Sejmowa komisja badająca aferę Amber Gold sprawnie działa pod kierunkiem mecenas Małgorzaty Wasserman (PiS), mimo ogromu materiału do analizy.

Ledwie po kilkunastu przesłuchaniach świadków wyłania się obraz państwa polskiego, które „istnieje tylko teoretycznie”. W taki stan bezwładu zostało wprowadzone w czyimś interesie. Czyim? Czy dowiemy się, kto za tym stał i gdzie podziało się 815 milionów złotych ukradzionych inwestorom?

Małgorzata Wasserman mówi w wywiadzie dla tygodnika wSieci, że jest do zbadania 16 tysięcy tomów akt i trzy miliony dokumentów. Większość z nich to rutynowe zapisy, na które wystarczy spojrzeć. Sprawa ma jednak kolosalne rozmiary obejmując działania sądów, prokuratury, nadzoru finansowego, urzędu skarbowego, nadzoru lotniczego oraz służb specjalnych i ministerstw. Niemal wszędzie unosi się odór korupcji. Ujawniają się intrygi nawet na najwyższych szczeblach władzy.

Zdaniem mecenas Wasserman jakaś „siła” musiała najpierw pozwolić, by w ogóle powstało Amber Gold a później pilnować, żeby postępowania wyjaśniające były prowadzone w sposób urągający wszelkim zasadom.
Kiedy już doszło do bankructwa Amber Gold prokuratorzy udawali badanie sprawy bo z góry wiedzieli, że nikt nie zostanie ukarany dopóki rządzi PO-PSL, a miało rządzić wiecznie. Prokurator generalny Andrzej Seremet wiedział o sabotowaniu śledztwa przez prokuratorów w Gdańsku ale nie ukarał szefa tamtejszej prokuratury. Wręcz przeciwnie zapraszał go na narady dla omawiania afery.

Znamy powiedzenie, że w życiu są pewne tylko dwie rzeczy: śmierć i podatki. A jednak prokuratorzy nie widzieli nic niestosownego, że urząd skarbowy nie ściąga od prezesa i założyciela Amber Gold zaległych 22 milionów podatku dochodowego. Jak napisali w uzasadnieniu umorzenia postępowania wobec Marcina P., że zaleganie z podatkami „nie stanowiło naruszenia interesu prywatnego i publicznego”!

Nie wiadomo jeszcze, kto był głównym zleceniodawcą afery. Jednak kim by nie był, to roztoczył szczególną opiekę nad głównym wykonawcą Marcinem P. Ten ostatni był zrazu drobnym przestępcą ale z dziewięcioma wyrokami kary więzienia w zawieszeniu. Dostał więc kuratora sądowego, ale który jak się okazało nie miał żadnego wpływu na postępowanie podopiecznego i wierzył bez sprawdzania w każde jego słowo. Dlaczego? Jak wyjaśnił komisji „rolą kuratora jest kochać ludzi, a nie stygmatyzować ich i wsadzać do zakładów karnych.” Kurator ten złamał wszystkie przepisy i regulaminy, ale nadal pracuje w wymiarze sprawiedliwości.
Sędziowie czterokrotnie pozwolili Marcinowi P. przerywać odbywanie kary więzienia, choć miał już dziewięć wyroków. Takie rzeczy w zasadzie się nie zdarzają – mówi Małgorzata Wasserman, która ma za sobą praktykę adwokacką. Marcin P. Rozkręcił Amber Gold w czasie przerwy w odbywaniu kary w roku 2009. Specomisja sejmowa będzie dochodziła, kto wydobył go z więzienia, żeby mógł okraść 19 tysięcy klientów piramidy finansowej.

Cała afera nie mogła odbywać się bez wiedzy co najmniej lokalnych polityków Platformy. Gdy w jakimś mieście pojawia się inwestor z dużymi pieniędzmi, w ciągu kilku dni wszyscy wiedzą kim on jest, skąd się wziął, jaką ma przeszłość. I oto w Gdańsku zjawił się wprost z więzienia Marcin P. I rzekomo nikt się nie zainteresował jego przeszłością. Wprost przeciwnie, oszust otrzymał pomoc miejscowych władz z Platformy Obywatelskiej.
Stawało się coraz bardziej jasne, że Amber Gold to piramida finansowa, jednak lokalna prokurato odmówiła wszczęcia śledztwa mimo zawiadomienia o przestępstwie przez Komisję Nadzoru Finansowego; dopiero sąd zmusił ją do wszczęcia postępowania, ale dalej uprawiała sabotaż. Odmówiła policjantce zwolnienia banku z tajemnicy w celu sprawdzenia, czy w jego skrytkach znajduje się złoto Amber Gold. Policjantka została wręcz przez nią wyśmiana. Komisja sejmowa złożyła zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez kilku prokuratorów. Jednak śledczy, którzy przeszli już w stan spoczynku, umkną wymiarowi sprawiedliwości. Natomiast trzecia grupa to wciąż pracujący prokuratorzy. W odniesieniu do nich speckomisja poprosiła prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę o odnotowanie w aktach ich działań wobec AmberGold aby zapobiec ich awansom w przyszłości.

Komisja dopiero będzie badać wątek lotniczy afery. Marcin P. korzystając z pieniędzy swoich klientów w AmberGold założył linię lotniczą OLT. Żadna analiza finansowa nie wykazała, że będą z tego pieniądze. I znowu pomimo zgłoszenia podejrzenia popełnienia przestępstwa prokurator umorzył śledztwo. Nawet nie przesłuchał osoby zgłaszającej przestępstwo. Z OLT współpracował syn ówczesnego premiera Michał Tusk. Istnieje podejrzenie, że działał na szkodę gdańskiego lotniska, gdzie również był zatrudniony – na szkodę, gdyż OLT było klientem tego lotniska a więc doszło do konfliktu interesów. Nie wolno stać po obu stronach barykady biznesowej. Jednak Michał Tusk nie został przesłuchany. Ktoś i jemu i innym zapewnił bezkarność. W pewnym momencie Marcin P. chciał pójść na współpracę z prokuraturą. Niestety, śledczych to nie zainteresowało.
Komisja ma w planie przesłuchanie Donalda Tuska ale dopiero pod koniec śledztwa, gdy można będzie wnikliwie przepytać premiera, czemu pobłażał Amber Gold oraz kto ewentualnie zlecił mu takie postępowanie.

Jan Różyłło