Wreszcie spoważniałem. Czego mi było trzeba, to czterech miesięcy pobytu w Polsce. Może potem znajdę się znowu w Ameryce albo jeszcze innym kraju ale czasu cofnąć się nie da, zmiany w mózgu pozostaną. Będę poważniejszy niż dotąd, bardziej pryncypialny, zasadniczy, nadęty. Na pewno mniej też będzie we mnie humoru i trudniej będzie te pozostałe resztki wesołości i dystansu wykorzystać.

Wszystko jest teraz w Polsce – a więc, z rozpędu, także wśród Polonii – śmiertelnie poważne. Kościół, ojczyzna, polityka, sojusze i wojny, tropienie agentów, niszczenie oponentów, przeczesywanie zarządów instytucji i organizacji w poszukiwaniu wrogów – oto czym dzisiaj żyje kraj.

Jakby komuś jeszcze było czasem wesoło, to jest bura zima, z naprzemiennymi opadami śniegu i odwilżami. A jeśli mimo wszystko ktoś chciałby jeszcze się uśmiechnąć to mamy akurat w Warszawie, Krakowie i innych miastach rekordowy smog, który zasnuwa powietrze szarą poświatą niczym podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie.

Wiosna oczywiście przyjdzie, ale czy na twarzach pojawią się uśmiechy? Zapewne śmiać się będą dzieci. Jak to dzieci, nieświadome tego co się dzieje w świecie: wojen, rewolucji czy po prostu codziennej dawki zła, jaką niesie ze sobą życie. Dzieci nie są też świdome, że w Polsce rozgrywają się dzisiaj sprawy, które zaważą nie tylko na losie narodu, ale i Europy i świata.

Czy uśmiechać będzie się młodzież?

Z młodzieżą kontakty mam sporadyczne i trochę na siłę, zwykle przez ladę slepową tak więc nie będę się wymądrzał. Zapewne w swoim gronie wygłupiają się, żartują, romansują, jak to młodzi. W przestrzeni publicznej są jednak poważni, spieszący się z wykładów do jakiejś pracy.

Poważniejsi od studentów, i dużo poważniejsi ode mnie, są młodzieńcy z ogolonymi głowami. Łączą oni wspieranie swojej drużyny piłkarskiej ze wspieraniem państwa, jego niepodległości i obronności. Kiedyś tacy kolesie po prostu pili piwo; czułem się od nich mądrzejszy i dojrzalszy. Teraz to oni frasują się (marszczy się wtedy łysy czerep) kryzysem imigrantów w Europie, globalizacją oraz czystością rasową społeczeństwa.

W ogóle martwią się wszyscy. Nauczyciele zamartwiają się reformą oświaty, ekonomiści zmniejszeniem wieku emerytalnego. Jedni martwią się zerwaniem kontraktu na francuskie śmigłowce wojskowe, inni kwestionują zamawianie amerykańskich. Wszyscy martwią się sytuacją w sejmie, kryzysem Unii Europejskiej, sytuacją w Syrii i rezultatami wyborów w Stanach Zjednoczonych.

W radiu eksperci i inni mądrzy ludzie dywagują o Rosji, Trybunale Konstytucyjnym i stosunkach z Ukrainą. W księgarni wyłożono publikacje o Smoleńsku, Katyniu, teczkach agentów, o tym kto naprawdę rządzi światem oraz o różnych masakrach. Są też wspomnienia, np. polskich sanitariuszek powstańczych…

Jacy oni wszyscy są strasznie poważni! Państwowotwórczy, ze świadomością historyczną i geopolityczną. Dojrzali, głęboko religijni, z dobrze określoną tożsamością narodową i dumą. A ja? Fiu bździu. Kiedy ja sobie jeździłem na wycieczki do Tajlandii oni stali ze zniczami pod miejscami pamięci. Dziś znowu pojechałbym chętnie do Tajlandii – harcerzy ze zniczami natomiast coraz tu więcej. Ja to bym sobie pośpiewał wesoło w kościele, uśmiechnął się do znajomych, spojrzał z pobłażaniem na dzieci. W polskich kościołach trwają jednak łzawe modły za ojczyznę, która jest oczywiście, zagrożona i w śmiertelnym niebezpieczeństwie. W polskim kościele nie uśmiecha się nikt.

U pewnych przyjaciół, u których czasem bywam, goście zwykle rozmawiają o obcych siatkach wywiadowczych w polskich instytucjach, o niesprawiedliwości polskich reform gospodarczych po 1989 r., o manowcach globalizacji. Trochę i ja mogę na takie tematy porozmawiać ale cały czas? I to na urodzinach ich czteroletniej córeczki?

Inna wizyta u skądinąd miłych młodych ludzi. Modlitwa przed posiłkiem, krzyże na ścianach, żadnego telewizora ani głośników, z których mogłaby lecieć muzyka Madonny, Michaela Jacksona i innych zboczeńców. Spędzamy czas godnie i poważnie.

Ratunku!

Biznesmeni sa zaaferowani stanem swoich biznesów i ich rozmowy to zawsze dobijanie targu albo choć zawieranie pożytecznych znajomości. Na zabawę nie ma tu miejsca, gdyż pieniądze to nie zabawka.

Można też oderwać się na chwilę od życia i zanurzyć się w absolutnej ciszy pustych sal Muzeum Narodowego albo w absolutnej ciszy i skupieniu wysłuchać recitalu fortepianowego w Filharmonii Narodowej. W galeriach handlowych muzyka jest przyciszona, w salonach fryzjerskich i sklepach już nie słychać przebojów Radia Zet czy RFM (prawa autorskie). Czasem jeszcze jakiś młody taksówkaz włączy sobie muzykę disco polo. Nigdy bym nie pomyślał, że kiedykolwiek ją polubię. Ale skoro wszędzie martwa cisza i powaga, niech będzie nawet ta muzyczka polonijnych kontraktorów.

Ja po prostu jestem za mało dojrzały na sytuację w Polsce. Przecież tutaj nie tylko przegrani, ale i wygrani się martwią. Spójrzcie na mars na twarzach i nieprzejednany ton nie tylko opozycji, ale i ekipy, która teraz Polską rządzi i zapewne niezagrożenie porządzi przed dobre kilka lat. Chciałoby się powiedzieć im: nie wyszukujcie sobie kolejnych wrogów, celów ataku, wyimaginowanych przeszkód. Rządźcie, realizujcie swój program, cieszcie się tym a nawet zaraźcie swoim entuzjazmem naród. Jednakże Kaczyński i Macierewicz to nie John Kennedy, to nie Reagan. Tylko prezydent Duda się czasem uśmiechnie i to całkiem miło.

To wszystko dlatego, że sprawowanie władzy to nie przelewki, to nieustanna walka: z opozycją wewnętrzną oraz zagrożeniami ze świata obecnymi i przyszłymi, które wywołamy niczym wilka z lasu.

Gdzie mógłbym być sobą? Gdzie wolno by mi było się rozluźnić, powiedzieć coś zdystansowanego, ironicznego? W partyjnej telewizji nie, w radiu też nie, podobnie w gazetach. Na urodzinach czteroletniej dziewczynki – stanowczo nie!

Jeśli jesteś z natury pesymistą, nie lubisz ludzi, zazdrościsz im i im nie ufasz, jeśli lubisz popisywać się wiedzą o świecie lecz nie chcesz tracić czasu na coś, co jest tylko ładne lub zabawne – dobrze odnajdziesz się w Polsce. Jeśli taki nie jesteś – wreszcie wydoroślej.

Jan Latus