Michalina Wisłocka napisała książkę, która zmieniła życie Polaków. Podobno w czasach PRL-u, obok Biblii, w każdym polskim domu był przynajmniej jeden egzemplarz „Sztuki kochania”. Ale zanim kultowa publikacja podbiła rynek i zrewolucjonizowała seksualność w kraju nad Wisłą, jej autorka musiała przejść długą drogę. Słynna ginekolożka poświęciła lata na przełamywanie konserwatywnej obyczajowości i przepychanki z nieugiętą cenzurą. Opowieść o powstaniu opus magnum Wisłockiej, ale też o jej barwnym i dalekim od przyjętych norm życiu osobistym, to historia rewolucji seksualnej w wersji realnego socjalizmu. Film „Sztuka kochania”, który wyreżyserowała Maria Sadowska, właśnie trafia do kin. „Michalina, jak na swoje czasy, była bardzo nowoczesna. Paradoks polega na tym, że nie cierpiała seksu, bo tak źle przeżyła swój pierwszy raz z mężem, że podstawiła mu swoją przyjaciółkę Wandę, aby wypełniała jej „obowiązki małżeńskie”- mówi reżyserka filmu. „Bardzo męża kochała, a Wandę ubóstwiała. Tym sposobem miała oboje pod jednym dachem. Potem jednak okazało się, że „połączenie duchowe” nie wystarczy. Swój pierwszy orgazm przeżyła dopiero w wieku 40 lat i to było dla niej tak wielkim odkryciem, że postanowiła się podzielić nim z innymi kobietami. Przez to była przez swoich pacjentów uwielbiana”- dodaje Sadowska. „To historia o niesamowitej kobiecie, która wyprzedziła swoje czasy. Walczyła o dobro ogółu. Miała odwagę być inna niż wszyscy, walczyć z systemem i co najważniejsze, była w tej walce zwycięska”- podkreśla reżyserka.

Główną rolę w filmie zagrała Magdalena Boczarska, laureatka Złotych Lwów za kreację w „Różyczce” Jana Kidawy- Błońskiego. „Czy lubię swoją bohaterkę? Ja ją kocham!”- deklaruje aktorka. „Pierwszy raz w życiu zagrałam realną postać, która dla wielu była wzorcem, do którego musiałam się odnieść. Wiedziałam, że film będzie oglądać rodzina Wisłockiej, bliskie jej sercu osoby i najnormalniej w świecie miałam poczucie, że nie mogę tego schrzanić. Kiedy po obejrzeniu filmu zadzwoniła do mnie Krystyna Bielewicz i drżącym głosem powiedziała: „Widziałam mamę i bardzo to przeżyłam”, pomyślałam, że to najlepsza recenzja jaką mogłam otrzymać”- wyznaje Boczarska. W obsadzie znaleźli się także Piotr Adamczyk, Eryk Lubos, Danuta Stenka, Karolina Gruszka, Borys Szyc i Wojciech Mecwaldowski. Scenariusz napisał Krzysztof Rak, a za zdjęcia odpowiada Michał Sobociński. Producentem jest Piotr Woźniak- Starak, który ma na swoim koncie sukces filmu „Bogowie”. „Mieliśmy do dyspozycji spory budżet i rewelacyjny sprzęt. Nie było mowy o oszczędzaniu”- mówi reżyserka filmu. „Piotrek ma pasję do kina i wyczucie wielu rzeczy. Chce równać w górę, nie w dół. Nie ma argumentów, że czegoś się nie da zrobić lub jest za drogie. To on nas mobilizował”- dodaje Sadowska. „Historia Michaliny Wisłockiej ma w sobie wszystko, co filmowiec mógłby sobie wymarzyć. Postać niekrystaliczna, ludzka, pełna pęknięć – można ją kochać i podziwiać, ale też nie lubić”- przekonuje reżyserka. Na ekranach polskich kin od 27 stycznia.

*

„Na lewym ramieniu mam wytatuowane współrzędne geograficzne dziesieciu miejsc na świecie, w których zaczęły się najważniejsze podróże mojego życia”- mówi Martyna Wojciechowska. „To m.in. miejsce mojego urodzenia, miejsce urodzenie mojej córki, meta Rajdu Dakar, szczyt Mount Everestu, centrala „National Geographic” w Waszyngtonie. Na tym ramieniu jest jeszcze dużo miejsca”- dodaje. W telewizji zadebiutowała w wieku 19 lat jako modelka. Przez lata prowadziła magazyn „Automaniak”, który napisała na maszynie biurowej ojca. Była gospodynią „Dzieciaków z klasą” czy „Big Brothera”. Po zdobyciu szczytu Mount Everest otrzymała telefon z propozycją posady jako redaktor naczelna polskiej edycji National Geographic oraz National Geographic Traveler. Objęła ją w lutym 2007, by przez następne dziesięć lat stać na jej czele. Właśnie rozstała się z magazynem, by zostać dyrektor programową kanału podróżniczego Travel Channel, na którym, oprócz innych polskich produkcji, będzie realizować cykl „Kobiety na krańcu Świata”. „Bez wątpienia lubię wyzwania”- mówi Martyna. „Najwięcej nauczyły mnie góry. Także tego, że gdy się wspinasz, myślisz tylko o zdobyciu szczytu, a przecież to jest w gruncie rzeczy łatwiejsze niż schodzenie. W prawdziwej wspinaczce sukcesem jest bezpieczny powrót do domu. To ci, którym się udaje są prawdziwy zwycięzcami. Dlatego idąc pod górę, trzeba mieć pomysł na to, jak z tego szczytu zejść. Warto się rozglądać, bo prawdopodobnie będzie się wracać tą samą drogą i mijać ludzi, których się wyprzedziło, a teraz oni będą zdobywać szczyt. Dla tych, dla których szczyt jest celem samym w sobie, wspinaczka zwykle kończy się katastrofą” – podsumowuje Wojciechowska.

*

I na koniec dobra wiadomość. Prestiżowy magazyn „Wallpaper” uznał projekt polskiego architekta za najlepszy na świecie w kategorii: dom mieszkalny. Budynek położony jest na wzgórzu Brennej w województwie śląskim. Powstał z betonu i szkła, co nadało mu surowy ale i bardzo nowoczesny wygląd. „Arka” – bo tak się nazywa – stoi na trzech poprzecznych wkopanych w ziemię ścianach, a reszta „wisi” w powietrzu. „Najważniejsza w tym budynku jest symbioza z naturą”- mówi architekt, Robert Konieczny. „Urzekł mnie genialny widok, postanowiłem więc, że dom będzie ramą, która kadruje widok na góry i dolinę Brennej”. Być może właśnie to ujęło jurorów prestiżowego konkursu. Dom, poza swoim oryginalnym wyglądem i funkcjonalnością ma jeszcze jedną, ważną zaletę: przepięknie wpisuje się w „okoliczności przyrody”, które zapierają dech w piersiach.

Weronika Kwiatkowska