Dziś jednak o słoniu – dłużej jego obecności ignorować się nie da, skoro przytłacza on i przydusza wszystkich wokół. Będzie o widzeniu spraw politycznych przez dwie części społeczeństwa jako paralelne, nie mające elementów stycznych światy.

Zawsze mi się wydawało, że poglądy polityczne, w ogóle wszelkie poglądy, są rezultatem przyjęcia i przetrawienia informacji, a następnie wyrobienia sobie zdania. Kto nie miał informacji, posiadał wiedzę niepełną, więc wypaczoną. Wiele poglądów politycznych wynikało z ignorancji. W czasach przed Internetem i przed telewizją ludzie skazani byli na informacje wygrzebane przez dziennikarzy. Rządy strzegły swoich sekretów, zwłaszcza te totalitarne. Miliony ludzi były pogrążone w niewiedzy gdy chodziło o to, co się dzieje w Związku Radzieckim i w hitlerowskich Niemczech. Trzeba było odtajnić archiwa (np. przez Chruszczowa), żeby wielu ludzi przejrzało na oczy. Zmiany po 1989 roku przyniosły zaś odtajnienie archiwów, w tym służb bezpieczeństwa, w Polsce, Rosji, byłej NRD. Dotychczas nieświadom ogromu stalinowskich zbrodni naiwny francuski czy włoski komunista mógł zmienić poglądy (choć bywało, że i tak nie zmieniał). Dla nas bywały wstrząsem pewne dokumenty z teczek IPN. W ostatnich latach ukazuje się też dużo publikacji penetrujących tematy kiedyś omijane lub przedstawiane tendencyjnie, jak żołnierze wyklęci i Powstanie Warszawskie.

Kiedy jednak idzie o bieżące sprawy polityczne, nie ma tu wielu sekretów. O czymś informuje telewizja, coś pojawia się w Internecie. Wszyscy widzą i słyszą to samo. Ale widzą inaczej. Tak powstają rzeczywistości paralelne.

O faktach się nie dyskutuje? Jakież to staromodne podejście.

Dam przykład z polskiej sceny politycznej. Marszałek sejmu przerywa posłowi opozycji i za naruszenie regulaminu usuwa go z sali. Oburzona opozycja okupuje mównicę a potem salę sejmową.

Dla zwolenników opozycji było to pogwałcenie demokracji, autorytarne kneblowanie posłów. Dla stronników PIS-u było to naruszenie reguł przez… opozycję, gdyż to ona „blokowała mównicę”. Mało tego, pojawił się wątek, że była to próba przejęcia władzy a nawet puczu. Taką tezę postawiła telewizja TVP. Zrealizowała wręcz dokument „Pucz” – „wstrząsający” zdaniem niektórych widzów.

Opozycja gardzi TVP, którą porównuje do reżimowej telewizji z okresu stanu wojennego. Zwolennicy obecnych władz pałają za to niechęcią, do telewizji TVN; uważają ją za stronniczą i reprezentującą zagraniczne interesy.

Obie telewizje pokazują to samo lecz opatrują zdarzenia inną narracją. Widzowie jednak oglądają tylko swoją telewizję, czytają swoje gazety i portale internetowe – i utwierdzają się w swoim punkcie widzenia.

Trudna jest dyskusja z politycznym oponentem, skoro nie można pokazać mu nowych faktów, nieznanych dokumentów. Wszyscy otrzymali te same informacje ale i tak zobaczą to, co chcą zobaczyć. Ja widzę nieporadne pacholę na scenie ale jego mamusia jest zachwycona teatralnym talentem synka. Ja sądzę, że ta lafirynda nie powinna śpiewać na scenie – zakochany w niej chłopak widzi w niej polską Madonnę (proszę nie mylić z Czarną Madonną). Ta sama szklanka jest do połowy pełna lub pusta.

Różnice w postrzegania rzeczywistości są porażające. Obecną sytuację w Polsce zwolennicy PIS widzą jako pierwsze od kilkudziesięciu lat próby zaprowadzenia sprawiedliwości społecznej, rozliczenia komunistów, prowadzenia bardziej stanowczej i niezależnej polityki zagranicznej. Ludzie w opozycji sądzą, że władza próbuje objąć kontrolę nad kolejnymi ciałami rządowymi i społecznymi, że zaprowadza państwo policyjne i trwoni autorytet Polski na scenie międzynarodowej.

Jak prowadzić dyskurs z kimś, kto wysłuchał tego samego wystąpienia i uważa, że było mądre, szczere i pouczające, a dla mnie były to żenujące kłamstewka koniunkturalnego polityka? Albo odwrotnie… Jak zgodzić się z kimś, kto widzi dokładnie to samo, ale przez inne okulary? Może powinniśmy zamienić się na okulary? Nikt jednak nie jest do tego skłonny. Zmiana poglądów politycznych zdarza się bowiem rzadko, jest to process wieloletni i rzadko zachodzi pod wpływem czyichś namów i argumentacji. Ewolucja poglądów jest zwykle wewnętrzna. Komuniści stają się konserwatystami, niegdysiejsi demokraci przekonują się do wartości republikańskich – albo odwrotnie. Nigdy jednak – pod wpływem gorącej sprzeczki w barze, w studio telewizyjnym lub w parlamencie.

Nie tylko niemożliwe wydaje się znalezienie wspólnych tematów, obszarów zgody. Niemożliwe staje się pozostanie apolitycznym, skoro politycznie ocenia się nawet smog nad polskimi miastami (której ekipy to wina?). Szczególnie trudno jest twórcom, zwłaszcza ludziom piszącym, skoro istotą ich pracy jest wypowiadanie się. Próbuje się bowiem upolitycznić pisanie, podwiązać je do jednej z dwóch ideologii, gdyż mamy teraz tylko dwie. Pisarka Dorota Masłowska w książce „Dusza światowa” już w 2012 roku napisała: „Nieciekawie jest obracać się wyłącznie wśród ludzi, którzy się z tobą zgadzają, mnie zawsze kusi, żeby kolegować się z różnymi osobami i w każdym doszukiwać się wspólnego kawałka duszy światowej. […] to jest taki mechanizm psychologiczny – masz poczucie, że jedynie twoje poglądy są obiektywne i rozsądne, i oczekujesz od ludzi, że jeśli też są rozsądni, to myślą podobnie. Kiedy okazuje się, że myślą kompletnie inaczej, jest to dla ciebie oburzające, próbujesz ich nawrócić albo przywołać do porządku… Na imprezach to jest niekorzystne.”

Niekorzystna bardzo jest ta sytuacja także dla Waszego skromnego felietonisty. Czuję się, jakbym pisał korespondencje z kraju ogarniętego wojną domową, i postanowił opisywać tylko piekarnie i stroje młodzieży. Na dłuższą metę będzie to trudne – i jest w tym jakaś hipokryzja, fałsz, nawet tchórzostwo.

Znowu zacytuję Masłowską: „Chodzi mi […] o wolność myśli, o moje osobiste prawo do niebycia wcielaną do żadnej frakcji. O opisywanie tego, co widzę, a nie tego, co widzieć jest wskazane.”

Jan Latus