Jezus powiedział do swoich uczniów: „Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”.

Mt 5, 13-16

W Słowniku symboli literackich czytamy: „Światło symbolizuje wieczność, bezcielesność, niematerialność, ducha, życie, chwałę Boga, Chrystusa, objawienie, świętość, moralność, dobrobyt, dobroczynność, radość duchową, wesołość, ewolucję, intelekt, wiedzę, natchnienie, intuicję”.

Zaś prorok Izajasz wskazuje na bardziej konkretną formę tego światła, które rozjaśnia mroki naszego życia: „Dziel swój chleb z głodnym, do domu wprowadź biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej i nie odwracaj się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie”.

Pragnienie takiego światła potęguje się w nas, gdy w życiu doświadczamy ciemności, która może przybrać czasem bardzo bolesną formę. Często korzystam z opowieści moich Czytelników, bo są to historie z życia wzięte i jak najbardziej prawdziwe. Tak też i teraz dla zilustrowania ciemności moralnej przytoczę opowieść Marii z Nowego Jorku. Trzy razy po kolei przyśnił się jej wujek Michał, który zmarł kilka miesięcy wcześniej. Michał darzył Marię ogromną miłością. Była to miłość odwzajemniona. Pierwszej nocy pojawił się smutny, mówiąc że nie może przekroczyć granicy, za którą jest miejsce szczęścia. Maria zrozumiała sen jako prośbę o modlitwę. Zaczęła szturmować niebo modlitwą. Po kilku dniach znowu we śnie pojawił się wujek tak samo zmartwiony. Dla Marii było to wezwanie do wzmożonej modlitwy. Zadzwoniła do rodziny w Polsce, prosząc ich także o modlitwę. Odprawiano za śp. Michała Msze św., odmawiano Różaniec, Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Po kilku dniach w czasie snu Maria ujrzała uśmiechniętego wujka, który życzliwie machając ręką odchodził szczęśliwy do rozsłonecznionego ogrodu pełnego różnobarwnych kwiatów. Z pewnością sny nie mogą być wykładnią naszej wiary, ale niektóre z nich, które mieszczą się w biblijnym przesłaniu, mogą być inspiracją w naszym duchowym życiu do wzmożonej modlitwy i miłości.

Możemy żywić nadzieję, że nasza modlitwa, nasza miłość otwiera bramę Miłosierdzia Bożego, która jest bramą nieba. Ale zanim to się stało, jak w życiu Michała przeszedł on przez dolinę ciemności. Był szczęśliwym mężem i ojcem trójki dzieci. Nie przelewało się w domu, ale też nie cierpieli biedy. Byli szczęśliwi, bo w ich domu była miłość. Dzieci zaczęły uczęszczać do średniej szkoły, trzeba było pomyśleć o ich studiach. A to także większe wydatki. Jadwiga, żona Michała postanowiła skorzystać z zaproszenia znajomych z Chicago. Liczyła, że będzie mogła zarobić więcej pieniędzy na kształcenie dzieci. Z bólem serca małżonkowie zdecydowali się na rozłąkę. Jadwiga wyjechała i zaczęła pracę, posyłając trochę pieniędzy do Polski. Jednak główny ciężar wychowania dzieci spadł na Michała. Prowadził dom, pracował od świtu do nocy, aby pokryć rosnące wydatki. Tak był zapracowany i zakochany w swojej żonie, że nie słuchał tego co ludzie szeptali, że jego żona w Chicago związała się z innym mężczyzną. Telefony od żony były coraz bardziej oschłe. To zrodziło pewne podejrzenia. Niedowierzając plotkom Michał postanowił pojechać do Chicago i sprawdzić co się dzieje z żoną. Wszystko okazało się prawdą. A poznał tę prawdę w sposób bezduszny i brutalny. Żona zaprowadziła go do swojego amerykańskiego domu i przedstawiła kochanka, mówiąc że on nie jest jej teraz potrzebny, niech wraca do Polski.

Michałowi zawalił się cały świat. Nie mógł uwierzyć, że kobieta, której całkowicie zaufał, którą tabardzo kochał może być tak podła i okrutna. Nie wytrzymał tego wszystkiego. Wrócił do Polski i zaczął pić. Żona „przekupiła” dzieci i nastawiła je przeciw ojcu. Został sam jak palec ze swoim bólem. Nikomu się nie zwierzył. Pewnego dnia pękło mu serce z bólu i rozpaczy.

Człowiek, który ma ciemność w sobie, może ofiarować innym tylko ciemność, nie rozświetli on świata, tylko zaciemni. Zaś człowiek pełen bożego światła będzie to światło rozsiewał dookoła. Pięknie to ujmuje Paulo Coelho w Podręczniku wojownika światła: „Jej słowa przypomniały mi opowieść o mędrcu, który pewnego popołudnia, przybył do miasta Akbar. Nikt nie zwrócił większej uwagi na jego obecność, a on sam nie był w stanie zainteresować tamtejszej społeczności swoim nauczaniem. Po pewnym czasie, stał się pośmiewiskiem dla mieszkańców miasta.

Pewnego dnia, kiedy spacerował wzdłuż głównej ulicy Akbaru, grupa mężczyzn i kobiet zaczęła obrzucać go wyzwiskami. Zamiast udawać, że nie jest świadomy co jest grane, mędrzec podszedł do nich i pobłogosławił ich. Jeden z mężczyzn skomentował to:

– Czy to możliwe, że na domiar wszystkiego ten człowiek jest głuchy? Obrzucamy cię wyzwiskami, a ty odpowiadasz pięknymi słówkami!

– Każdy z nas potrafi ofiarować tylko to co posiada – odpowiedział mędrzec”.

Ale nawet gdy ciemność ogarnie nas i stajemy się siewcami ciemności, to wszystko może się odmienić. Możemy stać się, jak to ujmuje Paulo Coelho, wojownikami światłości:

„Każdy wojownik światła bał się kiedyś podjąć walkę.
Każdy wojownik światła zdradził i skłamał w przeszłości.
Każdy wojownik światła utracił choć raz wiarę w przyszłość.
Każdy wojownik światła cierpiał z powodu spraw, które nie były tego warte.
Każdy wojownik światła wątpił w to, że jest wojownikiem światła.
Każdy wojownik światła mówił ‘tak”, kiedy chciał powiedzieć ‘nie”.
Każdy wojownik światła zranił kogoś, kogo kochał. I dlatego jest wojownikiem światła. Bowiem doświadczył tego wszystkiego i nie utracił nadziei, że stanie się lepszym człowiekiem”.

Chrystus daje nam nadzieję, że możemy stać się nie tylko lepszym, ale świętym człowiekiem. Mówi On do nas: „Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”.

Każdy z nas przez Chrzest św. otrzymał światło Chrystusa. Podążając za Jego przykładem, żyjąc tak, jak On żył, postępując zgodnie z Jego naukami, to światło będzie jaśnieć w nas i oświetli drogę innym ludziom.

Święty Jan Paweł II mówił: „Światłem, o którym nam mówi Jezus w Ewangelii, jest światło wiary, bezinteresowny dar Boga, który przychodzi, aby oświecić serce i rozjaśnić umysł: ‘Bóg, Ten, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Jezusa Chrystusa”. Oto dlaczego słowa Jezusa zyskują szczególne znaczenie, gdy objawia On swoją tożsamość i misję: ‘Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia”. Osobiste spotkanie z Chrystusem rozjaśnia życie nowym światłem, wprowadza nas na właściwą drogę i zobowiązuje, abyśmy byli Jego świadkami. Wskazany przez Niego nowy sposób patrzenia na świat i na ludzi pozwala nam wniknąć głęboko w tajemnicę wiary, która nie jest jedynie zbiorem teoretycznych tez, wymagających przyjęcia i zatwierdzenia przez rozum, lecz pewnym doświadczeniem, które trzeba przeżyć bezpośrednio, prawdą, według której trzeba postępować, solą i światłem całej rzeczywistości”.

Ks. Ryszard Koper