Dr Jan Gabriel Mincewicz. Foto: Leszek Watróbski

Dr Jan Gabriel Mincewicz. Foto: Leszek Watróbski

W pierwszych dniach grudnia 2016 roku zmarł nagle, w szpitalu w Santaryszkach, w wieku 78 lat, jeden z najwybitniejszych działaczy i przedstawicieli społeczności polskiej na Litwie śp. Jan Gabriel Mincewicz, doktor teologii, absolwent Wileńskiego Konserwatorium. Jest to ostatnia rozmowa z zasłużonym działaczem.

– Za co Pan odpowiada w Rejonie Wileńskim?
– Najogólniej mówiąc za oświatę i kulturę.

– Czy zmiany, które zaszły w ostatnich latach na Litwie, miały pozytywny wpływ na te dziedziny dziedziny Waszego społecznego życia? Co się zmieniło w oświacie i kulturze?
– Zmieniło się bardzo dużo.

– Zacznijmy więc od oświaty…
– Według oficjalnych danych, ostatniego spisu ludności, rejon wileński zamieszkuje ponad 100 tys. mieszkańców. Wśród nich 32% to Litwini i 52% Polacy. 15% przypada na inne narodowości (Rosjanie, Białorusini itd.). Na całej Litwie, również w naszym rejonie, zmniejsza się systematycznie liczba uczniów we wszystkich placówkach szkolnych. Ma to bezpośredni związek ze zmniejszającą się w ogóle liczbą dzieci. Zjawisko to jest związane głównie z emigracją ludności Litwy za granicę. Dotyczy to w jednakowym stopniu Polaków, jak i Litwinów. W rejonie wileńskim w roku szkolnym 2013/14 uczyło się łącznie 9307 uczniów, zaś w 2015/16 – 8390. Czyli przez ostatnie lata liczba uczniów w samorządowych szkołach rejonu zmniejszyła się prawie o 10%. Zmiany te dotyczą zarówno szkół polskich i jak i litewskich. Jeżeli zaś chodzi o stosunek procentowy, to już od prawie dziesięciu lat, odsetek uczniów szkół polskich stanowi około 56% wszystkich uczniów, litewskich zaś – około 40%, a niecałe 4% przypada na szkoły rosyjskie.

Liczba szkół rosyjskich, po roku 1990, drastycznie się na Litwie zmniejszyła. Duża część Rosjan wyjechała, sporo się zasymilowało. W Wilnie jest dziś też jedna szkoła białoruska i jedna żydowska (jedyna w całej republice). W rejonie takich szkół nie mamy.

– Z jakimi problemami, w Waszym rejonie, boryka się polska oświata?
– Wszystkie problemy staramy się jakoś rozwiązywać. Na oświatę przeznaczamy ponad połowę naszego samorządowego budżetu. Jakkolwiek miejsc w szkołach raczej nie brakuje. Brakuje ich natomiast w przedszkolach. Tak jest na całej Litwie. W czasach sowieckich przedszkola na terenach wiejskich należały głównie do kołchozów. Likwidując kołchozy zlikwidowano też przedszkola. Nie było bowiem komu ich utrzymywać.

Wiele też budynków sprywatyzowano, często za bezcen.,, Nowych władz” często nie obchodziła przyszłość kraju, ale raczej nabicie własnej kieszeni. W rejonie wileńskim taką politykę realizowano szczególnie starannie w ciągu paroletniego komisarycznego zarządzania – po rozwiązaniu naszego samorządu. Zaraz bowiem po proklamowaniu niepodległości Litwy, kierowany przez V. Landsbergisa, tutejszy Sejm rozwiązał demokratycznie wybrany samorząd rejonu i wprowadził rządy komisaryczne.

W ostatnich latach samorząd wileński, nie tylko wyremontował cały szereg przedszkoli, lecz wybudował pięć nowoczesnych gmachów, w których znajdują miejsce zarówno polskie, jak i litewskie grupy przedszkolaków. W tej liczbie w Mickunach, gdzie przez wszystkie lata, było rządowe przedszkole posiadające cztery grupy wyłącznie litewskie i ani jednej polskiej, mimo wielokrotnych próśb od mieszkańców narodowości polskiej. Dla Polaków,, nie było tam miejsca”. Dla porównania w Wilnie, gdzie także drastycznie brakuje przedszkoli, wybudowano w okresie tych lat, choć jeszcze nie do końca, tylko jedno przedszkole.

Szkoły rejonu pomyślnie przechodzą natomiast akredytację do gimnazjów. Na Litwie są to odpowiedniki polskich liceów, których jest już w naszym rejonie 15, a połowa z nich to gimnazja polskie.

– Kilka lat temu zaczęła obowiązywać na Litwie nowa ustawa oświatowa…
– Kolejnymi restrykcjami dla polskich szkół na Wileńszczyźnie było przyjęcie, jeszcze za rządów konserwatystów, nowej ustawy o oświacie. Ustawa ta przewidywała szereg dyskryminacyjnych założeń w stosunku do szkół mniejszości narodowych, m. in:

  • priorytet dla szkół litewskich w wiejskich miejscowościach poprzez zamykanie polskich małych liczebnie placówek oświatowych, litewskich – broń Boże nie, chociażby uczyło się tam tylko jedno dziecko
  • ujednolicenie egzaminu maturalnego z języka litewskiego dla szkół litewskich i polskich, przy mocno zróżnicowanym programie nauczania w ciągu 12 lat, choć w naszych polskich szkołach była znacznie mniejsza liczba godzin na nauczanie języka państwowego niż nauczanie języka ojczystego w szkołach litewskich
  • uporczywe przekształcenie szkół polskich w litewskie drogą przymusowego wprowadzenia nauki jeszcze kilku przedmiotów szkolnych w języku litewskim.

– Jakie decyzje podjęliście Państwo wówczas?
– Odebraliśmy to jako krok do przekształcenia polskich szkół w litewskie. Takie były przecież plany ustawodawców. Nic więc dziwnego, że się tej ustawie sprzeciwiliśmy. Przeciwstawialiśmy się jej obywatelskim nieposłuszeństwem i nie wprowadziliśmy do naszych szkół nowych lekcji po litewsku. Nadal prowadzimy je po polsku.

Zaprotestowali wszyscy nauczyciele i rodzice. Były liczne strajki i pikiety. Pisaliśmy też pisma do ministerstwa, sejmu i prezydenta. Adresaci naszych protestów okazali się głusi na nasze prośby i nie ustąpili nam. My też nie zrezygnowaliśmy z naszych postulatów i jest jak było.

– A jak wygląda sprawa kadry nauczycielskiej?
-Przy zmniejszającej się nieustannie ilości uczniów problemów z kadrą nie mamy. Mamy raczej problem z jej zatrudnieniem. Nie brakuje nauczycieli poszczególnych przedmiotów. Nie ma też problemu z ich zarobkami. Zarabiają tyle samo co kadra litewska. Nie może być przecież inaczej. Podobnie jest z urlopem nauczycielskim, który trwa na Litwie dwa miesiące.

– Akcja Wyborcza Polaków na Litwie była przez lata członkiem koalicji rządzącej. Co z tego wynikło?
– Tak, byliśmy kilka lat w koalicji rządzącej. Byliśmy jednak traktowani przez naszych koalicjantów jak „młodszy brat” i dlatego koalicję opuściliśmy. Koalicja też niestety na wiele nam nie pozwała, chociaż mieliśmy wiceministrów w oświacie i kulturze oraz kilku innych. Co jednak może zrobić wiceminister? Wiadomo, tylko to, niestety, co mu każe lub pozwoli minister.

– A jak wygląda kultura w Rejonie Wileńskim?
– Z kulturą, zarówno w naszym rejonie jak i na całej Litwie, nigdy nie było dobrze. Pensje pracowników kultury były tu zawsze niskie. Ludzie pracujący w kulturze otrzymywali minimalne pobory, prawie takie same jak zamiatający ulice. Za takie małe pieniądze rzadko udaje się zatrudniać specjalistów czy twórców. Tak to było i tak na razie jest. Mimo to uważam, że w naszym regionie nie jest z nią gorzej, niż w innych regionach Litwy.

Wizytówką kultury naszego rejonu są niewątpliwie festiwale „Kwiaty Polskie”. Te festiwale organizujemy od 1988 roku. Mieliśmy kilkuletnią przerwę z powodu braku funduszy, kiedy strona polska przerwała ich dofinansowanie. Obecnie, od roku 2012, kiedy wznowiliśmy je dzięki pomocy Wspólnoty Polskiej, znowu kipi życie artystyczne na festiwalach oraz w okresie żmudnych przygotowań do nich.

Uznaliśmy też, że na organizowanie festiwalu co roku nas nie stać. Doszliśmy ponadto do wniosku, że imprezę organizować będziemy teraz co dwa lata. Mamy również zamiar budowy nowego amfiteatru festiwalowego.

Ostatnie święto obchodziliśmy szczególnie uroczyście. Była to bowiem 28 rocznica jego powstania. Podczas tej edycji Festiwalu „Kwiaty Polskie” wystąpiło około kilkadziesiąt zespołów artystyczne z Wilna, Wileńszczyzny i Kowna.

– A co z domami kultury?
– Zacznijmy od tego, że w okresie sowieckim było w rejonie wiele doskonałych domów kultury. Takie placówki kultury z prawdziwego zdarzenia były w Niememczynie, Mejszagole, Mickunach oraz w wielu innych miejscowościach. A ponieważ ich utrzymanie kosztowało, więc podobnie jak i przedszkola, były finansowane przez kołchozy i sowchozy. I spotkał ich ten sam los, co i przedszkola. Wiele budynków sprywatyzowano. Służą dziś biznesowi, a kultura wyciąga rękę o pomoc. Tej pomocy nie szczędzi, w miarę posiadanych możliwości, nasz samorząd rejonowy. Nie tylko remontuje istniejące placówki, lecz także buduje nowe. Nowoczesne placówki kultury powstały już w Bujwidzach, Ławaryszkach i Mickunach. Zmodernizowano największy rejonowy dom kultury w Niemenczynie i w innych osiedlach. W planie jest budownictwo nowego domu kultury w Mejszagole. Tam, na razie, funkcję domu kultury spełnia historyczny zabytkowy pałacyk. Warto byłoby tam otworzyć samodzielną szkołę muzyczną.

– Poza pracą w samorządzie wileńskim jest Pan także zaangażowany w działalność Reprezentacyjnego Polskiego Zespołu Pieśni i Tańca „Wileńszczyzna”. Zespół ten to przecież Pańskie dziecko…
– Reprezentacyjny Polski Zespół Pieśni i Tańca „Wileńszczyzna” założony został jesienią 1980 roku, a pierwszy jego występ odbył się w maju 1981 roku, co uważane jest dziś za dzień jego narodzin. To był koncert zorganizowany z okazji 3 maja, choć o tym głośno wówczas nie mówiliśmy, bo wtenczas nie można było na Litwie sowieckiej tego święta obchodzić. Obecnie już mamy za sobą jubileusz 30- lecia. Jubileuszowe imprezy już tradycyjnie odbywają się w Narodowym Teatrze Opery i Baletu w Wilnie.

Od tego czasu wiele się wydarzyło. Byliśmy dwukrotnie w Australii, od Adelajdy aż po Brisbane oraz dwukrotnie w USA. Wielokrotnie koncertowaliśmy po całej Europie. W roku ubiegłym byliśmy z,, Wileńszczyzną” w Brazylii na Światowym Dniu Młodzieży z papieżem Franciszkiem. Spędziliśmy w Ameryce Południowej prawie półtora miesiąca. Występowaliśmy w Sao Paulo, Rio de Janeiro, Kurytybie w Brazylii; Montevideo – w Urugwaju i Buenos Aires w Argentynie. Byliśmy tam serdecznie przyjmowani przez miejscowe organizacji polonijne. W Kurytybie zwiedziliśmy m.in. skansen Jana Pawła II pieczołowicie prowadzony przez byłą wilniankę Danutę Lisicką de Abreu. Obecnie wybieramy się, na początku września, na międzynarodowy festiwal do Polski.

– A co z Polskością na Wileńszczyźnie? Czy będzie ona trwała nadal, czy będzie zanikać?
– Będzie się nadal rozwijać. Jestem optymistą i naszą przyszłość na Wileńszczyźnie widzę podobnie. Nie może być inaczej. Polepszają się także nasze wyniki wyborcze. Jeżeli przez wszystkie minione lata, jako Polacy, nie mogliśmy przekroczyć 5% progu wyborczego, to w ostatnich wyborach nam się to udało. Dawniej miejsca w parlamencie zdobywaliśmy wyłącznie w okręgach jednomandatowych. Były to 2, maksimum 3 mandaty. Dzisiaj mamy 8 miejsc w litewskim parlamencie i tyleż wiceministrów w rządzie. Mamy wreszcie, drugą z kolei kadencję, naszego polskiego europosła Waldemara Tomaszewskiego. Nasz autorytet i prestiż nieustannie się zwiększa. Kultura polska na Wileńszczyźnie osiągnęła wcześniej niespotykany poziom.

– Dziękuję za rozmowę.

Leszek Wątróbski