Różnie myślimy o kamieniach. Potykamy się o nie i wtedy przynajmniej na moment uświadamiamy sobie, że coś jest nie tak, że coś przeszkodziło naszemu codziennemu pospiechowi.

Kamień na drodze może uczyć pokory – tylko czy ja chcę się jeszcze jej uczyć? Można też użyć tego samego kamienia by coś zbudować. Tylko czy ja chcę jeszcze budować? Można tym kamieniem rzucić w drugiego człowieka.To przychodzi łatwiej, o wiele łatwiej.

Zatem, Przyjacielu, czemu służy kamień, który już masz w ręce?

Chrystus mówi nam, że z każdego słowa zdamy rachunek. Zapyta nas o każdy kamień wymierzony w innych. Zapyta nas dlaczego w ogóle wzięliśmy go do ręki.

Przyjacielu, nie mam wątpliwości, że kiedy planujesz swój dzień nie zakładasz, że kamienie Ci się przydadzą, jednak jakaś konkretna sytuacja pojawia się i wtedy Twoje, bądź moje emocje, mówią więcej o nas niż moglibyśmy to sobie wyobrazić. Chętnie wtedy rzucamy kamieniami, bo życiowa pokora już dawno nie mieszka z nami, bo moje musi być zawsze na wierzchu, bo nie jest ważne, że się mylę.

Dlaczego kiedy boję się prawdy o sobie samym chwytam za kamień i rzucam w innych? Najczęściej w moich bliskich… bo są najbliżej.

Można ukamienować prawdę, tylko dlaczego?

Kamienie nigdy nie upomną się o ukamienowanego. Ale Ty możesz, ja mogę…

Myślę zatem, że jeśli raz na jakiś czas pomodlimy się za tych co rzucają kamieniami w innych, jeśli chociaż raz na jakiś czas pomodlimy się o przebaczenie tych, w których z pychy czy gniewu rzuciliśmy kamieniem, wtedy światło z góry spłynie na nas.

Przyjdzie do nas światło opamiętania, światło pokory, światło zrozumienia.

Nie bój się tego światła, bój się kamieni…

Z modlitwą za tych, co nie wiedzieć czemu wciąż „lubią” dźwigać kamienie…

O. Paweł Bielecki