Sejm wybrał Michała Warcińskiego na sędziego Trybunału Konstytycyjnego.

Warciński był jedynym kandydatem wystawionym przez PiS, pozostałe partie nie zgłosiły swoich kandydatur. W głosowaniu wzięło udział 415 posłów, większość bezwględna wynosiła 208 glosów. Za kandydatem PiS głosowało 231 posłów, przeciw było 179, zaś 5 wstrzymało się od głosu. Celowo przytaczam ten dane, by pokazać rozkład sił w obecnym Sejmie, zdominowanym przez partię rządzącą, popieraną zazwyczaj przez ugrupowanie Kukiz’15. Przypomnijmy, że Sejm wybiera sędziego Trybunału Konstytucyjnego na dziewięcioletnią kadencję bezwględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ogólnej liczby posłów. Później nowy sędzia musi być zaprzysiężony przez prezydenta.

Michał Warciński (37 lat) jest doktorem habilitowanym nauk prawnych, wyspecjalizowanym w zakresie prawa cywilnego. Obecnie pracuje na stanowisku dyrektora Biura Analiz Sejmowych. Zajmie miejsce profesora Andrzeja Rzeplińskiego, którego kadencja kończy się 19 grudnia br. i który był prezesem Trybunału przez ostatnie sześć lat. Kandydaturę Warcińskiego prezentował w Sejmie przewodniczący komisji sprawiedliwości Stanisław Piotrowicz z PiS. W jego ocenie jest on dobrym kandydatem na sędziego. Opinii tej nie podzielała część opozycji krzycząc: „kłamca!”. Określenie to dotyczyło nie tylko prezentacji kandydata, ale i samego Piotrowicza.

Stanowisko opozycji najwyraźniej przedstawił poseł PO Borys Budka nazywając Warcińskiego „autorem wyjątkowo nieprofesjonalnej a nawet ośmieszającej opinii prawnej” w sprawie wyboru przez poprzedni Sejm pięciu sędziów Trybunału. Budka zarzucił też Warcińskiemu, iż „przepuścił wiele bubli prawnych” jako szef Biura Analiz Sejmowych. Co ciekawe, sam Warciński prezentując swoje stanowisko w sprawie niedrukowania przez rząd wyroków Trybunału przyznał, że premier nie może oceniać wyroku tegoż Trybunału, zaznaczając jednoczeście, że „akcja wywołała reakcję i ta reakcja była uzasadniona”. – Z jednej strony przekroczono reguły i z drugiej strony też – dodał. Warciński powiedział również, że wybór pięciu sędziów Trybunału w październiku ub. r. przez poprzedni Sejm był z winy prawodawcy dotknięty wadą prawną, dlatego obecny Sejm stwierdził brak mocy prawnej wyboru. W związku z tymi wątpliwościami prezydent wstrzymał się od przyjęcia ich ślubowania – dodał.

Opublikowanie wyroków Trybunału zalecała polskiemu rządowi zarówno Komisja Europejska, jak i Komisja Wenecka, nakłanając jednocześnie do kompromisowego zakończenia konfliktu. Rząd i PiS uznały to jednak za nieuprawnioną ingerencję w wewnętrzne sprawy Polski, opozycja zaś o żadnym kompromisie słyszeć nie chciała. Raz po raz składała skargi na nowy rząd do Parlamentu Europejskiego, licząc to, że wymusi on ustępstwa na jej rzecz pod groźbą sankcji nałożonych na Polskę. Celu nie osiągnęła, sadząc po ostatniej debacie w Strasburgu. Odbywała się ona przy niemal pustej sali, co było ewidentnym dowodem, że spór o polski Trybunał Konstytycyjny niewielu europosłów interesuje w sytuacji tragedii w Aleppo. Ubolewał na tym Janusz Lewandowski z PO, oczekując, że oczy Parlamentu Europejskiego zostaną skierowane przede wszystkim na ulice Warszawy, na których toczy się walka o demokrację w Polsce. Nie przypadkiem pierwotnym terminem debaty sugerowanym przez opozycję miał być dzień 13 grudnia, kiedy na tychże ulicach odbywały się prorządowe i antyrządowe demonstracje. W końcu debata odbyła się dnia następnego i nie zakończyła się żadnym konkretnym wnioskiem. Jej przebieg można streścić przytaczając stanowiska dwóch przeciwstawnych sobie stron. Zdaniem profesora Ryszarda Legutki, konserwatywnego europosła z PiS była ona niesprawiedliwa, stronnicza i bez podstaw, zaś Frans Timmermans wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej twierdził, iż istnieje zagrożenie, iż kryzys konstytucyjny w Polsce się pogłębi. Przypomniał on, że 27 lipca Komisja wydała zalecenia w sprawie praworządności dla polskiego rządu dotyczące rozwiązania kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego i niestety, od przyjęcia rekomendacji sytuacja się nie poprawiła. W odpowiedzi Legutko zarzucił Timmersmansowi, iż chciałby, żeby Trybunał był zdominowany przez tę opcję polityczną, którą on sam popiera.

W tym miejscu trzeba przypomnieć, że walka toczy się o to, żeby PiS mógł tenże Trybunał w pełni sobie podporządkować, z drugiej zaś o to, żeby mu to uniemożliwić i żeby opozycja poprzez Trybunał mogła torpedować posunięcia rządu, które jej nie odpowiadają, m.in. te, które będą w nią wymierzone. Stanowisko Timmersmansa popierają liberałowie, Zieloni i lewica. W Europarlamencie zaapelowali do Komisji Europejskiej o podjęcie kolejnych działań w sprawie kryzysu konstytucyjnego w Polsce. W ich przekonaniu Komisja powinna uruchomić artykuł 7 traktatu Unii, który pozwala na sankcje.

Michał Warciński jest siódmym sędzią Trybunału Konstytucyjnego wybranym przez obecny Sejm. W grudniu ub. r. Sejm wybrał do Trybunału zgłoszonych przez PiS: Julię Przyłębską, Piotra Pszczółkowskiego, Mariusza Muszyńskiego, Lecha Morawskiego i Henryka Ciocha. Trzech ostatnich prezes Rzepliński nie dopuszcza do orzekania, powołując się na wyroki Trybunału z grudnia ub. r. Uznał on, że ich miejsca są zajęte przez trzech sędziów wybranych w październiku ub. r. na podstawie prawnej uznanej przez Trybunał za zgodną z konstytucją – Romana Hausera, Krzysztofa Ślebzaka i Andrzeja Jakubeckiego. Prezydent nie przyjął od nich ślubowania. W kwietniu br. Sejm wybrał do Trybunału kandydata PiS Zbigniewa Jędrzejewskiego. Po odejściu Rzeplińskiego, w Trybunale pozostanie ośmioro sędziów wybranych przez Sejmy poprzednich kadencji: Stanisław Biernat (wiceprezes TK, którego kadencja upływa w czerwcu 2017 r.), Leon Kieres, Małgorzata Pyziak-Szafnicka, Stanisław Rymar, Piotr Tuleja, Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz, Andrzej Wróbel i Marek Zubik.

Eryk Promieński