Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: „Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon”. Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: „W Betlejem judzkim, bo tak zostało napisane przez Proroka: a ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela”.

Mt 2, 1-6

Przed wielu laty w czasie drogi powrotnej z pielgrzymki do sanktuarium Matki Bożej Ostrobramskiej na Litwie zatrzymaliśmy się w pięknym ośrodku wypoczynkowym położonym nad brzegiem jednego z jezior. Wieczór spędziliśmy przy ognisku, przypiekając na patyku polskie kiełbaski i inne produkty nadające się na grill. Nie zabrakło także napojów, które ośmieliły nawet najgorszych śpiewaków do udziału w śpiewie polskich sentymentalnych i nastrojowych piosenek i pieśni. Późną nocą wróciliśmy do swoich pokoi, a że mój współlokator chrapał niemiłosiernie, postanowiłem resztę nocy spędzić przy ognisku nad jeziorem. Dorzuciłem trochę drew do ognia i pogrążając się w niezwykłej, prawie mistycznej atmosferze tej nocy czekałem na świt. A był on niezwykły. Przed wschodem słońca pojawiły się poranne, delikatne zorze, ale nie na tyle jasne, aby zagasić gwiazdy na niebie. Z minuty na minutę robiło się coraz jaśniej. Gwiazdy jedna po drugiej zaczęły znikać na jaśniejącym niebie. W końcu została tylko jedna, Wenus zwana Gwiazdą Poranną, ale i ona znikła, gdy na horyzoncie pojawiło się słońce.

To piękne wspomnienie powróciło do mnie, gdy przygotowywałem się do pisania artykułu do Kuriera Plus na Uroczystość Objawienia Pańskiego, zwanej także Uroczystością Trzech Króli. Trzej Królowie, zwani również Magami i Mędrcami wpatrywali się w rozgwieżdżone niebo i zapewne w niezgłębionych przepaściach Kosmosu dostrzegali jego Stwórcę, tak jak dr Arno A. Penzias, noblista w dziedzinie fizyki, który napisał: „Podsumowując, w związku z tym, iż astronomia wprowadza nas w wydarzenia i wszechświat, który został stworzony z niczego, taki który w swej delikatnej równowadze zapewnia szczególne warunki potrzebne do przetrwania życia i który ma zasadniczy plan (ktoś mógłby powiedzieć, że ponadnaturalny). Zatem obserwacje współczesnej nauki wydają się prowadzić do takich samych wniosków, co wiekowe wierzenia kreacjonistyczne. W tym samym czasie, cała współczesna nauka wydaje się bardziej skłaniać ku światu, jakby był opisywany zaledwie od wczoraj”. Te przemyślenia współgrają ze słowami Biblii: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”. O czym przypomina nam inny noblista: „William Phillips „Bóg podarował nam niesamowicie fascynujący świat, w którym możemy mieszkać i badać go.”

Na drodze rozumowej człowiek może dojść do stwierdzenia, że za każdym stworzeniem musi być wszechpotężny Stwórca. Dodatkowego światła i łaski nieba potrzebujemy, aby w Chrystusie rozpoznać zapowiedzianego Mesjasza. Zapewne trzej Mędrcy oprócz wpatrywania się w niebo sięgali do starych ksiąg, może i do Biblii i tam odnaleźli zapowiedź narodzin wyjątkowego Króla, który będzie Emanuelem, to znaczy Bogiem z nami. Zapragnęli tej bliskości Boga i za nim pojawiła się gwiazda na niebie, zapłonęła ona wcześniej w ich sercach. Prowadzeni gwiazdą serca pośród milionów gwiazd dostrzegli tę jedną. Tak jak w moim wspomnieniu znad jeziora. Dostrzegli na wschodzie światłość niezwykłą, zorzę poranną. Kierowani łaską wyruszyli w kierunku tej światłości. Światłość na wschodzie potęgowała się. Na niebie znikały gwiazdy, tylko ta jedna, poranna została i ona zaprowadziła ich do Betlejem: „Weszli do domu i zobaczyli dziecię z Matką Jego, Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon i otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę”. Z pewnością znikła wtedy gwiazda, która przyprowadziła Trzech Mędrców do Betlejem. Znikła w promieniach „wschodzącego słońca”, którym jest Jezus. Mędrcom nie była potrzebna już betlejemska gwiazda, bo ogarnęła ich światłość samego Boga, która użycza swego światła i gwizdom i wszelkiemu stworzeniu.

Mędrcy ofiarowali Jezusowi złoto, kadzidło i mirrę. Są to dary, które odczytujemy kluczem symboli. Jakie złoto jest naszym skarbem? Prawdziwym złotem jest wolność ducha odporna na zniewolenie przez dobra materialne, pieniądze. Pamiętać jednak trzeba, że dobra materialne pochodzą od Boga, który stworzył je po to, abyśmy w wolności serca korzystali z nich i służyli nimi bliźnim. Dobra materialne nie mogą stać się dla nas bożkiem, przed którym bijemy pokłony. Nie mogą być najważniejszym skarbem naszego życia, bo ten skarb odnajdujemy w betlejemskim żłobie. Przed nowo narodzonym Chrystusem mamy uklęknąć i złożyć mu hołd jak trzej Królowie i oddać się w niewolę Jego miłości, a jest to miłość, która wyzwala człowieka do pełnej wolności dzieci Bożych. I to jest to złoto, które ofiarujemy Chrystusowi. Ofiarujmy także kadzidło które wznosi się do Boga. Są nim nasze szlachetne pragnienia, słowa pełne zrozumienia i przyjaźni, współczucia i dobroczynności. Ofiarujemy także mirrę, która jest symbolem ofiarności ducha, której nigdy nie może zabraknąć w życiu chrześcijańskim. Mirra przypomina nam mękę naszego Pana. Na krzyżu podano Jezusowi wino zmieszane z mirrą. Ciało Jezusa zostało namaszczone mirrą na pogrzeb. Mirra, to symbol ogromnej miłości, która tak często związana jest z ofiarą. Thomas Merton napisał: „Miłość jest naszym prawdziwym przeznaczeniem. Sens naszego życiu odnajdujemy przez miłość w drugim człowieku.

W maju zdiagnozowano u Delaney białaczkę, pozostało jej tylko kilka miesięcy życia. Przeszła przez wiele bezskutecznych terapii. W końcu wszyscy zdali sobie sprawę, że dla małej Delaney nie ma już ratunku. Dziewczynka powiedziała swoim rodzicom, że chciałby jeszcze usłyszeć kolędy. Kilka dni przed Bożym Narodzeniem, ludzie zaczęli się gromadzić przed domem dziewczynki i śpiewać. Mimo zimna ludzi z dnia na dzień przybywało. W dzień Bożego Narodzenia, który był dniem śmierci Delaney było ich około dziesięciu tysięcy. Rodzice umierającej mówili, że ich córeczka słyszała ten ogromny śpiew, który wywoływał uśmiech na jej twarzy. Od tysięcy ludzi otrzymała cudowny dar miłości, współczucia, serdeczności. Było to także ogromne i cenne doświadczenie dla ludzi gromadzących się przed domem Delaney. W okresie przedświątecznej gonitwy za prezentami, reklamami wzywającymi do wzmożonej konsumpcji ludzie przed domem dziewczynki zrozumieli, że są ważniejsze wartości niż te materialne. Są nimi czas ofiarowany bliźniemu, współczucie, solidarność z cierpiącymi, miłość, poświęcenie. Są to miłe dary dla Nowonarodzonego Jezusa w betlejemskiej stajni.

Wspomniane wartości, gdy stają się naszym udziałem upewniają nas, że nasza gwiazda wskazuje właściwy kierunek i na pewno odnajdziemy Jezusa, aby Mu ofiarować te dary. W dzisiejszym świecie pojawia się wiele gwiazd, które mamią człowieka złudnym blaskiem, obiecują doprowadzenie do miejsca, gdzie człowiek znajdzie swoje spełnienie, szczęście i radość. Szczególnie w okresie Bożego Narodzenia pojawia się wiele gwiazd, które niekoniecznie kojarzą się z gwiazdą betlejemską. W Nowym Jorku taką najbardziej znaną gwiazdę w kształcie płatka śniegu zawiesza się na 5 Alei i 57 Ulicy na Manhattanie. Każdego roku jest ona sponsorowana przez UNICEF, organizację humanitarną działającą na rzecz dzieci. Większości patrzących na nią osób gwiazda kojarzy się z rozpoczęciem sezonu świątecznego. Niewielu kojarzy ją z narodzeniem Jezusa w stajni betlejemskiej. Pośród tych pięknych, rozgwieżdżonych dekoracji musimy się przedrzeć do wartości, które są godnymi darami dla samego Boga, a wtedy odkryjemy cudowny wymiar tajemnicy Wcielenia.

Ks. Ryszard Koper