Gdy Jan usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” Jezus im odpowiedział: „Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi we Mnie”.

Mt 11, 2-6

Do Małgosi lgną ludzie i to nie tylko z powodu urody, której Bóg jej nie poskąpił, ale przede wszystkim ze względu na głęboką wiarę, która ukształtowała jej wnętrze. Zawsze jest życzliwa dla drugiego człowieka, nawet dla tych, którzy ją zranili. Mówi, że modli się za tych, którzy ją ranią. Kiedyś odmówiła Nowennę Pompejańską, za człowieka, który zadał jej wiele bólu. Tu warto dodać, że Nowenna Pompejańska trwa 54 dni i każdego dnia odmawiamy trzy części Różańca Świętego, a ona odmawiała cztery. Jej autentyczna wiary wyraża się także w spontanicznej modlitwie. Rozmawia z Bogiem tak jak z bliskim znajomym. Nie ma żadnych wątpliwości, że Bóg ją wysłucha. I tak jest, chociaż zdaje sobie sprawę, że Bóg może nas wysłuchać trochę inaczej niż nasze modlitewne wołanie. Zanim jednak zaczęła doświadczać wymodlonych cudów dokonał się cud głębokiej wiary w jej duszy. A ten cud rodził się ze słuchania Bożych słów, które najczęściej docierały do niej przez babcię.

Małgosia wspomina, że po urodzeniu brata babcia stała się dla niej jak mama, a to z powodu problemów zdrowotnych brata. Rodzice bardzo często z dzieckiem na ręku biegli na spotkanie karetki pogotowia, aby jak najszybciej mały chłopiec otrzymał pomoc medyczną. Stąd też nie mogli zapewnić małej Małgosi należytej opieki, zdecydowali zatem, że córka w ciągu tygodnia będzie przebywać u babci.

Mimo, że Małgosia kochała swoją babcię, to jednak trudno było jej opuszczać na kilka dni rodziców, z którymi tak bardzo chciała być, przytulić się, rozmawiać. Babcia mówiła jej wtedy, że w niebie ma drugich rodziców, tatę i mamę, którzy ją słyszą i może zawsze z nimi rozmawiać. I tak rozpoczęły się dziecięce rozmowy z niebem, które przypominały rozmowy z rodzicami, czy babcią. Małgosia wierzyła, że ci niebiańscy rodzice wysłuchują jej próśb. W tych rozmowach rodziła się mocna wiara, że jest bezpieczna, że jej życie jest w dobrych rękach, co niosło radość i spokój. Ten rodzaj modlitwy został jej do dziś, mimo że jest już dorosłą kobietą. Ta wiara kształtowała jej wrażliwe serce. Pomaga potrzebującym obok, jak a także wspiera głodujące dzieci w Afryce.

Dzisiaj jej wiara jest tak samo szczera i autentyczna, jak w czasach dzieciństwa, tylko że w dorosłym wydaniu. Warto tu wspomnieć wydarzenie, jakie miało miejsce w domu babci podczas wizyty duszpasterskiej, zwanej kolędą. Babcia na ten dzień pięknie wysprzątała pokój, przykryła białym obrusem stół, na którym postawiła dwie świece i między nimi krzyż. Gdy ołtarzyk był już gotowy, babcia wyszła z domu i na gościńcu czekała na księdza.

Tymczasem pięcioletnia Małgosia weszła do pokoju przygotowanego na przyjęcie kapłana. Jej wzrok zatrzymał się na krzyżu i poruszył wrażliwe serce. Powiedziała wtedy: „Jezu, co ci ludzie zrobili. Przybili Cię do krzyża. Rozebrali Cię, a na dworze jest zima”. Bez zastanowienia postanowiła ulżyć Jezusowi. Zdjęła krzyż ze stołu i malutkim paluszkami zaczęła odkręcać śrubki, które mocowały Jezusa do krzyża. A gdy się to się to udało, zawinęła Jezusa w kocyk, aby Mu było ciepło i położyła do łóżka. Wreszcie przyszedł ksiądz i stanął przed kolędowym ołtarzem. Małgosia wspomina, że nigdy nie zapomni miny babci. Na stole stoi krzyż, a po Jezusie pozostał na nim tylko ślad. Babcia karcącym wzrokiem spojrzała na Małgosię i zapytała, co się stało. A dziewczynka pochlipując rozwinęła kocyk z Jezusem i powadziła: „Babciu, czy ty nie widziałaś, że On jest przybity i że to Go boli i jest takie zimno a On jest nagi” „Ksiądz popatrzył na babcię i na mnie i w śmiech” – kończy swoje opowiadanie Małgosia.

Wiara Małgosi rodziła się ze słów, zaś modlitwa zanoszona z wiarą do Boga czyniła cuda. Jak sama mówi tymi cudami mogłaby zapisać całą książkę. Wiara uczniów Chrystusa rodziła się ze słuchania. Ale to o czym nauczał Chrystus było tak nowe, tak szokujące, że nawet uczniom trudno było uwierzyć. Miało to miejsce między innymi, gdy Chrystus mówił: „Jam jest chleb życia. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”. Na co niektórzy z Jego uczniów mówili: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” Wielu z nich opuściło wtedy Jezusa. Opuścili mimo, że Jezus uwiarygadniał swoje słowa cudami. Mówił do niedowiarków: „Choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu”.

Prorok adwentowy Jan Chrzciciel uwięziony przez króla Heroda, wcześniej głosił przyjście Mesjasza, wzywał do przygotowania się na Jego przyjęcie, udzielając chrztu nawrócenia. Wskazał także na Jezusa jako Mesjasza: „Oto Baranek Boży”!. Papież Benedykt XVI nauczał: „Cztery Ewangelie podkreślają wielkie znaczenie postaci Jana Chrzciciela, jako proroka, który zamyka Stary Testament i zaczyna Nowy, wskazując na Jezusa z Nazaretu, jako Mesjasza, Pomazańca Pańskiego. Faktycznie sam Jezus będzie mówił o Janie używając tych określeń: „On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on”. Jan Chrzciciel słyszał i zapewne widział czyny, cuda Jezusa, a jednak wygląda na to, że w więzieniu zwątpił, a może chciał się upewnić, że Jezus jest Mesjaszem, dlatego posłał swoich uczniów do Jezusa z zapytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” Pytanie Jana Chrzciciela przypomina nam, że mając ogromną wiarę mogą przyjść chwile słabości gdy doświadczamy życiowego utrudzenia. Ale jest ono także wskazówką, że w takich chwilach winniśmy przyjść do Jezusa, a On je rozwieje swoim słowem, a czasem i cudem.

Jezus odpowiadając na to pytanie św. Jana odwołuje się nie tylko do swoich słów, ale i czynów: „Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię”. W Jezusie wypełniają się zapowiedzi mesjańskie proroka Izajasza: „Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło wykrzyknie. Odkupieni przez Pana powrócą, przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na czołach; osiągną radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie”. Uzdrowienia fizyczne, wyzwolenie z niewoli politycznej, radość malująca się na twarzy to tylko znaki zewnętrzne przyjścia Mesjasza. Gdyby Jezus odpowiedział wprost, że jest Mesjaszem zapewne byłoby to trudniejsze do zrozumienia, a jeszcze bardziej do uwierzenia. Gdyby Jezus powiedział, że jest Bogiem, to wielu nie tylko by nie uwierzyło, ale oskarżyłoby Jezusa o bluźnierstwo.

Jezus odpowiada nie wprost, ale językiem o ogromnej mocy przekonania. Poznacie mnie po tym, co czynię. A zatem, aby rozpoznać Chrystusa i w Niego uwierzyć, trzeba poznawać jego dzieła, które czynił i ciągle czyni. Ważne jest poznawanie sentencji teologicznych, definicji katechizmowych, ale Chrystusa najlepiej rozpoznajemy wtedy, gdy poznajemy, co On uczynił i wciąż czyni dla nas, dla ludzi. A On tak jak i dawniej tak i dziś przemawia do nas swoim słowem, miłością i swoimi cudami. Trzeba więc dziecięcą wiarą i modlitwą, ale w dorosłym wydaniu otworzyć swoje serce na światło spływające z adwentowego nieba, a wtedy rozpoznamy Chrystusa naszego Zbawcę i spełnią się słowa adwentowej pieśni:

„Spuśćcie nam na ziemskie niwy
Zbawcę z niebios, obłoki,
Świat przez grzechy nieszczęśliwy.

Wołał w nocy głębokiej;
Gdy wśród przekleństwa od Boga
Czart panował, śmierć i trwoga,
A ciężkie przewinienia
Zamkły bramy zbawienia.

Ale się Ojciec zlitował
nad nędzną ludzi dolą,
Syn się chętnie ofiarował,
by spełnił wieczną wolę”.