„Książki czytam nałogowo. Codziennie, chociaż kilka stron przed zaśnięciem”- mówi Ewa Kasprzyk. „Wszelkie zaległości w lekturach nadrabiam najczęściej na wakacjach. Na Malediwy spakowałam sześć książek. Jedną z nich jest poradnik Christiane Northrup pt. „Sekrety wiecznie młodych kobiet. Boginie nigdy się nie starzeją”. Autorka mówi jak zachować „bezwiekowość” i pokazuje poniekąd moje życie”- mówi aktorka. „Nie stawiam żadnych barier. Nie mówię, że z powodu wieku czegoś mi nie wypada. I radzę to wszystkim kobietom. Są ludzie, którzy mówią, że mają dosyć życia i ci, którzy chcą więcej. Ja zdecydowanie należę do tej drugiej grupy”- deklaruje Kasprzyk.

*

Ma 88 lat i właśnie rusza na światowe tournée. Ennio Morricone, jeden z najbardziej znanych i wszechstronnych twórców muzyki filmowej skomponował ścieżki dźwiękowe do ponad 500 obrazów. Za muzykę do „Nienawistnej ósemki” Quentina Tarantino w 2016 roku otrzymał Oscara. W lutym przyjeżdża do Polski. „Może tego po mnie nie widać, ale rozpiera mnie energia. Codziennie spaceruję. Dobrze się odżywiam. Ale wszystko to nie miałoby sensu, gdybym nie mógł wraz z widownią cieszyć się muzyką. Koniec końców tworzę ją dla publiczności”- mówi artysta. „To wielka przyjemność zobaczyć na żywo, jak widownia reaguje na muzykę wykonaną przez całą orkiestrę ze sceny, a nie z głośnika w kinie. Mało ostatnio tworzę, więc postanowiłem w ten sposób to sobie zrekompensować”- deklaruje Morricone i zaprasza fanów na koncert do Krakowa.

*

Do kina weszła przez przypadek. Urodzona w Jerozolimie, w zamożnej, żydowskiej rodzinie o polskich korzeniach, Natalie Portman, córka lekarza i artystki amatorki, jest dzisiaj jedną z największych gwiazd kina. Gdy miała trzy lata przeniosła się z rodziną do Stanów Zjednoczonych. W wywiadach często podkreślała, że nigdy nie musiała pracować jako kelnerka, w oczekiwaniu na pierwszą poważną rolę. Tym bardziej, że od początku miała dużo szczęścia. Pierwszy raz stanęła przed obiektywem gdy miała 11 lat. W pizzerii wypatrzył ją agent firmy kosmetycznej i zaproponował współpracę. Kilka lat później zadebiutowała u Luca Bessona, w kultowym „Leonie Zawodowcu”. Reżyser wspomina: „Widziałem tysiąc, może dwa tysiące dziewczynek wcześniej, ale to ona była najlepsza. Tłumaczyłem jej, ona słuchała i robiła, o co prosiłem. Tyle, łatwizna”- wspomina współpracę z Portman. Oscara otrzymała za rolę w „Czarnym łabędziu”. „Do 13. roku życia ćwiczyła balet. Wiedziała, czym są treningi, szlifowanie każdego gestu, gdy ciało odmawia posłuszeństwa. Wszystko to włożyła w film”- mówi Darren Aronofsky, reżyser. „Droga, jaką przeszliśmy od spotkania w kawiarni na Times Square, kiedy wspominała, że chętnie zagrałaby tancerkę, do weneckiej premiery filmu była długa i trudna. Ale pewnie bez Natalie bym jej nie przeszedł”- podsumowuje. Po zdobyciu Oscara zarzucano Portman, że zbyt wiele scen baletowych zagrała dublerka. Obrońcy zaś dowodzili, że historia „Czarnego łabędzia” przede wszystkim opiera się na momentach, kiedy bohaterka zostaje sama w garderobie i odkrywa jak bardzo sztuka jest wycieńczająca, eksploatująca i skazująca na samotność. W tym roku Portman ma szansę na kolejną statuetkę za wspaniałą kreację w „Jackie” Pablo Larraina. „Podjęła duże ryzyko”- twierdzi reżyser filmu. „Wyszła ze swojej strefy komfortu, zgodziła się zagrać amerykańską ikonę u faceta z innego kraju, kręcącego swój pierwszy anglojęzyczny film. I zrobiła to świetnie. Zaoferowała widzom pełnowymiarową bohaterkę, ale zachowała tajemnicę”- mówi Larrain. Nad Portman pracował sztab charakteryzatorów, aktorka bardzo długo ćwiczyła specyficzny akcent Jackie Kennedy. Recenzje są entuzjastyczne. Czy zdobędzie kolejnego Oscara? Dowiemy się już 26 lutego.

*

„Te zdarzenia odcisnęły duże piętno na mojej psychice. Czuję, że dzisiaj nie jestem taka sama, jaka byłam rok temu. Z jednej strony pozytywnie – przestałam odkładać różne rzeczy na później, wyluzowałam, dbam o swoje potrzeby, przyjemności, przestałam zostawiać je na szarym końcu, bo wiem, że życie jest tak ulotne, że trzeba szybko nauczyć się po prostu z niego korzystać. Z drugiej strony – mniej pozytywnie, bo czuję na sobie ogromny ciężar”- mówi Ania Wyszkoni, która wygrała walkę z nowotworem tarczycy. „Przepłakałam wiele nocy przed operacją. Pierwsze zetknięcie z rakiem to strach, niewypowiedziany paniczny lęk. Pojawiło się w mojej głowie wiele pytań. Pierwsze: „Czy będę za pół roku jeszcze żyła?” – wspomina piosenkarka. „Martwiłam się o moją rodzinę, dzieci. Kiedy dowiedziałam się, że na szczęście jest to nowotwór brodawkowaty, dość pospolity i wyleczalny w 90 procentach przypadków, zaczęłam się martwić o moje struny głosowe”- opowiada artystka. „Operacja trwała cztery godziny. Pierwsze pytanie, jakie zadałam lekarzowi po obudzeniu brzmiało: „Czy będę mogła śpiewać?”. Uspokoił mnie, że wszystko przebiegło zgodnie z planem. Jednak po tygodniu od operacji nie czułam komfortu mówienia, po dwóch tygodniach poszłam do foniatry. Stwierdził niedowład lewej struny głosowej. A potem pojawiły się kolejne komplikacje. Po wycięciu guza okazało się, że miałam mikroprzerzut do węzła chłonnego, zostałam poddana leczeniu jodem radioaktywnym, miałam podejrzenia, że pojawił się kolejny przerzut, szczęśliwie okazało się, że nie. Na sam koniec straciłam całkowicie głos” – relacjonuje Wyszkoni. „Nie pomagały żadne lekarstwa. To było dość traumatyczne przeżycie. Niedyspozycja trwała kilka tygodni. Był to dla mnie bardzo trudny czas”- zwierza się. Choć niechętnie wraca do tamtego okresu, opowiada o chorobie, ponieważ taką złożyła obietnicę lekarzowi, który -co ciekawe – podczas kontrolnego badania piersi zdecydował się zbadać również tarczycę, tym samym ratując życie piosenkarce. „Zbyt mało ludzi się bada, świadomość diagnostyki nowotworowej jest niewielka. Poczułam, że mam życiowy obowiązek, żeby o tym mówić. To konieczność, pewnego rodzaju misja”- podsumowuje Wyszkoni. I zachęca, by zadbać o swoje zdrowie i regularnie robić badania kontrolne.

Weronika Kwiatkowska