W Chinatown coraz rojniej i coraz drożej. Mój ulubiony koniak Remy Martin kosztuje tam więcej niż na East Village i na Greenpoincie. Ale krewetki, ostrygi i ryby nadal są w tej dzielnicy najtańsze. Takoż i ceny biletów na przejazd autobusem do Bostonu, Filadelfii i Waszygtonu. Grzech nie jechać.

$

Chodzę i chodzę po tym Nowym Jorku. I ciągle mi mało, i ciągle widzę coś nowego lub innego niż przedtem. W żadnym stopniu nie panuję nad tym miastem, w wielkim zaś stopniu ono panuje nade mną. I jest to życzliwe panowanie. Nie uskarżam się. Ja, krytykant nad krytykanty!

$

Nie rozumiem tych, którzy się nudzą. Nie nudziłem się w swym życiu nawet przez moment. Już to pisałem, ale znów przeczytałem, że znajomy podróżnik nudził się w Dubaju, zaś zaprzyjaźniony wybitny specjalista od starodruków, nudzi się w Paryżu. Jak to możliwe? Mnie tam szyja boli od skrętów ku pięknu. Ledwo zeń wróciłem, a już znów bym poleciał. Francuska kropla, jaką mam we krwi okazuje się dość intensywna. Nie pierwszy już raz. Latem będę miał nagrodę pocieszenia w postaci wizyty Krystyny Mazurówny, naszego rajskiego ptaka, kursującego między Paryżem a Polską. Poszalejemy sobie zatem, a jakże. Będzie się działo, oj będzie. Pójdzie w ruch nie tylko ów Remy Martin.

$

Wolontariusze przywożący jedzenie dla bezdomnych z Tompkins Square mieli takie nadwyżki kanapek, że rozdawali je przechodniom. I mnie wcisnęli kilka, prosząc, bym wziął, bo nie chcą ich zabierać z powrotem. Okazały się pyszne.

$

M. się mi wypłakuje, z powodu kolejnej nieodwzajemnionej miłości. Sam też kolejny raz nie odzwajemnił czyjegoś uczucia. Bardzo chciał, ale jakoś nie mógł. I bądź tu bracie mądry! Czy ja jestem cadykiem z Czortkowa, żeby wiedzieć, co mu doradzić? Z mojego doświadczenia wynika, że najlepszym lekarstwem na nieodwzajenioną miłość jest absorbująca praca i upływ czasu. Wujaszek Wania ze znanego dramatu Czechowa ma rację, mówiąc po odjeździe kobiety, w której beznajdziejnie się zakochał – „trzeba, pracować, pracować, pracować”. Nieodwzajemniona miłość lub miłość niemożliwa do spełnienia to stały wątek twórczości Czechowa. Jakże bliski nam wszystkim.

$

Na pytanie: czy się żenić odpowiadam: cokolwiek zrobisz, to źle zrobisz. Jedni twierdzą, że to starochińska mądrość ludowa, inni, iż maksyma Sokratesa.

$

Czytam listy Józefa Czapskiego do Ludwika Heringa. Jest to jedna z najpiękniejszych epistolografii miłosnych, jakie znam. A jednocześnie przegląda się w niej przebogate życie obu artystów. Malarskie i prywatne. Cudem ocalały listy Heringa z 39, 40 i 41 roku wyniesione przez Czapskiego ze Starobielska. Jak tego dokonał? On sam przecież teź cudem uniknął śmierci w Katyniu. Do części listów dołączone są subtelne rysunki Czapskiego. Potencjał intelektualny obu korespondentów ogromny, zaś ich potrzeba wymiany myśli wręcz nieokiełzana. Dzięki niej listy te stają się jakby dziennikiem podwójnym. Ujmuje mnie ciepło bijące z postaci Czapskiego, jego prawość i nieprawdopobna wręcz czystość duchowa.

$

Ujął mnie także Krzysztof Luft, aktor i dziennikarz, który po obejrzeniu „Powidoków”, ostatniego filmu Andrzeja Wajdy, napisał taki oto wiersz:

Za wszystko co na sprzedaż
I co do oddania
Za prawdę za ciekawość
Biegiem dni i lat
Za popiół i za diament
Za twardość żelaza
Za marmur za nadzieję
Za łagodność brzóz
Za radość wesela
I za smutek panien
Za szczęścia obietnicę
Na niełatwej ziemi
Za rozpacz tataraku
I za przerażenie –
Za kanał za Katyń
Za dyrygowanie
Orkiestrą pokoleń
Obrazów i zmysłów
Za światło za mroki
I za powidoki
Za chwile rozmarzenia
Za mądrość wytchnienia
Za młodość za starość
I za smugę cienia
Dziękuję Panie Andrzeju.

I ja też dziękuję. Wajda wciąż we mnie rośnie.

$

Krystyna Janda – „Właśnie wyszłam z kina po „Powidokach”. Wspaniały film. Wspaniałe role. Jak dobrze, że ten film jest wśród nas. Na zwykłym seansie cisza jak w grobie i brawa po zakończeniu. Wszyscy wychodziliśmy w milczeniu i każdy tak samotnie. Zostanie pod powiekami i w sercu na zawsze. Jak dobrze”.

$

Media Narodowe miały być dla wzorcowo obiektywne, tymczasem są wzorcowo PiSowskie.
Zbiórkę Wielkiej Orkiestry Światecznej Pomocy, przebiegającej tłumnie w całym kraju, zbyły parosekundowym komunikatem. Następnego dnia przemilczały oszałamiający wynik tejże zbiórki. I jak tu ufać takim mediom? Nie wiem, dlaczego nazywają się narodowe. Czyżby były tylko dla członków narodu polskiego?

$

Naród, narodowe. Co to właściwie znaczy dzisiaj? Jak te przymiotniki mają się do określenia: polskie. Czy ja publikuję w tygodniku narodowym, czy polskim? Czy jestem publicystą narodowym, czy polskim?

$

Przeoczyłem wiadomość o śmierci Marcina Jarnuszkiewicza, wybitnego scenografa i bardzo oryginalnego reżysera, twórcy pamiętnej scenografii do „Balladyny” w reżyserii Adama Hanuszkiewicza. Zmarł 5 września ub. roku. Razem studiowaliśmy; bardzo go lubiłem. Był piekielnie inteligentny i utalentowany. Zaprojektował świetną scenografię do mojego spektaklu o Gabrieli Zapolskiej. To już drugi kolega z roku, który przeniósł się do ponoć lepszego świata.

Rok przed nim uczynił to Piotr Cieślak, wieloletni dyrektor Teatru Dramatycznego w Warszawie. Natomiast w październiku zmarł w Chicago Ferdynand Załuski, bardzo zdolny aktor. Zagrał znakomicie w kilku moich przedstawieniach, m.in. „Emigrantach”. Niestety swój talent utopił w alkoholu. Próbowałem raz i drugi go ratować, ale bezskutecznie. Był mi winien sporo pieniędzy. Niedawno odszedł na wieczną wartę także Andrzej Wasilewicz. Wszyscy pamiętają go jako Zenka w filmie „Nie ma mocnych”, natomiast mało kto widział go w warszawskim Teatrze Powszechnym w roli Wacława w „Zemście” w reżyserii Zygmunta Hubnera, w której był doprawdy przezabawny. W Ameryce był moim czytelnikiem. Liczył, że będę pisać o jego „Rekolekcjach polskiego domokrążcy”, w których jakoś nie mogłem się rozsmakować. Zapraszał mnie parokrotnie do siebie do Hampton, ale nie udało mi się doń dojechać. Mieliśmy wspominać warszawską szkołę teatralną i wspomnianego Zygmunta Hubnera, który był jego dyrektorem a moim profesorem i dziekanem. Dobrze chociaż, że uczynilismy to parokrotnie przez telefon. Hubner stawiał na Andrzeja, zatem bardzo się dziwiłem, że pozostał on w Ameryce. Hubner znakomicie znał się na aktorach.

$

Dobrze rozumiem Agatę Christie, która podczas zmywania naczyń, z nienawiści do tej czynności, zaczęła wymyślać kolejne morderstwa. A później powstawały z nich jej kryminały. Dobrze zatem, że nie miała zmywarki. Bardziej od zmywania nienawidzę prania, prasowania i ścielenia łóżek. Ostatnio proszę gości, żeby sami sobie pościelili. Nie jest to eleganckie, ale trudno. Na szczęście rozumieją to.

$

Zdjęcia stają się ważniejsze od rzeczywistości. Coraz częściej opowiadanie jest dodatkiem do zdjęć a nie odwrotnie. Najpierw oglądamy a dopiero potem słuchamy.

Andrzej Józef Dąbrowski