„Nic mnie tak nie wkurza u kobiet, jak to, że potrafią z leżącej na podłodze skarpetki zrobić grzech śmiertelny. I mówić o tym przez kolejne cztery godziny, przy okazji przypominając wszystkie inne popełnione grzechy”- powiedział Jan Englert. Przyznając publicznie, że mimo zaawansowanego wieku, nadal niewiele wie o kobietach. Uprzejme internautki o zacięciu terapeutycznym postanowiły aktorowi pomóc, wyjaśniając: „Przecież nigdy nie chodzi o niespuszczoną klapę, ani o brudne naczynia w zlewie. Symboliczna skarpetka jest tylko kroplą przepełniającą czarę goryczy. Mężczyźni, kiedy to wreszcie zrozumiecie?”. No właśnie.

 

 
Z drugiej strony, „na wieki wieków amant” Englert zdaje się zgadzać ze Sławomirem Mrożkiem, który powiedział, że „mężczyźni to gorszy gatunek człowieka”. „Może nie gorszy, natomiast na pewno mniej ciekawy. Co do tego nie ma wątpliwości”- przyznał. „My jesteśmy zbudowani z linii prostych, kobiety niekoniecznie. Ich linie nie są przewidywalne, często płynne lub poszarpane, a przez to bogatsze, dające więcej możliwości – nie tylko graficznych”- wyjaśnił. „Kobiety są bardziej sensualne”- dodał. I zaraz się poprawił: „Przynajmniej kiedyś były. Teraz wszystko zaczyna się mieszać. Dzisiaj to raczej kobiety częściej przewracają na łóżko niż mężczyźni”. O ile nie leżą pod nim brudne skarpetki.

 
Jak to się stało, że Leon Niemczyk został aktorem? – zapytano jego biografkę. „Jak wszystko w jego życiu – przez przypadek”- odpowiedziała. „Niemczyk często powtarzał, że dla niego aktorstwo to sposób zarabiania na chleb. W materiałach IPN istnieje taki dokument, gdzie kapitan X ocenia Leona: „Jego interesują tylko kobiety i wódka, a zawód aktora mu to umożliwia”. Było w tym coś z prawdy, ale nie do końca”- opowiada Maria Nurowska. „Leon czuł się aktorem zmarnowanej szansy, uważał, że gdyby został na Zachodzie, tworzyłby role na miarę swej kreacji z „Pociągu” Kawalerowicza. I być może tak by się stało. Zwłaszcza, że przy swoim wielkim talencie biegle władał angielskim i niemieckim”- mówi o zmarłym aktorze autorka jego biografii zatytułowanej „Bohaterowie są zmęczeni”.

 

 
„Nowa generacja Amerykanek, która stawia pierwsze kroki w kinie, podziwia sposób, w jaki walczę o niezależność”- mówi Julie Delpy, francuska aktorka (znana m.in. z tryptyku Richarda Linklatera: „Przed wschodem słońca”, „Przedzachodem słońca” i „Przed północą”) oraz scenarzystka i reżyserka (między innymi „Dwa dni w Paryżu”). „Części tutejszej branży podoba się, że nie przejmuję się starzeniem, że nie robię operacji plastycznych, ale nie można zapominać, że nie pracuję w Hollywood, że za moją wolnością stoją europejskie pieniądze”- mówi artystka. „Nie jestem też szczupła, a to absolutnie największy grzech, wszyscy tutaj mają obsesję na tym punkcie. Jestem całkowicie przekonana, że nie zrobiłam aktorskiej kariery w Hollywood właśnie z tego powodu”- śmieje się Delpy. „Mnie akurat nigdy na tym nie zależało, bo kocham jedzenie i kocham mój wielki tyłek! W tym wszystkim chodzi o kontrolę, Hollywood chce mieć poczucie, że w pełni ją sprawuje, także nad ciałami aktorów. Nie poddaję się temu”- mówi autorka komedii „Lolo”, po której- po raz kolejny – obwołano ją „Woody Allenem w spódnicy.

 
Coraz głośniej polskie bulwarówki huczą na temat rozwodu Maryli Rodowicz z mężem. Podobno syn pary „nie chce się wypowiadać na ten temat”, dlatego zdradził tabloidowi, że rodzice „przechodzą bardzo ciężkie chwile” i, że w razie rozwodu „nie mogą liczyć na to, że opowie się po którejś ze stron”. Mówi się, że mąż, z którym w lutym Złota Maryla świętowała 30. rocznicę ślubu, znalazł sobie młodszą kochankę. Czyżby gwiazdę polskiej estrady czekał podobny los, co koleżankę po fachu – Beatę Kozidrak, która właśnie rozstała się z mężem? Niechybnie szczegółowa relacja pojawi się niebawem w mediach. Tymczasem wydarzeniem sezonu okrzyknięto ślub Agnieszki Szulim i Piotra Woźniaka-Staraka. W minioną sobotę podczas luksusowej ceremonii w Wenecji dziennikarka poślubiła przyszłego spadkobiercę ponad trzymiliardowej fortuny. Co – oczywiście – spotkało się z lawiną zawiści ze strony licznych komentatorów. Internauci wytykali m.in. niski wzrost bogatego małżonka i sugerowali, że celebrytka wiąże się z nim głównie ze względu na stan konta. W obronę Szulim wzięła Ewa Minge, projektantka mody, która podobno odniosła spektakularne sukcesy na świecie, jednak nikt poza Polską o nich nie wie. Designerka napisała na swoim profilu: „Winą (już) męża Agnieszki jest jego majątek, wiek i wzrost. Takie wnioski można wyciągnąć przeglądając internetowe szambo na ten temat”. I dalej: „Piotr ma kasę i wspaniale! Czy to przestępstwo, że będzie rozpieszczana jak księżniczka z bajki? Pieniądze to atut i przestańmy tylko z tego powodu, że mamy mniej, linczować tych, którzy mają więcej”- przekonywała. „Skoro nie możemy przyczepić się, że goły i bosy, czepiamy się, że jak „stoi na bosaka” to niższy? Jak można człowieka oceniać na podstawie cech zewnętrznych kompletnie od niego niezależnych?”- pytała zatroskana. „Większość niskich mężczyzn jakich w życiu poznałam miało osobowość giganta i takie osiągnięcia życiowe. Im piękniejszy Adonis tym większe skupienie na sobie i nierealne postrzeganie świata przez pryzmat miłości własnej. Agnieszka ma fantastycznego mężczyznę u boku, który zagwarantuje jej to, czego każda kobieta potrzebuje: poczucie bezpieczeństwa, stabilizację, ciekawe życie i święty spokój od zmagań, których żadna z nas nie lubi”- dodała Minge. I trudno nie przyznać jej racji. Najtrudniej wybaczyć cudze sukcesy.