W środę zakończyła się okupacja sali plenarnych obrad Sejmu trwająca od 16 grudnia.

Nowoczesna wycofała się z tej rebelii, a PSL od początku nie brał w niej udziału podobnie jak Kukiz „15”. PO została sama ze swoim nieprzejednaniem. Przed posiedzeniem Sejmu 11 stycznia posłowie PO robili próby ponownej okupacji mównicy. W obawie przed kontynuacją protestu marszałek Marek Kuchciński zapowiedział wezwanie na pomoc straży marszałkowskiej, gdyby posłów trzeba było siłą ich usuwać. Obrady otworzył w sali plenarnej i po uczeniu minutą ciszy zmarłych w ostatnim czasie posłów zarządził przerwę do 25 stycznia. Tego samego dnia Senat przyjął budżet bez poprawek. Marszałek Senatu błyskawicznie odesłał ustawę do prezydenta do podpisu. Platformie pozostało tylko ogłosić zwycięstwo i ustąpić.

Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna oświadczył, że protest posłów opozycji odniósł sukces. PiS przywrócił stare zasady pracy dziennikarzy w Sejmie wycofując wszystkie ograniczenia, jakie chciał nałożyć marszałek z nadania partii Jarosława Kaczyńskiego. Swoboda mediów gwarancją demokracji! A dla zachowania pozorów zwycięstwa lider PO zapowiedział złożenie wniosku o dymisję marszałka Sejmu.

Trwająca prawie miesiąc awantura nie przyniosła korzyści ani PO, ani. Nowoczesnej. Taktyka „opozycji totalnej”, jaką był wcześniej zapowiedział Schetyna, nie udała się dzięki powściągliwości PiS. Regulamin Sejmu pozwalał bowiem wynieść okupujących posłów z sali obrad przez straż marszałkowską. Jednak na to właśnie czekali opozycjoniści, zamierzając sprowokować awanturę, najlepiej z przelewem krwi. Poszłyby wtedy w świat obrazki telewizyjne, jak krwawy reżim „faszystowski” tłumi demokrację w Polsce. Przyniosłoby to krajowi nie tylko złe skutki propagandowe, ale także realne straty w Unii Europejskiej i może też zmusiło Waszyngton do reakcji. Ale zamiast tego nastąpiła kompromitacja Nowoczesnej i PO.

W ostatnią środę zamknął się pewien etap walki politycznej w Polsce. Aspirujący do przewodzenia całej opozycji a w przyszłości do stanowiska premiera rządu – Ryszard Petru ośmieszył nie tylko siebie, ale również sprawę „obrony demokracji”. Podczas gdy koledzy posłowie siedzieli w ciemnej i zimnej sejmowej sali obrad plenarnych – on sam wybrał się z koleżanką partyjną do słonecznej Portugalii na Sylwestra. Z czego płynie wniosek, że demokracja jednak nie była ciężko zagrożona. Koleżanka partyjna jest po rozwodzie, ale Petru ma żonę, na którą przepisał swój majątek, by nie musieć tłumaczyć ile wynosi i skąd go ma. Mimo to zdradził żonę na oczach całej Polski. Wykazał lekkomyślność, która wyklucza go z kandydatów do kierowania nie tylko rządem, ale nawet Nowoczesną.

Z kolei kolega z protestu sejmowego, Grzegorz Schetyna wybrał się na narty do Austrii, podczas gdy posłowie PO dzielnie siedzieli na Wiejskiej. Jednak stawkę przebił Mateusz Kijowski, lider Komitetu Obrony Demokracji. W najgorętszych dniach okazało się, że jako lider KOD-u wypłacił swojej firmie 120 tysięcy złotych za usługi informatyczne. Niektóre faktury były wystawione za prace wykonane woluntarystycznie, przez kogoś innego. Jest to dobitna ilustracja tezy, którą prezentuje PiS, że wcale nie chodzi o demokrację, ale o obronę interesów. Czy więc Kijowski może być przywódcą obrońców demokracji? W KOD niedługo odbędą się wybory wewnętrzne, co zapowiada wiele tygodni kłótni i wątpliwe, żeby Kijowski je wygrał. A jeśli jednak wygra, tym lepiej dla rządu PiS. Z takim przeciwnikiem walka jest łatwiejsza.

Największym wygranym w starciu o blokadę Sejmu okazał się Jarosław Kaczyński. Podzielił opozycję wykorzystując niezgodę między Nowoczesną i Platformą Obywatelską – obie partie ośmieszył, a przede wszystkim uzyskał budżet państwa, jaki chciał. Już nie mówiąc o tym, że przetrzymał walkę z Unią Europejską o Trybunał Konstytucyjny. Po zakończeniu kadencji prezesa Andrzeja Rzeplińskiego na czele TK stanęła wysunięta przez PiS Julia Przyłębska, którą uznała większość sędziów TK mianowanych przez Platformę Obywatelską.

Według oceny politologa profesora Norberta Maliszewskiego najpierw błąd popełnił Ryszard Petru, chciał przejść do ofensywy ale usiadł sam do negocjacji z Kaczyńskim. A jedyny sens rozmowy opozycji z partią rządzącą jest wtedy, gdy rozmawia zjednoczona opozycja. Natomiast Schetyna ustawił się na pozycjach totalnie antypisowskich, podczas gdy Nowoczesna przestała okupować Sejm. Między Petru a Schetyną rozgorzał spór, kto ma być szefem zjednoczonej opozycji.

Kaczyński ma przeciwko sobie podzielonych przeciwników. To ma ogromne znaczenie na lata, jedyną szansę przejęcia władzy daje wspólne działanie przeciwko PiS. Tymczasem Kaczyński zostawi pole PO i Nowoczesnej, żeby się nawzajem osłabiły. Te partie miały trzy tygodnie, żeby opracować wspólny plan protestu, a zajmowały się walką o przywódcę. A prezes PiS sprytnie to wykorzystał.

Platformie Obywatelskiej i. Nowoczesnej nie udała się próba siłowego obalenia władzy przez sprowokowanie masowych rozruchów w „obronie demokracji” przez blokadę Sejmu. Jednak walka dalej będzie trwać.

Jan Rożyłło