Poprzednia koalicja rządowa, złożona z PO i PSL, była tak pewna siebie, że powtarzała jak mantrę słowa Donalda Tuska, że „nie ma z kim przegrać”. Dziś obie te partie walczą o przetrwanie. O przetrwanie powalczą teraz Nowoczesna i współdziałający z nią KOD.

Nie ma jeszcze sondaży, jak są one postrzegane po ostatnich aferach z ich liderami, ale wcześniejsze badania opinii publicznej nie pozostawiają złudzeń – nie mają one żadnych szans w obiecnej walce z PiSem. I to, że tego kompletnie nie widzą, wymownie świadczy o ich samoświadomości politycznej. Ażeby wygrać z partią rządzącą trzeba by przedstawić lepsze programy społeczne, gospodarcze, wojskowe, finansowe, administracyjne itp. Tymczasem żadna z partii dążącej do obalenia PiSu takich programów nie ma. Jakby tego było mało, wstępne analizy wyników działań rządu w ubiegłym roku zdecydowanie przemawiają za nim, poza kwestią podatków i spowolnieniem gospodarki. Wysokie notowania partii rządzącej biorą się również stąd, że konsekwentnie realizuje ona punkt po punkcie program wyborczy i nie wiążą się z nią afery, jakie były udziałem PO przez cały okres jej panowania.

PiS pokazał także, iż dostatecznie szybko potrafi się wycofać z pomysłów kontrowersyjnych, takich np. jak opodatkowanie sklepów wielkopowierzchniowych. Wszystko też wskazuje na to, że większości Polaków odpowiada konsekwentne budowanie katolickiego państwa narodu polskiego i narodowe myślenie niemal o wszystkim. Trudno też oczekiwać, żeby większości społeczeństwa, słabo wykształconej i nierozbudzonej intelektualnie, nie podobała się propagandowa narracja skierowana do niej właśnie, a nie do elit. Zacieśniająca się coraz bardziej symbioza PiSu i rządu z Kościołem też jest dobrze postrzegana przez wierzącą większość społeczeństwa, począwszy od dziesiątków tysięcy słuchaczy Radia Maryja i Telewizji Trwam. Dążenie prezesa PiSu do zdobycia władzy absolutnej również jest przyjmowane ze zrozumieniem przez tych, którzy czekają na ostateczne zerwanie z III RP.

W tej sytuacji opozycja ma bardzo trudne zadanie. I jak dotychczas nie odniosła żadnych sukcesów w walce z rządem. Nie mając programów, wymyśla drugo i trzeciorzędne kwestie sporne i proceduralne. Okupowanie sali sejmowej nie przysporzyło jej zwolenników, których liczba nie przekroczyła 26 procent.

Nie przysporzy jej zapewne zachowanie niektórych posłów urozmaicających sobie okupację prymitywnymi rozrywkami i przeszukiwaniem dokumentów należących do posłów PiSu. Ich zachowanie spotkało się już z krytyką Grzegorza Schetyny, szefa PO.

Okazało się jednak, że są to drobiazgi przy kompromitacjach, jakie zafundowali swym ugrupowaniom liderzy .Nowoczesnej i KODu. Pierwszy, Ryszard Petru, zamiast strajkować w Sejmie wraz ze współtowarzyszami, uciął sobie pozamałżeński romans ze swą zastępczynią i poleciał z nią na Sylwestra i Nowy Rok do Portugalii. Drugi zaś, Mateusz Kijowski, skierował część pieniędzy pochodzących ze składek członków i sympatyków KOD do firmy, którą prowadzi wespół z małżonką. Obaj teraz tłumaczą się mediom tak mętnie, że nie wierzy im niemała część ich zwolenników, nie mówiąc już o reszcie obywateli. Obaj sprawili Jarosławowi Kaczyńskiemu najlepsze z możliwych prezenty noworoczne.

Od obu odcina się wspomniany Grzegorz Schetyna, szef PO. Od niego samego z kolei odcina się część polityków tej partii. I wcale nie jest pewne, że utrzyma on swoje stanowisko. Coraz częściej mówi się, że może go zastąpić Ryszard Trzaskowski reprezentujący młodych członków i zwolenników Platformy. Swoich zwolenników ma wciąż Ewa Kopacz, słychać też przebąkiwania o ewentualnym powrocie Donalda Tuska. Generalnie jednak PO sprawia wrażenie partii w rozsypce. Jej politycy nie grzeszą przenikliwością polityczną ani inteligencją.

Tych cech nie sposób dostrzec rownież u działaczy .Nowoczesnej i KODu, począwszy od wspomnianych Petru i Kijowskiego. Ich wypowiedzi na jakikolwiek temat obnażają ich głupotę. Tak jest – głupotę! Bo jakże inaczej nazwać dążenie Petru do samorozwiązana Sejmu, skoro nie ma na to najmniejszych powodów? Jakże inaczej nazwać oskarżenia PiSu o zamach na demokrację, skoro niczego takiego nie było.

O głupocie świadczą też kolejne wpadki merytoryczne, które czarno na białym wykazują, że Petru nie zna się nawet na ekonomii. A do niedawna uchodził w oczach niektórych za eksperta w tej dziedzinie. O wpadkach merytorycznych i intelektualnych Mateusza Kijowskiego szkoda pisać, tak są one ewidentne. Sprawia on wrażenie człowieka, który nie dysponuje wiedzą na żaden temat. Miarą jego poziomu jest kłamstwo, iż na KODzie nie zarabia i że utrzymuje go rodzina, podczas gdy – jak się okazało – wypłacał sam sobie pieniądze pochodzące ze składek KODu.

Co można sądzić o umysłowości kandydata na trybuna ludowego, który nie jest w stanie przewidzieć, że usługi informatyczne dla organizacji, którą kieruje, zamawiane przez niego samego w jego małżeńskiej firmie oznaczają konflikt interesów i są sprzeczne z jakąkolwiek etyką? O poziomie obu wrogów partii rządzącej świadczy także ich język. Posłuchajcie, jak oni obaj mówią i jak bełkotliwie formują swoje myśli! Przy nich, też niezbyt lotny, Grzegosz Schetyna, jawi się wręcz jako intelektualista.

Opozycję stanowi jeszcze PSL. Nie bierze ono udziału w farsowej okupacji Sejmu. Ostatnie deklaracje jego szefa Władysława Kosiniaka – Kamysza brzmią konsyliacyjnie. Ale i ta partia nie stanowi żadnej konkurencji dla PiSu. Jest tak nijaka, że nie sposób się dziwić, iż balansuje na krawędzi progu wyborczego.

Podsumowując powyższe wywody, trzeba powtórzyć jasno i dobitnie – PiS nie ma w chwili obecnej z kim przegrać. A kreatywnej opozycji z prawdziwego zdarzenia na horyzoncie nie widać.

Eryk Promieński