W wywiadzie udzielonym popisowskiemu tygodnikowi „wSieci” prezes PiS powiedział, że akcje opozycji prowadzone w sejmowej sali obrad są próbą puczu.

Jarosław Kaczyński poinformował również, że już wcześniej docierały do niego sygnały o takich właśnie próbach przejęcia władzy. W jego przekonaniu akcja zablokowania mównicy na sali obrad miała na celu sparaliżowanie władzy w sposób siłowy i doprowadenie do nieuchwalenia budżetu. Wywiad, prowadzony przez braci Jacka i Michała Karnowskich, ukazał się pod wymownym tytułem „Obronimy naszą wolność”. Prezes PiS zapowiedział w nim stanowczo, iż rząd wyłoniony z tej partii nie podda się. Podkreślił zdecydowanie – „Chcę jasno powiedzieć: nie złamią nas. Po naszej stronie jest wielka determinacja, silny mandat społeczny. Ale nie tylko. Mamy precyzyjne rozpoznanie, gdzie są nasze słabości, i ciężko pracujemy nad ich naprawianiem. Wiemy też, które punkty węzłowe w państwie należy pilnie zreformować, żeby jeszcze szybciej ruszyć do przodu. Nie zdołają nas zatrzymać w naprawie państwa”. W trakcie wywiadu wielbiący Kaczyńskiego bracia Karnowscy poinformowali go, iż decyzją czytelników i kapituły został on laureatem nagrody „Człowiek wolności Tygodnika >wSieci< za rok 2016.

Przekonanie prezesa PiS o próbie puczu podzielają pisowscy politycy, wśród nich Piotr Gliński wicepremier i minister kultury, który nie ma złudzeń, co do tego, że opozycja działa obstrukcyjnie i nie chce dopuścić do uchwalenia budżetu. W jego ocenie jej celem jest zamach stanu. W oczach Ryszarda Terleckiego, wicemarszałka Sejmu i przewodniczącego klubu parlamentarnego PiS, doszło do poczu operetkowego, choć było wyczuwalna autentyczne napięcie pod Sejmem, gdzie w nocy gromadzili się zwolennicy opozycji. Podobnie widzą sytuację propisowscy dziennikarze, m.in. Marzena Nykiel, która uważa, że akcje opozycji zostały z góry zaplanowane. W artykule „Próba rewolty” napisała – „Nie było sentymentów. Rozpracowano scenariusze propagandy, wszczęto przemyślane prowokacje, zablokowano Sejm, uruchomiono zagraniczne media, Parlament Europejski, sięgnięto nawet po Donalda Tuska. Operacja wyglądała wyjątkowo groźnie”.

Niegroźne jak na razie okazało się rotacyjne okupowanie przez opozycję sejmowej sali obrad. Niestety nie zaowocowało ono dotychczas żadnym planem lepszym od rządowego, zatem trudno się dziwić, że 47 procent Polaków nie popiera akcji prowadzonych w Sejmie i pod Sejmem. Przepychanki dotyczące legalności minionego głosowania nad budżetem i obniżeniem emerytur byłych esbeków są tylko zasłoną dymną, za którą czai się oczekiwanie na masowe rozruchy społeczne. Jasne jest bowiem, że gdyby doszło do ponownego głosowania nad budżetem i owymi emeryturami, to opozycja i tak by je przegrała. Pozostała jej zatem propagadowa walka o demokrację, zagrożoną w jej przekonaniu autorytarnym rządami Jarosława Kaczyńskiego, który już podporządkował sobie prezydenta i panią premier a ostatnio Trybunał Konstytucyjny. Dla opozycji był to ostatni bastion demokracji. Oczywiście antypisowskiej, trzeba dopowiedzieć dla jasności obrazu.

Walkę o Trybunał politycy opozycji prowadzić będą nadal poprzez Komisję Europejską, dokładając jeszcze kwestię prawa do aborcji i zapłodnienia metodą in vitro. Celem jednak ostatecznym jest jednak odsunięcie PiSu od władzy. Dążenie to popiera 26 procent obywateli, jak wynika z wyników najnowszego sondażu podanych w głównym wydaniu pisowskich Wiadomości Telewizyjnych. PiS zatem może triumfować mając owe 47 procent, ale gwoli prawdy trzeba powiedzieć, że 26 procent to też liczba niemała. PiS uzyskiwał taki wynik w latach, kiedy nie był u władzy.

O właściwym celu opozycji okupującej salę obrad powiedział wprost Ryszard Petru, lider Niezależnej. Chciałby on doprowadzić do samorozwiązania Sejmu, czyli do skrócenia obecnej kadencji. Ideałem byłby dla niego scenariusz, w którym Kaczyński przekonany, że PiS ma 50 procent poparcia (w rzeczywistości 34 – 38 procent – przyp. E. P.) rozwiązuje Sejm i rozpisuje nowe wybory, które przegrywa tak, jak przegrał w 2007 roku. Zdaniem Petru szef PiS jest „szalony” i „nieprzewidywalny”, zatem takie zagranie jest całkiem możliwe. A wtedy mógłyby wygrać sojusz jego partii z PO i ewentualnie z PSL, które notabene nie bierze udziału w akcji okupacyjnej. Petru uważa również, że powinno dojść do zmian, ponieważ Kaczyński jest „groźny dla Polski”. Dlatego przygotował już w imieniu Nowoczesnej wniosek o samorozwiązanie Sejmu. Może zgłosić go 11 stycznia.

Na ten dzień zaplanowane są także inne akcje, których Petru nie ujawnił ze względów strategicznych. Okupowanie sali obrad tłumaczy złamaniem prawa, gdyż obrady zostały przeniesione do innej sali i nie wiadomo tak naprawdę, ilu posłów w niej głosowało i czy było kworum. Wedle jego wiedzy budżet wcale nie został przyjęty a posiedzenie Sejmu nie zostalo przerwane. Jedynym sposobem wyjścia z obecnej sytuacji jest wznowienie piątkowego posiedzenia i ponowna dyskusja o ustawie budżetowej. Ten sposób myślenia jest widomą oznaką stanu umysłu lidera Nowoczesnej, albowiem najzupełniej pewne jest, że żadna debata nie jest w stanie zakwestionować ustawy budżetowej opracowanej przez PiS. I to niezależnie od tego, czy została ona przyjęta zgodnie z sejmowym regulaminem, czy nie. Obserwując ową okupację Sejmu przez polityków i posłów PO z Niezależnej i słuchając bełkotliwych wypowiedzi Mateusza Kijowskiego, lidera KODu, trudno oprzeć się wrażeniu, że tonący brzytwy się chwyta.

Eryk Promieński