Co tu kryć albo udawać, że się nie widzi – to Jarosław Kaczyński jest głównym kreatorem polskiej polityki i to on rozdaje w niej karty. Choć nie pełni żadnej funkcji w rządzie, jest trafnie nazywany „prezesem Polski” lub „naczelnikiem państwa”.

Dlatego ze zdwojoną uwagą trzeba czytać każdy opublikowany z nim wywiad i śledzić każdą jego wypowiedź. Są one zapowiedzią, co czeka Polskę w najbliższym czasie. I niezależnie od tego, czy ktoś Kaczyńskiego popiera, czy zwalcza, powiedzieć trzeba jasno i dobitnie – jest on obecnie najwybitniejszym polskim politykiem. Nic też dziwnego, że rozmawiał z nim osobiście wysoki rangą wysłannik prezydenta Trumpa i spotkała się z nim kanclerz Angela Merkel.

Obecnie Kaczyński walczy m.in: o kontrolę nad samorządami lokalnymi poprzez ograniczenie ich kadencji do dwóch, władzę PiSu w największych miastach Polski oraz o zdobycie większości konstytucyjnej. Walka ta była zapowiadana przez niego już w kampanii wyborczej pod hasłem: „Chcemy władzy absolutnej”. I trzeba przyznać, że jest ona prowadzona niesłychanie szybko i konsekwentnie, przy poparciu 36-37 procent Polaków. Jest to uznanie dla PiSu i wyłonionego z niego rządu. W tej sytuacji pewnym zaskoczeniem jest wywiad z Kaczyńskim przeprowadzony przez Kamilę Baranowską dla tygodnika „Do Rzeczy”. Został opublikowany pod znamiennym tytułem „Muszę sam być opozycją wobec rządu”.

Prezes PiS ujawnia w nim, że jest zwolennikiem uczynienia z Warszawy wielkiej metropolii, poprzez włączenie do niej sąsiadujących z nią gmin oraz, że jest przeciwny jednomandatowym okręgom wyborczym. Dla pełności obrazu trzeba dodać, że PiS zazwyczaj wygrywa wybory w gminach podwarszawskich, natomiast przegrywa je w samej stolicy. Dziś ta sytuacja może ulec zmianie po ujawnieniu skali korupcji w procesie reprywatyzacji, za którą odpowiada warszawski ratusz na czele z Hanną Gronkiewicz-Waltz.

W tymże wywiadzie prezes Kaczyński bardzo trafnie zdefiniował działanie opozycji, która sama mieni się „opozycją totalną”, będąc w gruncie rzeczy siłą wyłącznie destrukcyjną. I tak jest w istocie! Opozycja złożona z PO, PSL, Niezależnej. pl i częściowo (acz niekonsekwentnie) z ugrupowania Kukiz’15 nie ma żadnego konkurencyjnego programu wobec partii rządzącej i w chwili obecnej nie ma najmniejszych nawet szans wygrania z nią. „W tej sytuacji – mówi Kaczyński – mam poczucie, że będąc poza rządem, sam powinienem być opozycją, elementem kontrolno-krytycznym. Gdyby była inna opozycja, zwalniałaby mnie z tego obowiązku. Jednocześnie nie możemy się ciągle przejmować tym, co ta opozycja opowiada, bo to są rzeczy w ogromnej części oderwane od rzeczywistości i niekiedy absurdalne z punktu widzenia tego, co się działo w ciągu ostatnich dziesięciu lat”. Trudno nie zgodzić z taką oceną rzeczywistości. Nota bene poziom umysłowy liderów opozycji niesłychanie ułatwia sytuację Kaczyńskiemu, który pod każdym względem bije ich na głowę. Jakby tego było mało, wysoko wystaje on także ponad własną partię. Może równie wyrazistą postacią jest w niej Antoni Macierewicz, ale nie ma on jeszcze władzy nad wszystkim i wszystkimi, i ma wciąż dość duży elektorat negatywny.

W wywiadzie opublikowanym w „Do Rzeczy” prezes PiS zapowiada również zmiany w sądownictwie, które mają zmniejszyć występujące w nim patologie. Stwierdza on dobitnie, że „sądy nie bez powodu są niecierpiane przez większość ludzi” i nadal są na etapie postkomunizmu. Kaczyński miał okazję przekonać się o tym podczas niezliczonych spotkań w tzw. terenie. Wbrew sprawianemu niekiedy innemu wrażeniu, umie on słuchać swych rozmówców.

Mówiąc o pracy rządu, prezes PiS podkreślił ponownie, iż sam musi być wobec tego rządu opozycją i że patrzy nań w całości a nie poprzez pryzmat poszczegółnych osób. Jego zdaniem wszystko idzie „dobrą drogą w tempie przyzwoitym”. Przyznał, że są potknięcia, ale nie widzi dziś poważnych powodów, aby cokolwiek zmieniać. „W tej chwili możemy maszerować w tym składzie, jaki jest” – dodał w konkluzji.

Pytany o Bartłomieja Misiewicza, który stał się ostatnio wizerunkowym problemem PiS i rządu, Kaczyński odpowiedział, iż wierzy że minister obrony narodowej, wspomniany Antoni Macierewicz, problem ten załatwi. Dodał też, że w jego opinii Misiewicz jest bardzo sprawny w tym, czym się zajmuje – „i powiedzmy szczerze – to że poszedł do knajpy i wypił piwo, nie jest zbrodnią, media często robią z igły widły. Chociaż oczywiście są rzeczy poważniejsze i niedobre – na to, by oficerowie meldowali się temu mlodemu człowiekowi, czy tytułowali go ministrem, nie może być zgody”.

Odnosząc się w wywiadzie do pierwszych decyzji podjętych przez Donalda Trumpa, Kaczyński pochwalił przede wszyskim dbałość prezydenta USA o interesy i ochronę państwa przed terrorystami, zauważając jednocześnie, że jego rozmowy z Theresą May i Borisem Johnsonem nie przyniosły żadnych konkluzji. Znakiem zapytania są zdaniem Kaczyńskiego relacje polsko-ukraińskie. Powiedział on prezydentowi Poroszence, iż Ukraińcy „z Banderą do Europy nie wejdą” i że są granice cierpliwości Polski w tej sprawie. Pytany o poparcie rządu PiS dla Donalda Tuska, kandydującego ponownie na stanowisko szefa Rady Europejskiej, Kaczyński odpowiedział – „Donald Tusk jest nadzwyczaj wybitnym politykiem, skoro po dwóch latach o poparcie dla niego musi zabiegać Angela Merkel”.

W wywiadzie zabrakło pytania o to, jak należy rozumieć ideę państwa narodowego, którą upowszechnia ostatnio prezes PiS. To poważny błąd, bo już pora najwyższa precyzyjnie ją zdefiniować.

Eryk Promieński