Brawo Zamość! Skoro światli polscy senatorowie nie chcieli przyjąć Bolesława Leśmiana za patrona roku 2017, radni zamojscy przyjęli uchwałę, że tenże 2017 rok poświęcony będzie temu właśnie wielkiemu poecie. I uczynili to, mimo, iż Leśmian nie lubił ich miasta i praca w nim była dlań przykrym przymusem. Odrzucenie jego kandydatury jest wymownym obrazem stanu umysłu i mentalności obecnych polskich senatorów, wywodzących się głównie z PiSu. Po prostu nie chce się wierzyć, a jeszcze bardziej nie chce się komentować. Dobrze się stało, że poeta został przypomniany i uczczony w Internecie przez wielu sławnych ludzi sztuki oraz przez ów Zamość. W przyszłym roku przypada 140. rocznica jego urodzin i 80. rocznica śmierci. Wiersze Leśmiana lubiłem od wczesnej młodości. Niektóre znałem na pamięć. Z moim przyjacielem Julkiem Wyrzykowskim, ilekroć byliśmy na Starych Powązkach, tylekroć zachodziliśmy na grób Leśmiana, bo on też go bardzo lubił. Dziś Julek leży w pobliżu. Obaj pod krzyżem.

^

O powszechne oświecenie prosimy Cię panie! Na wszelki wypadek przypomnę, że przed wojną było Ministerstwo Oświecenia Publicznego i Wyznań Religijnych.

^

Ultrakatolicki europoseł Marek Jurek świetnie zachował się w Parlamencie Europejskim prosząc o minutę ciszy upamiętniającej Kubańczyków, którzy „albo cierpieli represje, albo mieli po prostu przetrącone życie z powodu tyranii, w jakiej żyć musieli”. Była to najcelniejsza riposta na oficjalne kondolencje po śmierci Fidela Castro złożone przez przewodniczącego Komisji Europejskiej Jean-Claude’a. Junkera. W tychże kondolencjach Castro nazwany został bohaterem, który pozostaje „jedną z rewolucyjnych postaci XX wieku”. Powiedzmy sobie wyraźnie: głupota współczesnej lewicy sięga już zenitu.

^

W artykule redaktora Czesława Karkowskiego „Stracone pokolenie” pomieszczonym w naszym „Kurierze Plus” z 26 listopada br. są ważne spostrzeżenia o ostatnim pokoleniu naszej emigracji, które w porównaniu z generacjami poprzednimi, najmniej dokonało w dziedzinie sztuki i literatury. Zdaniem autora cechuje nas „miałkość intelektualna, atrofia wyobraźni, brak dokonań twórczych”. Czterema kończynami podpisuję się pod tym stwierdzeniem i w pełni zgadzam się z oceną obecnej emigracyjnej literatury, w której rzeczywiście nie ma ma „intelektualnej głębi, refleksji nad czymkowiek, co mogłoby odbiorców poruszyć, ani twórczych poszukiwań w strukturze dzieła, w języku”. Podobnie jest zresztą i w literaturze krajowej, w której modni pisarze, lansowani nierzadko przez pseudointelektualistów z kręgów „Gazety Wyborczej”, nie dorastają do pięt klasykom. Także tym niedawnym. W pełni podzielam twierdzenie Karkowskiego, iż „Wielka Emigracja nadała ton wrażliwości całemu społeczeństwu polskiemu; emigracja po 1945 roku była natchnieniem intelektualnym i artystycznym dla PRL-u; ci którzy wyjechali z Polski od czasów >Solidarności< po dziś dzień nie pokazali niczego wielkiego. Od dziesięcioleci mieliśmy bezpośredni kontakt z awangardą artytystyczną Europy i Ameryki. Zachód nie okazał się dla nas twórczy, inspirujący, bo też i nie tego szukaliśmy. Nie wykorzystaliśmy szansy, zajęliśmy się urządzaniem życia, obrastaniem w rzeczy, konsumpcją”. Tak właśnie było! Tak właśnie jest!

^

„Otwórz się na nowe” – słyszę czasem. Otwieram się zatem. Z ciekawości i z potrzeby bycia na bieżąco. I dalibóg mało wartościowych rzeczy w tym nowym widzę. Mody, chwyty, sensacje, pozorne oryginalności, pozorne głębie, myślątka i ideiki pod publiczkę z tej lub innej opcji. Niewiele z nich przetrwa próbę czasu. Egocentryzm, narcyzm i autokreacje rzadko kiedy pozostawiają po sobie coś trwałego. No chyba, że się jest Gombrowiczem. Tyle, że on jednak z zabawy formą zrobił istotną filozofię. Ciekawe, kto z dzisiejszych modnych literatów, będzie czytany za lat dziesięć.

^

O mądrość dzisiaj nikt nie pyta. Pojęcie to jest, nie tylko niemodne, ale wręcz źle widziane. Śmieszne nierzadko.

^

Nowa generacja, czy może degeneracja?

^

Nie mam już cierpliwości do osób nie mających świadomości historycznej, nie umiejących widzieć w perspektywie i nie dysponujących skalą wartości. Dla nich liczy się tylko to, co tu i teraz, i to, co nowe. Opinie młodych są miernikiem wszystkiego.

^

Przeszłość oddala się ode mnie coraz bardziej, myślę o niej coraz rzadziej, coraz też rzadziej chce mi się o niej pisać. Powinienem jednak podopełniać to, co już napisałem o swoich bliskich oraz o ludziach, którzy mnie budowali. I zamierzam to zrobić, kiedy będę na emeryturze. W przeszłości widzę więcej fascynujących osób niż w teraźniejszości. Czyżby były z innej gliny? Wiem, że mam skłonności do idealizowania, ale kiedy już odsieję nadmiar pozytywów i emocji, to i tak one są bardziej fascynujące niż obiekty moich dzisiejszych zainteresowań. Może ulegam złudzeniu. Może tęsknię zbyt mocno.

^

Nie wiem, co takiego jest we mnie, że wracają do mnie po latach ci, którzy z różnych przyczyn się ode mnie oddalili lub ci, z którymi rozłączył mnie los. Niemal wszyscy. Wcześniej lub później próbują mnie odszukać, nawiązać kontakt i kontynuować dawną znajomość lub rozpocząć ją od nowa. Niestety nie zawsze jest to możliwe, bo nie jestem już taki sam jak dawniej i nie zawsze udaje się mi otworzyć dawno zamknięte drzwi i kontynuować urwane rozdziały. Najtrudniej jest wtedy, kiedy w siostrze lub bracie marnotrawnym nie widzę już tego, co widziałem wcześniej, natomiast oni spodziewają się po mnie tego wszystkiego, co widzieli we mnie uprzednio i co uprzednio ode mnie dostawali. Następuje wówczas rozmijanka oczekiwań i możliwości, która wymęcza mnie psychicznie, bo czuję się winny.

^

Kiedy sobie uświadamiam, ile to ja już rzeczy, spraw, sytuacji i ludzi przeżyłem, to wydaje mi się, że nie było to moje życie, tylko kogoś innego, znanego np. z grubych powieści. Nie chce mi się już pisać kolejnego życiorysu na czyjekolwiek zamówienie.

^

Każda prawdziwa miłość ma w sobie coś upokarzającego i wielkiego. Miłość nieodwzajemniona jeszcze bardziej.

^

Nie lubię pożegnań i tymczasowych rozstań. Ani tych na dworcu, ani tych na lotnisku. W każdym z nich widzę element śmierci.

^

Do kogo ostatnio nie zadzwonię, tam rak, albo nieuleczalna choroba. Taka, że nie mogę dla chorego nic zrobić, poza sztucznym wkładaniem wiary w pociechę, w którą sam nie wierzę. Przygnębia mnie to tak bardzo, że wpadam w myślowe i fizyczne odrętwienie, niebyt prawie.

^

Woody Allen – „Gdybym miał wskazać siłę, w którą wierzę, byłaby nią ironia losu. To ona wciąż igra z ludźmi i stawia ich w sytuacjach, w których nie powinni się znaleźć”.