Czy wyniki ekspertyzy biegłych grafologów przekonają nieprzekonanych? Czy doprowadzą Lecha Wałęsę na ławę oskarżonych z powództwa osób pokrzywdzonych i prześladowanych w wyniku jego donosów? Czy będzie ukarany za składanie fałszywych zeznań przed prokuratorami i sądami badającymi jego sprawę? Czy runie jego mit wciąż żywy wśród wielu Polaków i ludzi na całym świecie? Na te pytania czas przyniesie odpowiedź.

W tej chwili już wiadomo, że dokumenty znajdujące się w teczce znalezionej przed rokiem w domu gen. Kiszczaka są autentyczne. Grafolodzy potwierdzili zarówno autentyzm teczki, jak i autentyczność podpisów Wałęsy pod zobowiązaniem o współpracy oraz na pokwitowaniach pieniędzy, jakie otrzymywał za donosy.
Z dokumentów znajdujących się w teczce wynika, że późniejszy lider Solidarności został zatrzymany przez SB 19 grudnia 1970 r., z doniesienia wicedyrektora stoczni, jako jeden z najaktywniejszych działaczy strajkowych. Podczas przesłuchania złożył relację o tym, gdzie był i co robił krytycznego tygodnia, gdy robotnicy zmagali się z milicją i gdy na ulicach i lała się krew. Przed zwolnieniem został nakłoniony do zobowiązania się do kontaktów z SB i informowania o grożących ponownym wybuchem zagrożeniach.

Później Wałęsa wielokrotnie spotykał się z oficerem SB i przekazywał oceny nastrojów oraz wskazywał buntowników przeciwko temu, co się dzieje w Stoczni i przeciwko władzy ludowej. Po roku 1973 tych spotkań było mniej a w roku 1976 kontakty z SB zostay zerwane. W teczce są nie tylko donosy i opinie, ale i jego postulaty dotyczące załogi podyktowane naiwną wiarą, iż za pośrednictwem SB zostaną przekazane władzy.

Przeciwnicy Wałęsy, nie mówiąc już o jego zdeklarowanych wrogach, są przekonani, że współpracował on z SB także w latach następnych. W archiwach IPN-u są teczki dotyczące przedsiębiorstwa ZREMB, w których Lech Wałęsa figuruje jako główny kolporter nielegalnych wydawnictw. Za to został zwolniony z pracy.

W archiwach tych znajdują również teczki inwigilacji osób przygotowujących obchody rocznicy Grudnia, w tym Wałęsy, a także notatki o jego zatrzymaniach i skazaniu przez kolegium do spraw wykroczeń. Znajduje się tam także sprawozdanie z obchodów grudniowych 1979 roku, łącznie z nagranym przemówieniem Wałęsy skierowanym przeciwko władzy. W dokumentach jest też notatka z października 1978 sporządzona przez esbeków, którzy szantażem chcieli go nakłonić do wznowienia współpracy. Zapisana jest w nich nie tylko jego odmowa, ale i zapewnienienie, że „jako cel życiowy postawił sobie stworzenie i rozwinięcie przez pozyskiwanie nowych członków takich związków zawodowych, które by robotnika broniły”.

Wrogowie Wałęsy są przekonani, że jego internowanie w stanie wojennym było strategiczną zagrywką władz a jego późniejsze rozmowy z tymi władzami z góry ukartowane. Zapomina się, że podczas internowania odmówił on potępienia oporu społecznego i działaczy podziemia oraz odmówił podjęcia z władzami gry zmierzającej do podzielenia i rozbicia „Solidarności”. Po wyjściu z internowania był nadal głównym personalnym problemem władz. Nie bez powodu generał Kiszczak na posiedzeniu Biura Politycznego KCPZPR powiedział „Wałęsa nie zmienił się, jest to mały człowiek, żulik, lis, chytry człowiek, chce oszukać partnera. (…) Będziemy mieli z nim kłopoty”. W dokumentach dotyczących Okrągłego Stołu znajdujących się w IPN nie ma żadnej wzmianki, czy aluzji, że przebiegają one wedle ustalonego z góry scenariusza i że w po stronie solidarnościowej bierze w nich udział tajny współpracownik SB.

Oczywiście dla wrogów Wałęsy nie jest to żaden dowód. Są przekonani, że podczas Okrągłego Stołu zdradził Solidarność a później został prezydentem zależnym od tajnych służb. Nikt już prawie nie pamięta, że Solidarność doszła do władzy w wyniku fortelu, jakim było tajne dogadanie się Wałęsy z prezesami Stronnictwa Demokratycznego i Ludowego oraz błyskawiczne zawiązanie z nimi koalicji mającej większość w Sejmie. Trudno podejrzewać, że było to sterowane przez komunistów. Nie ma także do tej pory opublikowanych świadectw pokazujących, iż ci komuniści sterowali Wałęsą, kiedy był on prezydentem. Inna rzecz, że dbał on wówczas, żeby włos im z głowy nie spadł, w rzekomym, czy też autentycznym przekonaniu, że Polsce potrzebna jest także „lewa noga” w postaci postkomunistycznej lewicy.

Odnosząc się do stawianych mu zarzutów, Wałęsa idzie w zaparte i wszystkiemu zaprzecza. Jego pyszałkowate wypowiedzi o własnych zasługach i pomniejszanie zasług innych bohaterów Solidarnosci także nie przynoszą mu chwały. Mimo to w jego legendę wierzy nadal wielu ludzi. Najczęściej wynika to z głębokiej społecznej potrzeby mitu bohatera narodowego, który zjednoczył naród przeciw komunie i doprowadził do jej upadku. Z potrzeby narodowego sukcesu, po prostu, nie mówiąc już o tęsknocie za jednością Polaków.

Dzisiaj Wałęsa jest taranem w walce z PiS-em i nowymi mitami dotyczącymi Solidarności i powstania III RP. Oceniając go, musimy brać pod uwagę politykę obecnych władz, zmierzających do odmówienia zasług twórcom nowej Polski jako państwa wyrosłego z ustaleń Okrągłego Stołu i podnoszących własne zasługi w walce z tymi ustaleniami.

Trzeba też pamiętać, że powstaje teraz nowa narracja dotycząca dziejów opozycji w powojennej Polsce, mająca doprowadzić do przekonania, że prawo do sprawowania władzy ma wyłącznie obóz obecnie rządzący. Wszyscy inni nie są tego godni. Wałęsa ma być w tej narracji wyłącznie negatywną postacią, podobnie jak osoby, które z nim współpracowały. Tylko, co w tej sytuacji zrobić z braćmi Kaczyńskimi, którzy dużo wcześniej niż inni znali prawdziwą przeszłość Wałęsy i trzymali ją w tajemnicy? Co zrobić, ze śp. pamięci Lechem Kaczyńskim, który nie potwierdzał teorii, że Okrągły Stół był zdradą narodową?

Istnieje obawa, że w tejże narracji pojawią się teraz nowe nazwiska, które – miast dopełnić – zastąpią postacie, które doprowadziły do powstania nowej Polski.

Eryk Promieński