Wizualizacja marzeń to niezmiernie chętnie doradzana przez domorosłych psychologów, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, metoda dochodzenia do celu. Autorzy tłumaczą, że łatwiej będzie osiągnąć upragniony rezultat kiedy będziemy dokładnie wiedzieli, czego chcemy. Kiedy to sobie wyobrazimy.

Doradzają visualization, czyli dokładne przedstawienie sobie, w kolorze i trzech wymiarach, z dźwiękiem i zapachami, miejsca w życiu, gdzie kiedyś chcielibyśmy się znaleźć. Tak więc nie wystarczy powiedzieć sobie: chcę być bogaty. Łatwiej będzie pomnażać pieniądze jeśli wyobrazimy sobie w szczegółach nasze życie, gdy już bogaci będziemy. A więc będzie to np. milionerskie życie w Nowym Jorku. Jednak jest to nie dość szczegółowy scenariusz. Wizualizacja powinna być następująca: Manhattan, penthouse w nowym wysokościowcu przy Park Avenue i East 57 Street, na najwyższym piętrze. W nim sprzęt stereo firmy Bang & Olufsen, barek z kolekcją drogich whisky single malt, a w garażu Porsche 911 Turbo oraz Mercedes Maybach, który będzie prowadzony przez osobistego szofera.

Można jednak spuścić z tonu i marzyć o dwupokojowym mieszkaniu na Florydzie z balkonem i widokiem na ocean.

Nawet pragnienia mniej materialne powinny być tak skonkretyzowane, jak się tylko da. Nie wystarczy powiedzieć: chciałbym być sławnym dziennikarzem. Trzeba widzieć siebie na pierwszej stronie „New York Timesa” a nawet – czemu nie sięgać aż do niebios? – „Gońca Niedzielnego”. Pisarz widzi siebie na spotkaniach autorskich, biegacz amator ma konkretną wizję finiszu w pierwszej setce maratonu nowojorskiego.

Wizualizacja jest potrzebna tym osobom, którym coś tam się marzy ale ich marzenia są zbyt mgliste, ogólne, co może wynikać z ignorancji. Ktoś marzył o sukcesie w Ameryce ale po przyjeździe zorientował się, że nie skończy w rezydencji w Beverly Hills ale raczej w bloku na Brooklynie. Gdy ktoś już jednak w Ameryce był i ciągle chce tam wrócić, jego marzenia mogą przybrać bardziej konkretny charakter. Gdy tak sobie siedzię w Warszawie w rekordowym smogu (apele o niewychodzenie z domu!) marzy mi się Ameryka nie jakaś wyimaginowana lecz taka, którą poznałem. Chciałbym na przykład znaleźć się na powrót w moim mieszkaniu w Nowym Jorku, mieście które pamiętam dobrze, z jego ohydztwem i pięknością. Potrafię zrobić sobie wizualizację swojego życia w Nowym Jorku, i to przy różnych poziomach dochodów.

Wizualizację doradzam serdecznie wszystkim, którzy marzą o powrocie do Polski. W swoich poprzednich felietonach malowałem czasem dość smutne wizje, jak tam się naprawdę, z dnia na dzień, żyje. Doradzam więc ukonkretnienie polskich marzeń. Nie wystarczy rozczulać się i mówić sobie, tak po Gombrowiczowsku: do Polski chcę wrócić, wrócić do kraju chcę mlekiem i miodem płynącego, ciżemek i mchów, zbóż złotych łanów i zawadiackich polonezów.

Gdy ktoś myśli o powrocie do Polski, niech sobie dokładnie wyobrazi miejsce, gdzie zamierza dokonać żywota.
Proszę za bardzo nie przejmować się moimi osobistymi wynurzeniami i doświadczeniami. Moja sytuacja jest nietypowa. Znalazłem się, bo musiałem, w tym samym, tyle że teraz zrujnowanym, mieszkanku, w którym się urodziłem i dorastałem. Jest to powrót do punktu wyjścia, więc smutny i stresujący. Na szczęście jest to sytuacja tymczasowa.

Tak naprawdę nikt z nas nie wraca jednak do swojego domu. Może kilku szczęśliwców, arystokratów odzyskało swoje posiadłości, zamki i dwory i po ich pięknym odnowieniu żyją tak, jak drzewiej żyli, tyle że teraz jeszcze z internetem i wypadami za granicę. Reszta z nas nie wróci do domu dzieciństwa. Nie wrócą ci, którzy urodzili się w wioskach i małych miastach. Co prawda odwiedzają tam ciągle starych rodziców i dziadków ale przecież nie zamieszkają na powrót w pokoju z czasów podstawówki.

Ci ludzie dokonali poza tym awansu społecznego i zmieniła im się mentalność. Pojechali na studia więc mieszkali w dużych miastach, w końcu znaleźli się w ogromnej Ameryce. Mało kto z Nowego Jorku wraca do rodzinnej wsi w Podlaskiem, tym bardziej do swojego pokoiku w starym mieszkaniu. Jeśli wrócicie to pewnie do innego miasta. Może będzie to Warszawa, może Wrocław. A może dom zbudowany na jakimś odludziu, gdzieś w lesie.

Proszę o wyobrażenie sobie swojego tam życia, o wizualizację. Niech to będzie życie, które materialnie będzie nam dostępne, a więc np. nieduże mieszkanie w Krakowie ale nie przy Rynku, bo za drogo, raczej w bloku. Wyobraźmy sobie meble z IKEI, płaski telewizor, przed domem nieduży samochód z silnikiem diesla. I proszę sobie wyobrazić, że często jest tam pochmurno i zimno, praktycznie przez połowę roku.

Nie chodzi mi o zohydzanie emerytury w Polsce. Być może takie życie, jakie teraz przedstawiłem, będzie całkiem do przyjęcia dla wielu osób. W końcu, starość nie radość, w Ameryce też nie. Powrót do Polski nie będzie jednak powrotem do dzieciństwa. Wszystko będzie swojskie ale zarazem obce, trochę już inne. Inny będzie dom, miasto, dzielnica, widok z okna, znajomi, inna muzyka i język ulicy.

Wyrzućmy z głów ten oszukańczy amalgamat: wspomnień z dzieciństwa, scen z „Pana Tadeusza” i spotów reklamowych polskich agencji turystycznych. Nasze życie będzie wyglądało inaczej, zwyczajniej. A jak? Dużo dobrego można sobie wyobrazić i zaplanować, jak choćby piękne urządzenie mieszkania, potrawy, których gotowanie sobie przypomnimy, kraje które odwiedzimy. A może tym marzeniem jest własna kawiarenka? Natychmiast proszę sobie ją wyobrazić, włącznie z kształtem filiżanek!

No to proszę już dłużej nie zwlekać. Jeśli marzycie o powrocie do Polski, zacznijcie sobie wizualizować swoje tamtejsze życie. Może pozwoli to uniknąć rozczarowań i kolejnej emigracji, bo i takie historie się zdarzają.

Jan Latus