Lenin zniknął z mojego widoku! Przez 25 lat widziałem go codziennie z balkonu. Pozdrawiał przechodniów z dachu budynku zwanego „Red Square” przy East Houston Street. Pokazywałem go jako kuriozum swoim gościom, którzy nie wierzyli własnym oczom, że w stolicy świata stoi pomnik zbrodniczego wodza Rewolucji Październikowej. Tymczasem on twardo stał i nic mu nie można było zrobić, bo był dobrze strzeżony. Mowy nie było, żeby wjechać lub wejść na ten dach i go obalić lub przynajmniej uszkodzić. Zapewniam, że próbowałem. Bez rezultatu. Od pilnowaczy wiem, że ów Lenin stał kiedyś na gruncie dla wszystkich dostępnym i nie brakowało kandydatów do rozerwania go na kawałki. Dlatego został przeniesiony na dach owego „Czerwonego placu”, gdzie dla nikogo nie był dostępny. Niewielu przechodniów widziało go też z ulicy, zatem nie było nowych akcji przeciw niemu. Ja – znany chuligan – podburzałem, kogo mogłem do jakichś działań, ale na nic się to zdało. Nie było sposobu. A teraz proszę – był Lenin i nie ma Lenina. Muszę się dowiedzieć, czy zdjęty został na stałe, czy poszedł do remontu. Mam go na kilku zdjęciach, zatem mogę pokazywać niedowiarkom.

$

Mają rację ci, którzy nazywają mnie chuliganem publicystycznym. Lubię bowiem ujawniać pisanie lub mówienie półprawd, manipulacje faktami, brak obiektywizmu i nienawiść pełzającą na dnie teorii głoszonych przez zajadłych prawicowców i lewicowców oraz wszelkiej maści ortodoksów. O tym, że śledzę przejawy głupoty nie będę już pisać, żeby nie zrażać do siebie wszystkich za jednym zamachem. Nie obrażam się, kiedy ktoś przyłapuje mnie na niewiedzy i wadliwym myśleniu. Zazwyczaj korzystam z uwag krytycznych, o ile są uzasadnione. Bywa, że mnie ubogacają, bywa, że zmieniają moje myślenie. Serio.

$

Niewiedza jest cool. Ostatnio rozmawiałem z wykładowcą podstaw filozofii, który uskarżał się, że jego studenci niemal niczego nie wiedzą i – co gorsza – nie chcą wiedzieć. Nie on jeden jest tym sfrustrowany, dodam dla pełności obrazu, bo inni znajomi wykładowcy z wyższych uczelni mówią to samo. Pamiętam jak serdecznie zaprzyjaźniona ze mną znakomita romanistka – profesor Elżbieta Potulicka wracała z zajęć ze studentami tak wściekła, że z miejsca zabierała się za prace kuchenne lub ogrodowe. Chciała w ten sposób odreagować kompletny brak zainteresowania Diderotem i francuskimi Encyklopedystami, o których uczyła z wielką swadą. Była jedną z najwybitniejszych znawczyń kultury i literatury francuskiej oraz świetnym dydaktykiem, a jednak nie udawało się jej przebić przez mur obojętności wielu słuchaczy. Także tych z Azji. Z kolei profesor Timothy Snyder opowiadał mi, że nauczanie historii na Yale University zaczyna kompletnie od początku, bo jego studenci niewiele albo zgola nic o niej nie wiedzą. Sam też obserwuję wśród ludzi młodych, a także i średniaków, swoistą odporność na wiedzę. Nie wiedzą i nie chcą wiedzieć, niczego ponad to, co im jest doraźnie potrzebne i co nie jest przydatne w życiu codziennym. Od lat oberwuję małżeństwo kierujące się konsekwentnie dewizą, że wiedza unieszczęśliwia. I owszem bardzo jest im z tym dobrze. Ciekawe, czy w tym przekonaniu wychowają również swojego syna.

$

Wszyscy pytają mnie, co sądzę o wyborze Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych. Odpowiadam, iż odpowiem za cztery lata. Dotychczasowa wiedza o Trumpie jako człowieku nie nastraja mnie optymistycznie i zachodzę w głowę, jak ktoś taki, mógł tym prezydentem zostać? Czy w Ameryce nie ma ludzi z odpowiednią klasą, wykształceniem, wiedzą i talentem do sprawowania najwyższego stanowiska w państwie? Ostatnim kandydaten na prezydenta, jaki mi się podobał był senator John McCaine.

Intelektualna i moralna miałkość elit politycznych nie jest właściwa tylko Ameryce, w szacownej Europie jest z nią równie źle. Nie widzę tam wielkich polityków, dostrzegam jedynie mniej lub bardziej sprawnych administratorów. Zapewne to znak czasów. Czyżby już nie było elit, spośród których można by wybierać najlepszych z najlepszych? Pytanie to dotyczy także Polski.

$

Ze zdziwieniem słucham jak nowojorscy rodacy zachwycają się nowym prezydentem. Ledwo wprowadził się do Białego Domu a już stuprocentowy entuzjazm. A może by tak poczekać na czyny? Amerykańscy, polonijni i polscy konserwatyści oczekują, że Trump będzie biczem na liberałów. Tyle tylko, że tych liberałow jest już tak wielu, że nie da się ich wszystkich zakneblować ani utopić w oceanach. Trzeba będzie jakoś się z nimi dogadywać i jakoś z nimi żyć. Czy ktoś ma pomysł, jak tego dokonać? Czy Trump ma jakiś plan w tej mierze? Nie da się przecież wmówić wszystkim, że konserwatyści to samo dobro a liberałowie to samo zło. Nie da się także wmówić, że konserwatyści uosabiają mądrość a liberałowie głupotę. Walka między nimi toczy się od zarania dziejów i trzeba się jej dobrze przyjrzeć, by uczyć na błędach i nie dopuścić do tragedii. Nie da się zdewaluować dorobku wybitnych przedstawicieli obu stron. A tu jeszcze na horyzoncie jawi się konflikt między zwolennikami kreacjonizmu a zwolennikami ewolucjonizmu. Do niego też trzeba się zawczasu przygotować, by nie doszło do najgorszego.

Ze szczególnym zainteresowaniem słucham ortodoksyjnych prawicowców i katolików, którzy jeszcze rok temu nie chcieli słyszeć o kandydaturze Trumpa, uważając go za zaprzeczenie głoszonych przez nich wartości, a dziś już go uwielbiają. Co za zmiana! Czy nie za szybka?

Oczywiście, nie życzę Trumpowi źle, bo życzyłbym źle Ameryce, światu, Polsce i sobie.

$

Co za zdumiewająca symetria: mamy dwie Ameryki i dwie Polski. Tu protesty przeciwko nowej władzy i tam protesty wobec nowej władzy. I jakże podobne emocje! Mam jednak nadzieję, że jakość przyszłej opozycji tu i tam będzie znacznie wyższa od obecnej. W Polsce już sięgnęła ona dna. Czysta destrukcja po prostu.

$

Media Narodowe ani słowem nie wspomniały o 140 rocznicy urodzin Bolesława Leśmiana, wielkiego poety. No cóż wstydzą się zapewne światłych senatorów, którzy nie chcieli uczynić bieżącego roku Rokiem Leśmianowskim. I zero wstydu z tego powodu. Ministerstwo Kultury tej rocznicy nie widzi.

$

Bardzo się cieszę, że prezydent Andrzej Duda podczas wizyty w Betlejem odwiedził Siostry Elżbietanki opiekujące się palestyńskimi dziećmi bez domu. Miałem okazję poznać pracę tych sióstr i jestem najgłębiej przekonany, że uznanie ze strony polskiego prezydenta bardzo im się należało. Pracują wspaniale w każdej placówce przez siebie prowadzonej, począwszy od Starego i Nowego Domu Polskiego w Jerozolimie. Można się uczyć od nich wzorowej organizacji i staropolskiej gościnności.

$

Jean Paul Sartre – „Kto uwierzy w obecność dobra w drugim czlowieku, rozbudza je w nim”. Potwiedzam. Zdarzyło mi się to parę razy.

Andrzej Józef Dąbrowski