Telewizja Polska nadała reportaż o próbie obalenia rządu w połowie grudnia przez Platformę Obywatelską i. Nowoczesną, pt. „Pucz”.

Bardzo emocjonalne sprawozdanie z dramatycznych wypadków obejrzało dobrze ponad trzy miliony widzów. Tytuł „Pucz” nie jest przesadzony. Okazuje się, że ta tzw. totalna opozycja miała przygotowany apel całej opozycji do Unii Europejskiej o pilną interwencję w kraju. To przypomina zasadę „bratniej pomocy” za komunizmu czyli interwencji wojskowej na wypadek, gdyby któreś państwo chciało wyrwać się z bloku wschodniego. Do ogłoszenia apelu nie doszło, gdyż odmówiły poparcia partie Kukiz’15 i PSL. PO i.Nowoczesna nie chciały same ustawiać się na pozycji zdrady racji stanu.

Określenia „pucz” wobec wydarzeń wokół Sejmu 16 grudnia użył pierwszy Jarosław Kaczyński. Jako wytrawny polityk musiał wiedzieć więcej niż wtedy wiedziała polska opinia publiczna. Pucz nie musi być dokonany przez wojsko, choć byli i tacy, którzy wzywali również polskie wojsko i policję do buntu przeciwko rządowi.

Wśród demonstrujących pod Sejmem 16 grudnia pojawił się generał Dukaczewski były dowódca Wojskowych Służb Informacyjnych oraz ubecy broniący swoich emerytur przed ustawą o ich obniżeniu do przeciętnego w Polsce poziomu. Tego dnia Sejm głosował ustawę w tej sprawie.

16 grudnia pojawił się w Polsce Donald Tusk z okazji kongresu we Wrocławiu, gdzie w przemówieniu faktycznie poparł opozycję. Prawdopodobnie miał zagrać rolę unijnego stróża porządku na wypadek, gdyby demonstracje od Sejmem przerodziły się w krwawe rozruchy przez prowokacje KOD. Mogło do nich dojść, gdyby rząd zdecydował się na użycie siły wobec demonstrantów i zwłaszcza posłów okupujących salę plenarnych posiedzeń Sejmu. Jednak rząd postawił na zmęczenie i samoośmieszenie się opozycji unikając brania na siebie choćby części winy za zaostrzanie sytuacji.

Posłanka PiS Joanna Lichocka zwraca uwagę, że była to zaplanowana próba obalenia rządu. Usiłowanie utrudnienia wyjścia z gmachu Marszałkowi Sejmu, premier czy prezesowi PiS, blokowanie korytarzy sejmowych, wykręcanie ręki posłowi PiS Markowi Suskiemu i przewracanie go na podłogę, napuszczanie ludzi z ulicy na posłów PiS czy wezwanie wprost do agresji przez m.in. Stefana Niesiłowskiego, „to wszystko ma znamiona zamachu na demokratycznie wybraną władzę”.

Dopiero w ostatnich dniach wyszło na jaw wspomniane wezwanie Unii Europejskiej do rozprawy z polskim rządem. Miało to być wspólne oświadczenie liderów wszystkich ugrupowań parlamentarnych, w którym wzywa się władze UE do interwencji w Polsce. W spotkaniu na ten temat wzięli udział Ryszard Petru, szef Nowoczesnej, Grzegorz Schetyna, szef PO, Władysław Kosiniak-Kamysz lider PSL oraz Sylwester Chruszcz i Agnieszka Ścigaj z Kukiz „15. Nie było Pawła Kukiza, który wyjechał na Śląsk na obchody rocznicy pacyfikacji kopalni Wujek w pierwszych dniach stanu wojennego.

Jak mówi poseł Chruszcz – uderzyło mnie, że pismo było już gotowe. Chodziło tylko o to, żebyśmy się pod nim podpisali. W piśmie tym była ocena sytuacji w Polsce, slogany o zagrożeniu demokracji, rosnącym faszyzmie i apel do instytucji brukselskich o zajęcie się Polską natychmiast. „Prędzej byśmy poprosili Belzebuba niż Brukselę o bratnią pomoc – żartuje poseł Chruszcz. W apelu tym według projektu ogłoszonego w sieci przez Pawła Kukiza znalazło się zdanie: „Wobec łamania Konstytucji i regulaminu Sejmu przez Marszałka i większość sejmową podejmujemy kroki prawne przed sądem w kraju i trybunałami międzynarodowymi.”

Apelu, który miał być odczytany na wspólnej konferencji prasowej nie podpisało PSL. „Jasno oświadczyłem, że nie będę brał udziału w żadnych działaniach, które prowadzą do tego by zewnętrzne instytucje i organizacje ingerowały w wewnętrzne sprawy Polski. Po tym jak odmówiłem podpisania apelu i okazało się, że nie będzie to wspólny apel opozycji z projektu zrezygnowano”, powiedział lider ludowców Kosiniak-Kamysz.
Reportaż „Pucz” TVP nadała w ostatnią niedzielę. Realizatorką jest Ewa Świecińska. Wykorzystała ona materiały archiwalne oraz nagrania bieżących wydarzeń z telefonów komórkowych głownie posłów opozycji przedstawiając wizję puczu bez słowa komentarza. Powstał obraz wywołania Majdanu w Warszawie, według wzoru obalenia prezydenta Janukowycza na Ukrainie, co pochłonęło kilkaset ofiar śmiertelnych. Toteż nagrania z Majdanu kijowskiego pojawiają się w reportażu ale zrąb materiału stanowią nagrania posłów PO umieszczane przez nich na Facebooku, którzy jeszcze nie wiedzieli, że dają materiał do swej kompromitacji. Szczególnie agresywnie wypada poseł Nitras, który wciela się w rolę tropiciela PiS0wców na sejmowych korytarzach. Są też zapisy złego traktowania posłów PiS za poprzedniej kadencji Sejmu, kiedy rządziła Platforma z PSL dla wykazania, że PiS korzystając energicznie ze swej większości parlamentarnej nie posuwa się dalej, niż wtedy PO, a nawet łagodniej traktuje opozycję. To za rządu PO-PSL straż marszałkowska usuwała posłów PiS z sali obrad. Obecny rząd tego nie zrobił.

„Pucz” jest materiałem mocno propagandowym wywołał więc skrajne oceny, zależnie od poglądów oceniającego. Politycy i publicyści związani z opozycją są oburzeni, gdy po stronie PiS słychać głosy uznania. Reportaż ten stwarza ogólne wrażenie chaosu i wywołuje gniew na PO. Nie ma tu chłodnego zapisu wydarzeń, nie ma dowodu, że była to zaplanowana próba zamachu stanu. Jest to raczej emocjonalna mobilizacja opinii publicznej w obronie rządu PiS uzasadniona moim zdaniem powagą sytuacji. Bez wątpienia bowiem „totalna opozycja” Schetyny i Petru chce na tyle rozhuśtać nastroje w kraju, żeby obalić rząd nawet kosztem ofiar w ludziach wzorem kijowskiego Majdanu. Wyszedł im „ciamajdan”, ale na tym próby zamachu stanu się nie skończą, gdyż rząd PiS uderza w potężne interesy bogacące się kosztem zwykłych Polaków.

Jan Rożyłło