Po kilku tygodniach od wyborów znamy już wielu kandydatów do rządu Donalda Trumpa. Jakie będą efekty, prowadzonej przez niego polityki nie wiemy. Pewne jest natomiast to, że jego gabinet będzie najbogatszym w historii USA.

Portal „Politico” skrupulatnie wyliczył, że osoby wybrane już przed Donalda Trumpa jako kandydaci do rządu dysponują łącznie majątkiem w wysokości około 35 mld dolarów. Wśród sekretarzy poszczególnych resortów roi się od byłych bankierów, czy dziedziców rodzinnych fortun i osób mających liczne powiązania w kręgach finansowych i politycznych Waszyngtonu. Sam prezydent jak wiadomo również jest miliarderem, choć ile dokładnie ma pieniędzy trudno dociec, bo jak na razie skutecznie odmawia ujawnienia swoich podatków.

Jedną z najbogatszych osób w rządzie Donalda Trumpa będzie Betsy DeVos, która ma zostać sekretarzem ds. edukacji. Jest ona synową Richarda DeVosa, współzałożyciela firmy Amway. Wraz z rodziną dysponuje majątkiem ok. 5,1 mld dolarów. Bratem Betsy DeVos jest Erik Prince, założyciel spółki ochroniarskiej Blackwater, znanej z otrzymywania lukratywnych kontraktów rządowych między innymi podczas wojny w Iraku.
Sekretarzem transportu w nowym rządzie Trumpa ma zostać Elaine Chao, milionerka zasiadająca w radach dyrektorów banków i różnych ważnych m. in.: Wells Fargo, News Corp. Ingersoll Rand i Vulcan Materials. Chao prywatnie jest żoną Mitcha McConnella, lidera republikańskiej większości w Senacie, którego majątek oceniany jest na ok. 22 mln dolarów.

Steven Mnuchin, kandydat na sekretarza skarbu, to syn bankiera z Goldman Sachs, który idąc śladami ojca przez kilkanaście lat pełnił ważną funkcję w tej instytucji finansowej.

Później zaś założył własny fundusz inwestycyjny (hedge fund) znany np. z finansowania hollywoodzkich produkcji filmowych. Mnuchin zarobił miliony korzystając z krachu na rynku finansowym w USA. Jego majątek ocenia się na ok. 46 mln dolarów.

Tom Prince, kandydat na sekretarza zdrowia, to także milioner. Jego majątek jest nieco skromniejszy, według portalu OpenSecrets.org stanowi ok. 13 mln dolarów. Price jest znanym przeciwnikiem ubezpieczenia zdrowotnego wprowadzonego przez prezydenta Baracka Obamę, przez sześć kadencji zasiadał w Kongresie z ramienia Partii Republikańskiej.

Kolejny miliarder w rządzie Donalda Trumpa to Todd Ricketts, który ma być zastępcą sekretarza ds. handlu. Magazyn „Forbes” jego majątek ocenia na 5,3 mld dolarów. Ricketts prywatnie jest miłośnikiem baseballu i posiadaczem drużyny Chicago Cubs. Jego szefem w resorcie handlu będzie Wilbur Ross posiadacz fortuny ocenianej na 2,9 mld dolarów, który podobnie jak Donald Trump znany jest z umiejętności przeprowadzania intratnych bankructw. Ross był między innymi zaangażowany w bankructwa kasyn Trumpa w New Jersey, co okazało się bardzo dochodowe dla obecnego prezydenta elekta.

Jared Kushner, mąż Ivanki, córki Donalda Trumpa, który formalnie do rządu nie wejdzie, ale ma być jednym z ważniejszych doradców nowego prezydenta, to również miliarder, zarządzający obecnie fortuną wypracowaną na rynku nieruchomości przez ojca. Jako 26-latek przeprowadził najdroższą wówczas transakcję na Manhattanie, kupując biurowiec przy Piątej Alei za 1,8 mld dolarów.

Do biednych nie należy również emerytowany neurochirurg, Ben Carson sekretarz ds. budownictwa. Posiada on ok. 26 mln dolarów i jak mówią krytycy znikomą wiedzę o resorcie, którym ma kierować.
Patrząc na skład rządu nowego prezydenta łatwo dojść do wniosku, że jego gabinet złożony będzie z ludzi nie mających większego pojęcia o tym jak wygląda życie przeciętnych Amerykanów i osób, które stanowią przysłowiowe waszyngtońskie bagienko, którego osuszenie Donald Trump zapowiadał w trakcie kampanii wyborczej.

Z oceną nowego rządu poczekajmy jednak do momentu, kiedy zacznie on podejmować konkretne decyzje. Na razie Donald Trump notuje sukcesy. Po jego mediacji fabryka Carrier w Indianie zdecydowała się zrezygnować z planów zamknięcia tamtejszej fabryki, ocalając ok. tysiąca miejsc pracy. Inne duże przedsiębiorstwa bojąc się konsekwencji, także zaczęły dbać o pracowników w USA. Producent samochodów Ford zapowiedział, że montownia małych aut tej firmy będzie wprawdzie otwarta w Meksyku, ale duże SUV będą składane w USA, co przyniesie tysiące nowych miejsc pracy.

Trump przyciąga także inwestorów. Japoński SoftBank licząc na zapowiadane poluzowanie różnych regulacji i obniżkę podatków od przedsiębiorstw zapowiedział zainwestowanie w Stanach Zjednoczonych 50 mld dolarów. Pozytywnie na prezydenta elekta zareagowała również giełda papierów wartościowych. Główne indeksy notują rekordy, a inwestorzy liczą, że Trump rozrusza gospodarkę i zapewni jej dużo szybszy wzrost niż prezydent Obama.