Niedziela
XVII-wieczny naukowiec, mędrzec, pisarz i filozof francuski Błażej Pascal miał stwierdzić, że „wszystkie ludzkie nieszczęścia biorą się stąd, że człowiek nie umie przebywać w pokoju w samotności”. Mądre słowa także w XXI w., a może przede wszystkim właśnie teraz. Dzięki zdobyczom technologii: internetowi, komputerom, telewizji, smartfonom, mamy cały świat właściwie na wyciagnięcie dłoni. Możemy w kilka sekund dowiedzieć się, co się dzieje na końcu świata, albo za rogiem ulicy. Często w czasie rzeczywistym, na żywo!

Z drugiej strony jaka eksplozja ekshibicjonizmu. Cała kultura selfie, gdzie przychodzi się na spotkanie ze sławnym człowiekiem, aby strzelić sobie selfiaka i pochwalić się nim publicznie. A polowanie na mokrą koszulkę Sławnego Człowieka czy okularki, które nosi Bardzo Sławna Aktorka. Na kilometr pachnie to wewnętrzną pustką, dziurą, którą kontakt ze „sławą” pozwala jako-tako zasypać na krótką chwilę.
A może się mylę? Może to naturalna potrzeba człowieka aby smażyć się w odbiciu promieni emanujących z innych? A że oni sami zagubieni pod skorupą sławy i chwały, często beznadziejnie zdepresjonowani… Tak mi się wydaje, ale nie wiem. Bo im dłużej żyję, tym bardziej mam wrażenie, że wiem coraz mniej i często po prostu, jakby rzucił Franz Maurer z kultowego filmu „Psy”, nie chce mi się gadać… Ale ćwiczę się w przebywaniu w samotności w pokoju.

Poniedziałek
Mówi nam się, że ten nowoczesny świat, pełen komórek i aplikacji na nie, przynosi ludziom szczęście, bo ich zbliża do siebie, stają się bliżsi sobie. Pytanie co znaczy „bliżsi”. Ostatnie doniesienia z Australii rzucają światło, że za tą bliskością… nazwijmy to naskórków, kryje się wielka dziura samotności i aspołecznych zachowań. Spec o seksualności z Brisbane alarmuje, że randkowe aplikacje na telefony komórkowe (jak Tinder czy Grindr) uzależniają ludzi od przypadkowych stosunków seksualnych, a od doktora Wendella Rosevara dowiadujemy się, że przypadki pacjentów mających po dziesięć zbliżeń seksualnych z osobami przypadkowymi to… normalka. Według seksuologa wynika to z faktu, że coraz więcej ludzi czuje się wyobcowanych i wyizolowanych i aplikacja na komórkę to doskonały sposób na zorganizowanie anonimowego seksu, który z kolei pozwala przełamać brak intymności wynikający z… braku zdolności komunikowania się z innymi, co z kolei wynika z ciągłego siedzenia w domu przed ekranem komputera. Brzmi jak kwadratura koła, ale… jest czymś realnym jak widać.

Według dr Rosevara, jego pacjenci – biegli w sztuce poruszania się po internecie, nie potrafią rozmawiać twarzą w twarz z żywym człowiekiem. Boją się także wchodzić w głębsze relacje. Anonimowy seks, to pocieranie naskórków, daje im namiastkę… bliskości i poczucia, że są ważni. „Kiedyś ludzie przynależeli do lokalnej społeczności razem z jej lokalami, jak nocne kluby. Teraz te miejsca umierają, bo coraz więcej ludzi polega na mediach społecznościowych i aplikacjach na telefony komórkowe. Dynamika jest taka, że ludzi tracą umiejętność komunikowania się i konwersacji. Desperacko chcą szybkiego, ananimowego seksu, aby zaspokoić potrzebę przynależenia. Ale jednocześnie chcą uniknąć intymności, która może ich zranić” tłumaczył australijskim mediom dr Rosevara. A więc zamknięci we własnych światkach, odizolowani internetem i komórkami, stają się jeszcze bardziej samotni i zgorzkniali, bo współczesna technologia nie zaspokoi nigdy odwiecznej potrzeby miłości, głębokich uczuć do drugiego człowieka. O takich drobnostkach jak szerzące się w zastraszającym tempie choroby weneryczne, nawet nie wspominam. I tak kończy się świat – można by powiedzieć parafrazując słynny wiersz T. S. Eliota – nie z grzmotem, ale dźwiękiem klikanych klawiszy i jękiem udawanej rozkoszy.

Wtorek
„W każdym pokoleniu nie brakuje fałszywych proroków, którzy przekręcają znaczenie słów i pod pozorem dobra wprowadzają zamieszanie i czynią zło. (…) W XXI w. wielu przeciwników Kościoła nie walczy z nim wprost (…), lecz próbuje go rozmiękczyć hasłami tolerancji, swoiście rozumianych praw człowieka, poprawności politycznej itp.” fragment wstępu do książki ks. Dariusza Kowalczyka „Kościół i fałszywi prorocy”. Cała rozgrywka zaczyna się bowiem od słów, bo człowiek poznaje i pojmuje nazywając. Kto umie zapanować nad procesem nadawania znaczeń słowom, ten potrafi zapanować nad ludźmi. Ostatni, który dobrze nam o tym opowiadał był George Orwell.

Czwartek
Kornel Ujejski. Jego wiersze to zmora czasów licealnych… Jakieś dziesięć lat temu, jak na intelektualistę z Żoliborza przystało, ówczesny premier Jarosław Kaczyński przypomniał poetę, gdy besztając politycznych rywali wspomniał, że „inni szatani byli tam czynni”. Tymczasem ostatnio dziwnym trafem wrócił do mnie „Chorał” Ujejskiego i muszę przyznać, że mocne to. Nic dziwnego, że kiedyś na Polakach robił wrażenie, zwłaszcza że powstał po słynnej rabacji, gdy w 1846 r. chłopstwo zachęcone przez Austriaków wymordowało polską szlachtę…

Z dymem pożarów,
z kurzem krwi bratniej,
Do Ciebie, Panie, bije ten głos,
Skarga to straszna, jęk to ostatni,
Od takich modłów bieleje włos.
My już bez skargi nie znamy śpiewu,
Wieniec cierniowy wrósł
w naszą skroń,
Wiecznie, jak pomnik
Twojego gniewu,
Sterczy ku Tobie błagalna dłoni (…)
O! Panie, Panie! ze zgrozą świata
Okropne dzieje przyniósł nam czas,
Syn zabił matkę, brat zabił brata,
Mnóstwo Kainów jest pośród nas.
Ależ, o Panie! oni niewinni,
Choć naszą przyszłość cofnęli wstecz,
Inni szatani byli tam czynni;
O! rękę karaj, nie ślepy miecz!
Patrz! my w nieszczęściu
zawsze jednacy,
Na Twoje łono, do Twoich gwiazd,
Modlitwą płyniem jak senni ptacy,
Co lecą spocząć wśród
własnych gniazd (…)
I z archaniołem Twoim na czele
Pójdziemy potem na wielki bój,
I na drgającym szatana ciele
Zatkniemy sztandar zwycięski Twój!
Dla błędnych braci otworzym serca,
Winę ich zmyje wolności chrzest;
Wtenczas usłyszy podły bluźnierca
Naszą odpowiedź:
„BÓG BYŁ I JEST!”

Jeremi Zaborowski