Opozycja igra z ogniem próbując zablokować prace Sejmu oraz podważając legalność głosowania nad budżetem państwa na rok 2017.

Jeśli opozycji uda się narzucić mediom w kraju i za granicą przekonanie, że w świetle prawa Polska nie ma budżetu na bieżący rok, to skutki będą bardzo poważne. Obligacje rządowe finansujące deficyt budżetowy mogą nie znaleźć nabywców albo trzeba będzie wydatnie podnieść ich oprocentowanie. Unia Europejska może wstrzymać wypłaty dla Polski. Inwestorzy zagraniczni być może będą stronić od kraju pogrążonego w chaosie.

Od 16 grudnia ub. roku trwa okupacja sali obrad plenarnych. Owego dnia posłowie opozycji: PO i Nowoczesnej zablokowali mównicę sejmową, ponieważ marszałek Sejmu wykluczył z obrad posła Michała Szczerbę (PO) za zakłócenie porządku. Z powodu okupacji mównicy marszałek przeniósł obrady do Sali Kolumnowej, gdzie uchwalono ustawę deubekizacyjną, znoszącą wyższe emerytury esbeków. Jednak przede wszystkim przyjęto budżet państwa na bieżący rok. Opozycja twierdzi, że na sali nie było kworum, czyli wymaganej większości posłów dlatego przyjęte ustawy są nieważne. W odpowiedzi Kancelaria Sejmu opublikowała nagrania z kamer bezpieczeństwa, na których widać, że na sali znajduje się wymagane kworum. Na nagraniach widać również posłów opozycji, którzy twierdzili wcześniej, że ich tam nie było.

Opozycja oskarża, że kilka podpisów na liście obecności posłów podczas głosowań w Sali Kolumnowej zostało sfałszowane przez ni mniej, ni więcej tylko samego Zbigniewa Ziobrę, prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości. Rzecznik PO twierdzi, że do Sali Kolumnowej nie wpuszczano posłów opozycji, ale przeczy temu straż marszałkowska. Marszałek Kuchciński zwrócił się więc do posłów o pisemne potwierdzenie każdego z nich, jak głosował.

Szefowa Kancelarii Premiera Beata Kempa uważa, że nie byłoby żadnego problemu z głosowaniem w Sali Kolumnowej, gdyby opozycja nie robiła awantur. „Budżet został przyjęty i to jest bardzo ważne. Ci państwo chcieliby bardzo, żeby ten budżet nie był przyjęty, żeby był chaos w kraju, żeby były zawirowania, żeby nie można było wypłacać chociażby 500 plus, czy zrealizować innych ważnych programów, które przyjęliśmy w ciągu ostatniego roku.” Natomiast w Senacie prace nad budżetem przebiegają „bardzo spokojnie” i Kempa ma nadzieję, że budżet jak najszybciej trafi na biurko prezydenta.

Jednak prezydent Andrzej Duda sam miał wątpliwości wobec głosowania budżetu, ale przyjął wyjaśnienia od marszałka Kuchcińskiego. Według Konstytucji, prezydent nie może zawetować budżetu, może albo podpisać ustawę budżetową albo skierować do Trybunału Konstytucyjnego w celu ustalenia zgodności z Konstytucją.

Jarosław Kaczyński powiedział, że mimo wątpliwości opozycji, PiS nie zgadza się na powtórzenie głosowania nad ustawą budżetową „ponieważ demokracja polega na rządach większości. Nie zgadzamy się na to, aby rządziła mniejszość, która chce narzucić swoje zdanie nielegalnymi metodami. Bo blokowanie mównicy jest nielegalne”. Mimo zdecydowanej odmowy ustępstwa ze strony prezesa PiS marszałek Sejmu powiedział, że jest gotów poddać pod głosowanie poprawki opozycji do ustawy budżetowej. Ale czy ten gest dobrej woli zakończy kryzys parlamentarny?

Cała ta afera z blokadą mównicy sejmowej wydaje się tylko pretekstem. Zaczęła się od wykluczenia posła Szczerby (PO) z obrad Sejmu z powodu jego uporczywego sprzeciwu na mównicy wobec ograniczenia swobody poruszania się dziennikarzy po Sejmie. Kiedy marszałek Kuchciński wycofał te ograniczenia posłom PO i Nowoczesnej brakuje uzasadnienia, czemu okupują salę obrad plenarnych Sejmu i zamierzają tam zostać do 11 stycznia, kiedy ma odbyć się pierwsze posiedzenie po świętach.

Publicysta Michał Karnowski wyciąga stąd daleko idący wniosek, że celem posłów „totalnej” opozycji jest obalenie rządu PiS wszelkimi środkami. Nie udała się próba z masowymi demonstracjami KOD, ponieważ nie były masowe. I nie udało się z aferą wokół Trybunału Konstytucyjnego. Teraz jest trzecia próba: zablokowanie za wszelką cenę uchwalenia budżetu, paraliż parlamentu i narzucenie przekonania o bankructwie ekonomicznym Polski, chociaż stan finansów państwa dawno nie był tak dobry. Petru mówi, że bez budżetu nikt nie kupi polskich obligacji rządowych a dotacje UE nie będą wypłacane. Podobnie straszył wcześniej Bronisław Komorowski. „Cynizm tego wywodu zapiera dech w piersiach, bo wszak to Petru i Schetyna odpowiadają za bezprawne paraliżowanie Sejmu.”

Jak się wydaje opozycja chce wymusić próbę siłowego zakończenia okupacji w Sejmie. Czeka na obrazki w telewizji, jak posłów wynosi straż marszałkowska lub przenosi się obrady parlamentu na przyszły miesiąc, by oskarżyć PiS przed światem o wprowadzanie dyktatury. Takie oskarżenie chętnie podchwycą media zagraniczne z The New York Timesem na czele.

10 stycznia szef „Solidarności” Piotr Duda ogłosi termin wielkiej demonstracji poparcia dla rządu pod hasłem „Solidarni Polacy w obronie demokracji”. Jego zdaniem opozycja „nie chce się pogodzić z wynikiem wyborów, bo myśleli, że Polska należy do nich, a my będziemy tylko na to pracować. Uważamy, że Polska jest krajem demokratycznym i każdy ma prawo do swoich poglądów, ale do zmiany rządu są określone procedury”. Nie należy zmieniać rządu na ulicy, a przy urnie wyborczej, powiedział przewodniczący „S”.

Można sądzić, że im większa będzie ta demonstracja, tym bardziej podniesie emocje w kraju. Jednak wątpliwe, by zakończyła próby obalenia rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Jan Różyłło