Niedziela
Ciekawe tezy w tekście Petera Savodnika z „Vanity Fair” o tytule „Tajne źródło putinowskiego zła”. Autor doszukuje się w motywacjach prezydenta Rosji Władimira Putina… mistycznych podstaw, bardziej niż jego przeszłości w KGB czy nostalgii za potęgą Związku Sowieckiego. Odwołuje się do słowianofilskich idei Fiodora Dostojewskiego. W tej interpretacji wszystko co dobre, pochodzi jakby z wnętrza Rosji i jej mieszkańców, a zło – z Zachodu, który wyrąbał sobie okno na Rosję za czasów cara Piotra Wielkiego.

W interpretacji Savodnika, Putin niczym lider Rosji pożądany przez pisarza Fiodora Dostojewskiego, „wie, że Rosja jest dobra a Zachód nie” oraz że „prawdopodobnie nabył nie tak dawno wiedzę o tym, że najlepszym sposobem na to aby Zachód nie pokonał Rosji, jest przyspieszenie jego własnego upadku. Im bardziej liderzy Zachodu mówią o tzw. resecie relacji z Moskwą, tym bardziej prezydent rodem z Dostojewskiego im nie ufa. Nienawidzi ich bowiem, a każdy rosyjski prezydent który ich nie nienawidzi, jest dla niego albo zdrajcą, albo bufonem (przykład pierwszy: Gorbaczow, drugi: Jelcyn)”.

Grubo, ale się tłumaczy. Zauważmy, że Putin wręcz poniżał ostatnio Baracka Obamę, który przecież wystartował z tzw. resetem z Moskwą (przy wielkim współudziale Hillary Clinton), poświęcając w tym celu nawet budowę elemnentów tzw. tarczy antyrakietowej w Polsce. Bo Rosjanie znają tylko język siły a słabymi w ich mniemaniu – od zawsze – gardzą.

Savodnik pisze dalej, że „celem Putina nie jest zyskanie trochę więcej terytorium. Rosja ma go naprawdę dużo. Jego końcowym celem jest destabilizacja a następnie pokonanie całego Porządku Świata Zachodniego. To brzmi jak fantazja dla Amerykanów, gdyż jesteśmy z reguły ludźmi ahistorycznymi (…) co oznacza, że w naszym pojęciu świata nie definiuje przeszłość i naprawdę trudno nam zrozumieć, że może być inaczej”. Pisarz dobrze uderza w strunę amerykańskiego braku pojmowania rosyjskiej psyche, dla której dawne dzieje tryskają żywą energią, zwłaszcza gdy wydaje się Rosjanom, że zostali w jakiś sposób skrzywdzeni lub upokorzeni.

I sam koniec artykułu z sugestią, że to czego teraz próbuje dokonać Moskwa – a więc złamania porządku społeczno-politycznego, na którego straży stoi liberalno-demokratyczny Świat Zachodu – jest tym, „czego próbowała dokonać od bardzo długiego czasu. W poprzednich stuleciach – Piotr Wielki, caryca Katarzyna, komuniści, post-komuniści – byli przekonani, że ich czas nadszedł i zawsze okazywało się, że się mylili”. Zachód nie dał się złamać. Ale być może teraz doszliśmy do „takiego punktu ustalonego przez Wszechświat, starannie wyreżyserowanego przez Putina i jego zastępców a który jest przeznaczeniem z nadania sił będących poza ludzką kontrolą”. Brrr, naprawdę powiało metafizyką. Co nie dziwi nikogo, kto wierzy, że pod powierzchnią realnego świata cały czas odbywa się wielka walka sił duchowych…

Środa
I znowu wraca kwestia „polskich obozów śmierci”. Za sprawą niemieckiej stacji telewizyjnej ZDF, która wywija się jak może, aby nie wykonać orzeczenia sądu polskiego o przeprosinach za to sformułowania. I znowu wraca problem niemieckich działań, aby odpowiedzialnością za zbrodnie II wojny światowej podzielić się z innymi.
To nie są niewinne pomyłki, ale całkiem świadoma działalność datująca się od połowy lat pięćdziesiątych, kiedy to ludzie wywiadu RFN postanowili, że czas przepraszania za zbrodnie już minął i dla dobra Niemiec, trzeba „pobrudzić” nieco innych. To wtedy Niemców zastąpili „naziści”, którzy – jak sugerowano – zawładnęli Niemcami w bliżej nieokreślony sposób, jakby Niemcy sami nie wybrali demokratycznie Hitlera na swego kanclerza a w konsekwencji fuhrera. To wtedy wymyślono termin „polskie obozy śmierci”, rzekomo od miejsca geograficznego, ale w istocie sugerując przynajmniej współodpowiedzialność Polaków.

To oczywiste sukinsyństwo (choć z punktu widzenia Niemiec, polityka… racjonalna), na którą Polska musi stanowczo reagować. Albowiem nie chodzi tylko o wiedzę historyczną czy podły atak na ofiary, ale i wykorzystywanie tego opluskwiania do polityki bieżącej. Więc trzeba krzyczeć ile wlezie: niemieckie obozy śmierci, niemieckie obozy śmierci…

Przy okazji zresztą tych „nazistów”, to byli oni tworem niemieckim, wręcz arcyniemieckim. Widziałem niedawno francuski dokument o Einsatzgruppen czyli szwadronach śmierci SS, które przemierzając tereny od Polski na wschód, dokonywały masowych mordów na Żydach i Słowianach, nie wyłączając kobiet, dzieci a nawet niemowląt. Ciekawa analiza: na piętnastu dowodzących tymi mobilnymi szwadronami śmierci, aż sześciu miało… tytuły doktorskie. Na 69 dowódców mniejszych oddziałów tzw. einsatzkommando, szesnastu było doktorami. Rekordzista-masowy morderca miał dwa doktoraty i był wykładowcą uniwersyteckim. Doktoraty z filozofii, prawa, socjologii czy ekonomii, jak widać mordercy w mundurach SS byli prawdziwą niemiecką elitą. I żadne zabiegi tego nie mogą zmazać. Co więcej, na 14 niemieckich urzędników zaproszonych na tzw. konferencję Wannsee, gdzie „ostatecznie rozwiązano kwestię żydowską”, aż siedmiu miało doktoraty z prawa, zdobyte na renomowanych niemieckich, a nie „nazistowskich” uniwersytetach.

Czwartek
To się będzie już tylko pogłębiać, nie mam watpliwości. Od momentu, kiedy w tzw. reality show „Big Brother” pokazali bara-bara, ciąg dalszy musiał prędzej czy później nastąpić – mord czy śmierć na żywo. I właśnie to „patrzolubstwo” – używając określenia Dostojewskiego czyli zamiłowanie do oglądactwa i podglądactwa – dzisiaj staje się powszechne dzięki technologii; Internetowi i tym, co z się z nim wiąże czyli mediom społecznościowym. Kilka tygodni temu czwórka bandziorów z Chicago męczyła człowieka „na żywo”, dzięki transmisji na Facebook Live. Teraz w Szwecji, dwóch imigrantów z Afganistanu oraz jeden Szwed przez trzy godziny (trzy godziny!) gwałcili dziewczynę, chwaląc się tym na Facebooku, aż w końcu transmisję przerwali powiadomieni policjanci. Z kolei 33-letni aktor z Teksasu zrelacjonował w najpoważniejszym medium społecznościowym własne samobójstwo… Egzekucje na żywo już były wcześniej, dzięki Państwu Islamskiemu, ale jednak gwałty, samobójstwa i tortury robione przez cywilów, to kolejny krok. Co dalej?

Jeremi Zaborowski