządu to próba rozbrojenia złych emocji podsycanych przez polityków dwóch partii opozycyjnych. Jarosław Kaczyński też wypowiedział się w ojcowskim tonie podkreślając, że chłopak nie chciał zrobić nic złego.

W środę do Oświęcimia pojechali liderzy PO, w tym szef partii Grzegorz Schetyna. Na konferencji prasowej lider PO mówił, że celem wizyty jest pokazanie solidarności z tymi, którzy zderzyli się z „omnipotencją państwa PiS, z brakiem praworządnych procedur, z brakiem szacunku dla prawa”. „Nie pozwolimy na to, żeby państwo PiS mogło łamać bezkarnie prawo, żeby można było w taki sposób prowadzić postępowanie karne, jak widzieliśmy to w piątek, w sobotę i w ciągu następnych dni” – mówił szef PO.
W sobotę z Sebastianem K. i jego rodziną spotkali się wiceszef PO Borys Budka i poseł Marek Sowa z Nowoczesnej. W odpowiedzi szef klubu parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki zagroził, że jego partia może zawiadomić prokuraturę w sprawie kłamliwych wypowiedzi posłów opozycji oraz próbie wpłynięcia na wynik śledztwa.

Jan Różyłło