W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoją trzodą. Wtem stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli i rzekł do nich anioł: „Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan. A to będzie znakiem dla was: znajdziecie Niemowlę owinięte w pieluszki i leżące w żłobie”. I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których sobie upodobał”.

Łk 2, 8-14

W wigilijny wieczór i dzień świąteczny powracają do nas najpiękniejsze wspomnienia. Są one tak cudowne bo opromienia je blask betlejemskiej nocy. To tam zapłonęło światło, które jest w stanie rozproszyć najgłębsze mroki naszego życia. To tam Bóg się narodził i ciągle się rodzi w naszych sercach. Święty Jan Paweł II nawiedzając Betlejem mówił: „Jest to radość dnia dzisiejszego – wiecznego dzisiaj Bożego Zbawienia, które obejmuje cały czas: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. U zarania nowego tysiąclecia jesteśmy wezwani by widzieć jaśniej, iż czas ma swoje znaczenie, ponieważ tutaj wieczność wkroczyła w historię i pozostaje z nami na zawsze”. Bóg rodzi się tam, gdzie rodzi się miłość. Pięknie to ujmuje poeta Jan Kasprowicz: „Przy wigilijnym stole, / Łamiąc opłatek święty, / Pomnijcie, że dzień ten radosny / W miłości jest poczęty; / Że, jako mówi wam wszystkim / Dawne, prastare orędzie, / Z pierwszą na niebie gwiazdą / Bóg w waszym domu zasiądzie./ Sercem Go przyjąć gorącym, / Na ścieżaj otworzyć wrota – / Oto co czynić wam każe / Miłość – największa cnota”. Atmosferę tej niezwykłej nocy kreują także piękne kolędy. W jednej z nich śpiewamy: „Cicha noc, święta noc / Pokój niesie ludziom wszem, / A u żłóbka Matka święta / Czuwa sama, / uśmiechnięta, /Nad Dzieciątka snem, / Nad Dzieciątka snem. / Pastuszkowie od swych trzód / Biegną wielce zadziwieni, / Za anielskim głosem pieni, / Gdzie się spełnił cud, / Gdzie się spełnił cud”.

Ten cud, kilkaset lat wcześniej zapowiadał prorok Izajasz: „Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują w żniwa, jak się weselą przy podziale łupu”.

Ilekroć w czasie pielgrzymki zatrzymujemy się na nocleg w Betlejem wychodzę na zewnątrz i wpatruję się w betlejemskie niebo usiane gwiazdami. Wygląda tak samo jak w noc Narodzenia Pańskiego, ponad dwa tysiące lat temu. Ta sama ciemność i te same gwiazdy. Nie brakuje na nim nawet tej najjaśniejszej, która zabłysła tamtej nocy nad Betlejem, zwiastując narodzenie Mesjasza. Maluje ją na betlejemskim niebie moja wiara. Im wiara jest silniejsza, tym blask tej gwiazdy jest jaśniejszy i staje się ona klarowniejszym drogowskazem dla innych do miejsca, gdzie stał się cud.

Obojętnie w jakim czasie przybywamy do Betlejem, to zawsze w liturgii i sercach przeżywamy dzień Bożego Narodzenia. Piękny i wymowny znak. Chrystus po raz kolejny przychodzi na świat, gdy przez miłość rodzi się w nas, niezależnie od czasu i miejsca naszego przebywania. Pośród palm spoglądam na betlejemskie niebo, a wyobraźnia przenosi mnie do przyczajonego na skraju Puszczy Solskiej rodzinnego domu, najczęściej zasypanego w tym czasie śniegiem.

Powracają najpiękniejsze obrazy zapisane w dziecięcej pamięci. Cały świat zasypany śniegiem, który wszystko przykrywa nieskazitelną bielą i wycisza rozgardiasz świata. Jest tak cicho, że można usłyszeć kroki przychodzącego Boga. Ośnieżonymi drogami moje myśli zdążają w kierunku niewielkich okien z których sączy się przyjazne światło i zaprasza do wigilijnego stołu. Wyciągają się życzliwe ręce z białym opłatkiem, gdzie pulsuje miłość przychodzącego Boga, który ubogaca wiecznością naszą ludzką miłość. Św. Jan Paweł II mówił: „Wierzę, że im bardziej się kocha, tym więcej się czyni, gdyż miłości, która nie jest niczym więcej niż uczuciem, nie mógłbym nawet nazwać miłością”.

Boże Narodzenie jest wezwaniem do czynienia miłości. Mówi o tym wigilijna legenda o cudownej wodzie. Dawno, dawno temu w przepaścistych puszczańskich lasach stał niewielki domek, w którym żyła uboga wieszczka Maga. Przędła na kołowrotku nici, które pisały przyszłość przez nią odczytywaną. W okolicach Bożego Narodzenia, kiedy to kończył się stary rok a zaczynał nowy odwiedzało ją najwięcej ludzi. Każdy chciał wiedzieć jaki będzie ten nowy rok. Pewnego dnia przyszedł do niej młody myśliwy, prosząc o pomyślą wróżbę, która miałaby moc spełnienia. Wieszczka zakręciła kołowrotkiem i nakazała myśliwemu wejść do sinej wody. Sina woda, obdarowała młodzieńca czerstwym zdrowiem i bogactwem złotego bursztynu. A że zbliżał się okres Bożego Narodzenia, Maga nakazała młodzieńcowi podzielić się bogactwem z biednymi ludźmi, których nigdy nie brakowało w okolicy. Jednak młodzieniec otumaniony bogactwem nie dostrzegał potrzebujących wokół siebie. Bawił się i hulał. W krótkim czasie, jak ewangeliczny syn marnotrawny roztrwonił swój majątek i stał się nędzarzem. Skruszony wrócił do wieszczki Magi, ale ona nie chciała z nim rozmawiać. Młody myśliwy z ciężkim sercem wracał do domu. W drodze zaskoczyła go burza śnieżna i pomyliła mu drogi. Długo błąkał się po lesie, aż w końcu zmęczony usiadł pod świerkiem i zmarzł na śmierć. Od tamtego czasu, w okresie Bożego Narodzenia dorośli przypominają dzieciom tę starą legendę, aby uwrażliwić ich serca na krzywdę i nędzę drugiego człowieka, którego winniśmy ogarnąć miłością spływającą z nieba i miłością wypływającą z naszych serc.

W okresie Bożego Narodzenia słyszymy prawdziwą historię, która jest piękniejsza, niż wszystkie najpiękniejsze legendy. Jest to historia miłości Boga do człowieka, miłości która jest w stanie dać człowiek pokój i radość nawet, gdy przechodzi on przez „dolinę śmierci”. Ta radość staje się udziałem tych, którzy starają się przypodobać Bogu, idąc drogą Jego przykazań. Oznajmili to aniołowie nad Betlejem: „I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: ‘Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom, w których sobie upodobał”. I to jest owoc tej świętej nocy. Tę świętą noc człowiek może sprofanować i z nieba uczynić piekło. Przykładem tego może być obozowe wspomnienie Karola Świętorzeckiego: „W blokach zezwolono na ustawienie choinek. Jedną ogromną choinkę ustawiono przed placem apelowym, obok obozowej kuchni. Parę dni wcześniej jeden z kapów stojąc na podwyższeniu, przeprowadzał naukę śpiewu niemieckiej kolędy ‘Cicha noc, święta noc”. W pierwszy dzień świąt więźniowie z karnej kompanii ustawili się jak zwykle tuż obok budynku kuchni obozowej, lecz frontem do pozostałych więźniów. Na lewym skrzydle ułożono ciała zmarłych, które znalazły się akurat w pobliżu oświetlonej choinki. Następnie na podaną komendę wszyscy więźniowie musieli śpiewać kolędę Cicha noc”. Oprawcy sprofanowali świętą noc i zgotowali więźniom ziemskie piekło.

Ostatecznie jednak, to oprawcy znaleźli się w swoim piekle, nie wiemy, czy to piekło dosięgnęło ich wiecznością. Bóg to wie. Wielu zaś więźniów w tym ziemskim piekle dostrzegło betlejemskie światło i przez wiarę ocaliło to co najważniejsze. Na portalu „Ojczyzna. pl” jeden z więźniów wspomina: „Myślami przenosiliśmy się poza obóz, do naszych rodziców i rodzin. Byliśmy przekonani, że szczególnie w tym dniu także nasi bliscy przy wigilijnym stole intensywniej łączyli się z nami. Nie mogły w tym przeszkodzić ani bardzo czujne straże obozowe, ani podwójne ogrodzenie z drutu pod napięciem. Myśli przelatywały ponad nimi! Esesmani robili wszystko, żeby złamać nas psychicznie i fizycznie, ale mimo okaleczenia naszych ciał i serc, mimo władzy, jaką nad nami mieli, nie byli w stanie odebrać nam wrażliwości i uczuć. Wielu z nas nie kryło łez spływających po policzkach. Ten wyjątkowy dzień szczególnie wszystkich wzruszał, wywoływał pragnienie bycia znowu razem ze swoimi bliskimi.”

Bóg darował nam jeszcze jedną święta noc, niech ona na mocy naszej wiary wypełni życie każdego z nas miłością i pokojem oraz otworzy dla nas bramy zbawienia.