Piątek
Przedostatni dzień kolejnego roku. Z dzisiejszego czytania, pisze święty Jan (1 J 2,15-17): „Nie miłujcie świata ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki.” Ależ piękne podsumowanie świata tego: „pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia”. Jak widać, wszystko już było i jest opisane w Piśmie.

I mały komentarz do czytań: „Najpierw były kolorowe klocki, lalka co zamykała oczy, samochód na baterie. Potem dziewczyna z równoległej klasy z delikatnymi piegami na nosie, studia na architekturze, wakacje w Hiszpanii. Naprawdę myśleliśmy, że umrzemy, kiedy to wszystko omijało nas z zadziwiającą lekkością. Bo nic z tego nie zostało. Przeminęło, a my żyliśmy dalej. I wciąż żyjemy, i wciąż niepewni jesteśmy naszej umiejętności odróżniania tego, co przemija, od tego, co trwa na wieki.” (Wojciech Czwichocki OP, „Oremus” grudzień 2008, s. 136).

W chaosie dzisiejszego świata, nawale informacji potrzebnych i głównie nie potrzebnych, łatwo stracić kierunek oraz poczucie co ważne. Nieoceniony św. Josemaria Escriva podrzuca kilka przydatnych wskazówek w swojej „Drodze”:

708. Świat, szatan i twoje własne ciało są awanturnikami wykorzystującymi słabość dzikusa, którego nosisz w sobie. Chcą, abyś za błyskotkę – bezwartościową rozkosz – oddał im szczere złoto i perły, i diamenty, i rubiny przesiąknięte żywą i odkupieńczą krwią twego Boga, które są ceną i skarbem twojej wdzięczności.

837. Szybciej, szybciej! Działać, działać! Gorączka, szaleństwo nieustannego ruchu… Osiągnięcia materialne.
Spójrz na to z duchowego punktu widzenia: atrapy, tandetne szmaty, pomalowana tektura… Szybciej! Działać! I wielu ludzi w biegu – tam i siam.

To dlatego, że pracują, mając przed oczyma tylko chwilę obecną: zawsze są tu i teraz. – Ty… wszystko masz widzieć w perspektywie wieczności: jednocześnie ogarniać kres i początek…

Spokój. – Opanowanie. – Intensywne życie wewnętrzne. Bez pośpiechu, bez szaleńczego pędu za ciągłymi zmianami. Pozostań na stanowisku wyznaczonym ci w życiu i bądź jak potężny generator elektryczności duchowej. Jak wielu obdarzysz światłem i energią, nie tracąc przy tym swojej siły i swego światła.

Sobota
Ostatni dzień mijającego roku.
Znów komentarz Wojciecha Czwichockiego OP („Oremus” grudzień 2008, s.139): „Jest już ostatnia godzina. Rok przeminął i odchodzi do świata wspomnień. Pora na nowy kalendarz w okładce z imitacji skóry. Znów będziemy zapisywać daty urodzin, terminy spotkań i wizyty u dentysty. Znów będziemy żyli tym, co dopiero ma się wydarzyć. Trzymając w dłoniach stary i nowy kalendarz, warto pomyśleć, że na początku było Słowo, i uwierzyć, że bez Niego nic się nie stało i nic bez Niego się nie stanie.” Nowy kalendarz – żyjmy tak, jakbyśmy mieli dzisiaj rozpocząć ostatni dzień naszego życia.

Czwartek
Jednym z pozytywnych wydarzeń dla mnie w mijającym 2016 r. była „znajomość” ze śp. księdzem Janem Kaczkowskim. Piszę „znajomość”, bo wynikajaca z lektury jego trzech książek. Wielka postać, wielki duch w schorowanym rakiem ciele, choć odszedł w wielkanocny poniedziałek w wieku ledwie 38 lat. Mądrość i otwartość na chorych a może przede wszystkim pokiereszowanych ludzi, zwłaszcza młodzież z tzw. trudnych rodzin i środowisk. Przy tym wielkie przywiązanie do nauki kościoła katolickiego oraz… mszy w rycie trydenckim.

Poniżej trochę cytatów z ostatniej książki, właściwie wywiadu-rzeki, którego schorowany i odchodzący już ksiądz Jan, udzielił Joannie Podsadzkiej pod tytułem „Dasz radę. Ostatnia rozmowa”:

Niektórym przeszkadza Twoja popularność. Mówią, że masz wielkie parcie na szkło.

Ks. Jan: A ja odpowiadam, że mam parcie głównie na drewno – sosnowy lub dębowy garniturek.

Od kogo uczyłeś się tego dystansu?

Ks. Jan: Chociażby od mojej cudownej, dziewięćdziesięciokilkuletniej babci. Ona się budzi i mówi: „Właściwie to już powinnam nie żyć, a jednak żyję”. Życie jest fascynujące, zdumiewające! Na przykład to, że mogłem wciągnąć kilka pięknych, słonecznych wiosen, których miało nie być, bo mediana przeżycia z tego typu glejakiem, jakiego mam w głowie, to 14 miesięcy, a ja się zbliżam do 50. Po usłyszeniu diagnozy zacząłem żyć jeszcze intensywniej niż wcześniej. Tyle się w tym nieszczęściu wydarzyło dobra! Pewien król w Starym Przymierzu śmiertelnie zachorował i prosił Boga o uzdrowienie. Bóg powiedział: „Dobrze. Dodaję do twojego życia pięć lat. Co z tym czasem zrobisz?”. To jest clou. Co z tym czasem zrobisz (…)

Przygląda Ci się coraz więcej osób – za sprawą Twoich książek, licznych wywiadów i działalności duszpasterskiej. Na co chciałbyś, żeby zwrócili szczególną uwagę?

Ks. Jan: Chciałbym, żeby sobie zadali trud, by dostrzec sedno duchowości tego gościa, który się czasem wygłupia, robi z siebie pajaca, starając się przekłuwać to, co nadęte. Bo on te zagadnienia, które są fundamentem naszej wiary, traktuje z ogromną powagą. Chciałbym zostać zapamiętany z moją miłością do Mszy Świętej, do kapłaństwa. Jako głęboko wierzący ksiądz, a nie skostaniały palant. Przebić się z przekazem, że nikim nie wolno pogardzać, a słowa Chrystusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” należy traktować dosłownie, bez wykluczania kogokolwiek.

Jak się ćwiczyć w wielkoduszności?

Ks. Jan: Nie kalkulować, nie oszczędzać się, wielkodusznie się poświęcać, wielkodusznie przebaczać. Okazywać szacunek w codzienności. Nie przechodzić obojętnie obok człowieka, żadnego.

Czy miłość jest modlitwą?

Ks. Jan: Tak. Cierpienie i nasze łzy, które spływają mimowolnie po policzku, kiedy odchodzi ktoś, kogo kochamy, także mogą nią być. Ksiądz jest po to, by uświadamiać ludziom, że Bóg jest tam, gdzie dobro, prawda i piękno. I napełniać treścią słowa: „Nie utraciłem żadnego z tych, których mi dałeś”.
Z takimi pasterzami Kościół katolicki będzie miał się dobrze.

Czuwaj nad nami z góry, księże Janie

Jeremi Zaborowski