Marzenie o idealnym państwie, o doskonałych, światłych przywódcach, to chyba wieczna tęsknota ludzkości. Co zrobić, aby rządzący nim nie okazywali się raz po raz cynicznymi głupkami? Co zrobić, aby kraj był dobrze zorganizowaną, a nie chaotyczną strukturą, doraźnie tylko poprawianą w miejscach, gdzie się wali?

Ludzie takie projekty, których było co niemiara w przeszłości, nazywają utopiami – od „Utopii” Tomasza Morusa. Coś na pewno idealnego, wspaniałego, ale nierealnego. Wiele tysięcy lat doświadczenia przekonuje nas, że państwo idealne nie istnieje. Więcej, nawet nie należy próbować choćby zbliżenia do ideału. Co nie oznacza, że nie należy starać się o polepszenie jego funkcjonowania.

Zmiana = degeneracja
To samo przeświadczenie męczyło Platona i wbrew zdrowemu rozsądkowi, zabrał się do pracy nad takim właśnie projektem. Tak powstało „Państwo” – plan idealnie zorganizowanego kraju. Lektura tej rozprawy na studiach dostarczała sporo emocji. Był to właściwie pierwszy kontakt z systematycznie wyłożonym idealizmem, ze zniewalającą (pozornie niekiedy) skrupulatną argumentacją. No cóż, wtedy jeszcze nie umiałem czytać dzieł filozoficznych. Platoński sposób myślenia zdawał się nie do odparcia. Nic tedy dziwnego, że wszyscy stawaliśmy się platonikami, bo i idealizm przemawiał silnie do młodych umysłów. W porównaniu z nim czytany później Arystoteles wydawał się nudny, płaski, bez polotu.

Jak przystało na wybitny umysł, Platon starannie przemyślał problem. Dwie zasadnicze kwestie powodują, że idealne państwo nie może zaistnieć. Pierwszą i chyba najważniejszą, jest zmiana. Nic nie trwa, nie zastyga w miejscu, cokolwiek na tej ziemi rodzi się, powstaje, dojrzewa do perfekcji, natychmiast zaraza rozkładu psuje to, niszczy, rujnuje. Zmiana równa się degeneracji, uważa Platon; doskonałe jest wieczne. Wniosek stąd prosty: trzeba zatrzymać czas. Niech państwo idealne, raz stworzone, trwa niezmiennie.

Ale nawet najlepszy projekt ludzie gotowi są popsuć. I to druga kwestia – przywódcy: skąd wziąć rządzących krajem, którzy zapewnią mu wieczną stabilizację? Panują złe porządki w państwie, bo do władzy dorywają się jednostki niekompetentne. Rządzić winni najmądrzejsi, czyli według starożytnego określenia – filozofowie, odpowiada na to Platon. Na straży ustanowionego przez nich porządku stać ma wyszkolona kadra młodych ludzi całkowicie oddanych państwu. Mają pilnować, aby nic nie zmieniano w pierwotnym projekcie, aby wszystko trwało. Wygnać zeń trzeba, m. in. poetów, bo mówią nieprawdę, pozór przedstawiają jako samą rzeczywistość. Poza tym, to wieczni malkontenci, nic im się nie podoba, wprowadzają ludziom zamęt w głowach, krytykują, chcą coś zmienić, a przecież wiadomo, że zmiana doskonałego to krok ku jego degeneracji.

Ludzie jak barany
Czytanie „Państwa” było z punktu widzenia władz w PRL-u ryzykownym przedsięwzięciem. Platońska koncepcja to przecież pierwszy projekt państwa totalitarnego. Systemu ma strzec zespół szkolonych od młodości, całkowicie oddanych mu strażników. Częste porównanie przez greckiego filozofa władców państwa do pasterzy, a strażników – do psów pilnujących stada, wzmacniało tylko wrażenie, iż mowa jest o społeczeństwie jako ludzkiej trzodzie. Przywódcy i ich „psy” muszą się mieć na baczności, aby ktoś nie odłączył od grupy, nie zechciał iść swoją drogą, miast kroczyć ścieżką wytyczoną przez owych filozofów.

W PRL-u „Państwa” zakazać cenzura nie mogła, natomiast współczesne interpretacje wskazujące na totalitarny sposób myślenia Platona były zabronione, ale i tak najważniejsze książki tego rodzaju można było zdobyć. Bo taki to też był polski totalitaryzm – kaleki, ciągle się coś psuło – w z założenia idealnym państwie.

Projekt platoński wyraźnie wskazywał na jedno: wszelki wydumany przy biurku (choć nie sądzę aby ateński filozof takowe posiadał, ale późniejsi jego naśladowcy – na pewno tak) plan uszczęśliwienia ludzkości (społeczeństwa, narodu) jest z założenia projektem złym. Miast wielkiej, doskonałej koncepcji całości wdrażanej na siłę bez liczenia się z rozmaitością ludzkich pragnień, dążeń, emocji, lepsze są cząstkowe zmiany w faktycznym społeczeństwie, powolne, niewielkie ulepszenia dokonywane z miesiąca na miesiąc, z roku na rok.

To właściwie już wiemy. Utopie z istoty swej mają charakter totalitarny. Spektakularny upadek komunizmu świadczył o tym, jak nieżyciowe, odległe od rzeczywistości są projekty uszczęśliwiania ludzkości na siłę, choć akurat w przypadku komunizmu w stylu sowieckim uszczęśliwianie społeczeństwa znajdowało się jak najdalej od zamysłów tych, którzy przejęli władzę.

Ale ta wiedza nie na wiele się zda. Nie należy żywić złudzeń: jeszcze nie raz w przyszłości ludzkość cierpieć będzie z powodu szaleńczych pomysłów tych, którzy wymyślili doskonałe (w ich mniemaniu) państwo. Ostatnim z takich pomysłów jest plan „państwa islamskiego”.

Z dala od ideału
Od Platona pobieramy jeszcze jedną, również niewesołą lekcję (wbrew jego intencjom): najmądrzejsi („filozofowie”) nie powinni rządzić państwem. Trzeba ich trzymać jak najdalej od władzy. To, co mamy w każdym niemal kraju, jest smutną koniecznością. Nie tylko konkluzja (może zbyt radykalna): miernoty rządzą światem – jest trafna, ale też i więcej: tak ma być, tak jest dobrze. Nie daj Boże jakiegoś intelektualisty przy władzy z jego/jej pomysłami na doskonały świat/ kraj/ludzkie życie.

U podstaw (nie historycznych, ale racjonalnych) państwa leży „umowa społeczna” – zgadzamy się na zrzeczenie się części naszej wolności i poniesienie określonych trudów w zamian za większe dobro. I ta zgoda jest podstawą państwa prawa, a nie tyranii. Upraszczając: zgadzam się (głosuję) na rządy Partii Demokratycznej w zamian za bardziej opiekuńcze państwo, większe podatki i mniejszą wolność osobistą; zgadzam się (głosuję) na Partię Republikańską, bo chcę większej wolności indywidualnej, mniejszych podatków, ale i ograniczenia programów socjalnych, co może mnie samego niemile dotknąć.

Natomiast polityka jest sztuką wyczuwania, czego ludzie chcą i zmierzania w tym właśnie kierunku, tj. realizacji człowieczych pragnień. Druga część, uzupełniająca tamtą, to umiejętność sterowania chęciami społeczeństwa w pożądanym kierunku; innymi słowy, przekonanie ludzi, iż chcą pewnych rzeczy, które z punktu widzenia interesów państwa, grup społecznych, z uwagi na sytuację międzynarodową, trzeba wdrożyć w życie.

Czyżby tak prosto? I tak, i nie. Polityka to lawirowanie między rozmaitymi siłami, często sprzecznymi, manewrowanie wśród stronnictw, frakcji, koterii, ambitnych jednostek, reagowanie na sytuację międzynarodową.

Tylko Platon (i jego naśladowcy w późniejszych wiekach) uważali kierowanie państwem za rzecz łatwą: jeden projekt, nie ma opozycji; ludzi (poddanych) strażnicy prowadzą jak stado baranów w określonym kierunku. Platon o tym nie mówi, ale przecież wiemy: trzeba stosować coraz większy przymus, siłą egzekwować zamysły, które nie wszystkim muszą odpowiadać. Grecki filozof widział rzecz prosto: rządzący mędrcy zgadzają się na jeden projekt, kierują się mądrością, inne namiętności, które, jak wiemy, powodują ludźmi, nie wchodzą w grę. Strażnicy są posłusznymi manekinami, a nie ludźmi z krwi i kości. Rządzeni nie protestują, nie buntują się. Po prostu, niebezpieczny idealista.

Czesław Karkowski