Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: „Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło”. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie”.

Mt 4, 12-17

Zacytowany przez Ewangelistę Mateusza fragment proroctwa Izajasza ma dalszy ciąg: „Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują w żniwa, jak się weselą przy podziale łupu”.

Radość jest jedną z najważniejszych wartości naszego życia, ona sprawia, że chce się nam po prostu żyć. Jest ona lekarstwem na stresy, zapobiega chorobom, jest potrzebna nie tylko podczas zabawy, ale przede wszystkim w naszym codziennym życiu. Jest potrzebna wszędzie. Lubimy przebywać w towarzystwie roześmianych ludzi. Jednak nie każda radość jest autentyczna. Mówimy nieraz, że ktoś ma przyklejony uśmiech do twarzy. Radość tego rodzaju jest krótkotrwała, szybko przemija, usycha. Autentyczny uśmiech i radość wypływają z serca. I do takiej radości wzywają nas dzisiejsze czytania biblijne. Jest to radość dzieci Bożych i źródłem tej radość jest doświadczanie obecności Boga, doświadczanie Jego miłości i dobroci. Prorok Izajasz pisze: „Ogromnie się weselę w Panu, dusza moja raduje się w Bogu moim, bo mnie przyodział w szaty zbawienia, okrył mnie płaszczem sprawiedliwości, jak oblubieńca, który wkłada zawój. Jest to radość, która jest w stanie przezwyciężyć mrok śmierci.

Horace Kallen, amerykański filozof stwierdza: „Są ludzie, których życiu nadaje kształt strach przed śmiercią. I są ludzie, których życiu nadaje kształt radość i zadowolenie z tego, że żyją. Ci pierwsi żyjąc umierają; ci drudzy umierając żyją. Wiem, że los może zabrać mnie jutro, ale śmierć jest nieistotną ewentualnością. Kiedykolwiek przyjdzie, mam zamiar umrzeć żyjąc”. W swoim życiu doświadczył tej prawdy Clive Staples Lewis, brytyjski pisarz i filolog, który napisał te słowa wkrótce po śmierci swojej żony, Joy Gresham: „Kiedyś, kiedy już zbliżał się jej koniec, powiedziałem do niej: ‘Jeśli będziesz mogła i jeśli tam będzie to możliwe, to przyjdź do mnie, gdy ja będę umierał”. ‘Możliwe? – zdziwiła się. – Nie wiem, czy niebo mogłoby mnie wtedy zatrzymać. A jeśli chodzi o piekło, to rozbiłabym je na drobne kawałki…” Zupełnie świadomie posłużyła się językiem mitologii i zdawała sobie sprawę, że w tym co mówi jest trochę komedii. A jednak w tym akcie woli, głębszym niż jakiekolwiek inne uczucie, nie było nic z mitu czy żartu. W jej oku pojawił się wesoły błysk i łza”.

Lewis doświadczył przedsmaku tej pełnej radości w spotkaniu z Joy Gresham, która w roku 1956 została jego żoną. Joy znaczy „Radość”. On miał wówczas 59 lat, ona 40. Joy była amerykańską poetką, wychowaną w żydowskiej rodzinie, która porzuciła judaizm dla komunizmu, a dzięki książkom Lewisa poznała i zachwyciła się Chrystusem. Joy nawiązała z Lewisem kontakt listowny. Kiedy mąż zostawił ją z dwójką dzieci, wyjechała z rodziną do Anglii, gdzie spotkała Lewisa. Zawiązała się między nimi piękna przyjaźń, która przerodziła się w ogromną miłość. Po kilku latach okazało się, że Urząd Migracyjny chce odesłać ją z dziećmi do Stanów, Lewis zaproponował potajemne zawarcie cywilnego ślubu, który miał być tylko formalnością. Jednak wkrótce okazało się, że Joy jest poważnie chora na raka kości. Wtedy, już przy łóżku szpitalnym, Lewis zawarł z nią sakramentalne małżeństwo. Ku zaskoczeniu wszystkich stan zdrowia Joy nagle się poprawił. Zamieszkali więc razem i rozpoczął się najszczęśliwszy okres w ich życiu. Jednak w dwa i pół roku później Joy zmarła. Lewis napisał po jej śmierci: „To było zbyt piękne, by mogło trwać dłużej. Myślimy o tym, jak o przerwanej nagle miłości… jak o nadłamanym kwiecie… Jeśli jednak umarli jak i ja nie mogą się pozbyć tego podejrzenia odczuwają tak, jak my udrękę rozłąki, to dla dwojga kochających się ludzi taka bolesna strata jest wspólną cząstką miłosnych przeżyć. Jest jakby zwyczajną częścią małżeństwa… Nie jest przerwaniem procesu, ale jedną z jego faz. Nie przerwaniem tańca, ale następną figurą… Z jakiegoś powodu litościwa mądrość Boża jest jedynym, co przychodzi mi na myśl, przestałem się już zadręczać jej odejściem. I szczególna rzecz, od tej pory wydaje mi się, że spotykam ją wszędzie”.

Ta ziemska radość mimo choroby i śmierci była możliwa, dzięki temu, że Lewis wcześniej odnalazł „radość i wesele”, o których mówią czytania biblijne na dzisiejszą niedzielę. Używając języka dzisiejszych czytań możemy powiedzieć, że ten „który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło”. Szukanie i pragnienie radości doprowadziło go do Boga: W każdej radości słyszał szept: „To nie ja jestem. Ja tylko przypominam. Spójrz! Spójrz tylko i pomyśl – czego jestem przypomnieniem!” Ten szept przypominał mu Boga. Dwudziestoparoletni Lewis stopniowo porzucał ateizm. Aż przyszedł moment, o którym pisze: „Wyobraźcie sobie, jak siedzę w pokoju w Magdalen i czuję co noc, że ile razy odrywam się choćby na sekundę od pracy, niezmiennie napotykam Jego coraz wyraźniejszą, tak przecież niechcianą obecność. To, czego tak bardzo się bałem, spotkało mnie w końcu. Wiosną 1929 roku poddałem się i uznałem, że Bóg jest Bogiem. Ukląkłem i modliłem się tej nocy jak największy i najbardziej opieszały grzesznik w całej Anglii”. Wtedy to w jego życiu zaczęły się spełniać słowa proroka Izajasza: „mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło” oraz słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: „Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie”.

Co więcej, w jego życiu powtórzyło się wydarzenie, które miało miejsce nad Jeziorem Galilejskim prawie dwa tysiące lat temu, a które Ewangelia opisuje tymi słowami: „Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, Jezus ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: ‘Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”. Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim”. Lewis ogarnięty tym światłem bożej radości, chce ją nieść innym. W autobiografii napisał: „Odkąd zostałem chrześcijaninem uważam, że najlepszą, a może i jedyną przysługą, jaką mogę oddać moim niewierzącym bliźnim, jest wyjaśniać i bronić wiary, którą wyznawali niemal wszyscy chrześcijanie wszystkich czasów. Nabrałem takiego przekonania z wielu powodów. Po pierwsze, zrozumienie kwestii będących przyczyną podziałów wśród samych chrześcijan wymaga poważnej wiedzy teologicznej, czy nawet znajomości historii Kościoła, a tym powinni się zajmować wyłącznie specjaliści, toteż ja z pewnością przepadłbym na tak głębokich wodach, bo przecież sam bardziej tu potrzebuję pomocy, niżbym mógł pomagać innym. Po drugie, zgodzicie się chyba wszyscy, że dyskusje wokół tych spornych kwestii same z siebie nie przyciągną nikogo do chrześcijańskiej owczarni. Rozpisując się i gadając o tych sprawach, zniechęcamy tylko postronnych do wspólnoty Chrystusowej. Nasze podziały powinniśmy omawiać we własnym gronie, to znaczy pośród nas, którzyśmy uwierzyli w jedynego Boga i Jego Jednorodzonego Syna, Jezusa Chrystusa.”

Richard Winter napisał ciekawą i pomocną książkę pt. „Gdy życie ogarnia ciemność”. Książka mówi o ciemności jaką niesie depresja, która dopada większość ludzi. Jeden z psychologów nawiązując do tej książki powiedział: „Na tym polega przywilej poradnictwa i psychoterapii, aby móc przez jakiś czas iść obok drugiego i dostrzegać subtelną, lecz konsekwentną pracę Boga przynoszącą transformację i uzdrowienie”. Z pewnością tak jest we wszystkich dziedzinach naszego życia. Mamy zrobić co w naszej mocy, aby przezwyciężyć ciemność wszelkiego rodzaju, a resztę zawierzyć Bogu. W sposób szczególny odnosi się to do ciemności zła i grzechu. Bliźni może wiele nam pomóc, ale prawdziwe uzdrowienie przynosi Bóg, tylko On może w pełni uzdrowić naszą duszę i stać się źródłem prawdziwej radości.

Ks. Ryszard Koper