Cecyl nie wraca ranki i wieczory. We łzach go czekam i trwodze. Rozlały rzeki, pełne zwierza bory. I pełno zbójców na drodze*.  To już tydzień odkąd go nie ma. Zniknął bez pożegnania. Bez jednego miauknięcia. Machnięcia ogonem. Wyskoczył przez okno jak to miał w zwyczaju. I nie spojrzawszy za siebie pobiegł w noc. Rankiem go nie było. Nie siedział na parapecie w oczekiwaniu na śniadanie. Ani w ogórkach. Ani w pomidorach. Kiedy zawołałam, za płotem sąsiadów nic się nie poruszyło. Kocia sylwetka nie odcięła się na tle niebieskiego nieba. Nie runęła w dół strącając po drodze płatki przekwitniętych róż. Ogród przyglądał mi się w milczeniu. Zamknęłam okno.

 
Przyjdzie wieczorem- pocieszaliśmy się nawzajem. Zgłodnieje i wróci- mówiliśmy do siebie. Ale było jakoś inaczej. Czuliśmy się nieswojo. Dzień wcześniej oddaliśmy do adopcji drugiego kociaka, z dwójki która przychodziła pod okno. Cieszyliśmy się, że przyrodnie rodzeństwo Cecyla znalazło dom. Ale nagle zrobiło się pusto. Pani Matka też gdzieś zniknęła. Z czterech kotów, które codziennie biegały po ogrodzie, nie został ani jeden. Stałam przez chwilę z nieotwartą puszką karmy w ręku, przejęta smutkiem i niedowierzaniem.

 
Drugiego dnia zaczęliśmy się martwić. Ale jeszcze mieliśmy nadzieję. W końcu zdarzały się późne powroty Cecyla, noce po których pojawiał się zmęczony i głodny. Spał wtedy całymi dniami. I przymilał o jedzenie. Nigdy jednak nie minęła więcej niż doba. Nieobecność kota stawała się coraz bardziej dokuczliwa. Późnym popołudniem pojawiła się Pani Matka. Pytaliśmy czy nie wie, co się stało. Coś tam mruczała pod nosem, zawodziła cicho, ale trudno było ją zrozumieć. Wypatrywaliśmy dalej. Nawoływaliśmy, grzechocząc miską z karmą. Ani śladu. Nic.

 
W końcu K. wyruszył na poszukiwania. Wszedł na dach, by przez lornetkę wypatrzyć niewdzięcznika w przydomowych ogródkach sąsiadów. Zaglądał we wszystkie kąty. Pod samochody. W ciemne zaułki. Sprawdzał okoliczne drzewa. Kota nie było. Nie było coraz wyraźniej. Coraz dobitniej. Czarna rozpacz zalała nasze człowiecze serca. Zaczęliśmy mówić o Cecylu w czasie przeszłym. I zaraz się poprawiać. I przekonywać, że przecież nic się nie stało. Na pewno żyje. Może wrócił do poprzednich właścicieli. Był przecież oswojony, kiedy trzy miesiące temu po raz pierwszy wskoczył przez okno. A może poszedł na lofry**.  Szlaja się z jakąś powabną kotką. Zapładnia okoliczne samiczki. Znaczy terytorium. Znajomi pocieszali. Że koty tak mają. Znikają na długo i bez uprzedzenia. Zaprzyjaźniony weterynarz znał przypadek ośmiomiesięcznej nieobecności. Podobno kot wrócił w dobrej formie. Pojawił się niczym duch z przeszłości, zaskakując właścicieli, którzy już dawno postawili na nim krzyżyk.

 
Mimo wszystko smutno. Smutno bardzo. Dojmująco. I przeraźliwie. Spoglądamy w prostokąty okien z nadzieją. Że w końcu się pojawi. Podniesie zielone, butne spojrzenie i zamiauczy z pretensją. Spacerując po okolicy patrzymy pod nogi. W zarośla. Ślepe uliczki. Kilka dni temu przyłapałam K. na oglądaniu filmików z Cecylem w roli głównej. Uśmiechnęłam się, bo robię to samo. Przed snem. W drodze do pracy. Kiedy nikt nie widzi. Wczoraj jeszcze raz przeczesywaliśmy okolicę. Rozmawialiśmy z sąsiadami. Zaglądaliśmy w ciemne oczodoły ogródków, przywołując zgubę piskiem ulubionej zabawki i wołając rozpaczliwie. W ciągu kilku godzin spotkaliśmy tylko jednego kota. Był szary. I wystraszony. Wychynął z czeluści zarośniętego dziko trawnika. Spojrzał prosto w oczy. I zniknął.

 
Myślę o tym, co nas spotkało. I zastanawiam, czego miała nauczyć nas ta kocia lekcja. Że nie można się przywiązywać? Że trzeba powściągnąć potrzebę posiadania na własność? Umieć przyjąć stratę? Oswoić samotność, którą potęgują rozstania? Nigdy nie pomyślałabym, że odwiedziny bezpańskiego kota mogą uczynić tak wiele.

Porcelanowa miseczka stoi pusta. Kocia derka schowana pod łóżko. Pod oknem Pani Matka domaga się głośno obiadu. Kiedy odchodzi dostrzegam, że jest w ciąży.

 
*Adam Mickiewicz, Powrót taty.

 
**lofer, z gwary poznańskiej: łazęga. „Iść na lofry”- włóczyć się.

 
Napisz do autorki:
[email protected]