Bracia: Nie przyszliście do namacalnego i płonącego ognia, do mgły, do ciemności i burzy ani też do grzmiących trąb i do takiego dźwięku słów, iż wszyscy, którzy go usłyszeli, prosili, aby do nich nie mówił. Wy natomiast przyszliście do góry Syjon, do miasta Boga żywego – Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zgromadzenie, i do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga, który sądzi wszystkich, do duchów ludzi sprawiedliwych, którzy już doszli do celu, do Pośrednika Nowego Testamentu – Jezusa.

 
Hbr 12, 18-19. 22-24a

Ewangelia na dzisiejszą niedzielę zaprasza nas do gościnnego stołu w domu jednego z faryzeuszy. Przy tym stole zasiadał także Jezus, ukazując inny wymiar wspólnego ucztowania, niż tylko zaspokojenie fizycznego głodu.

 
Zasiadanie do stołu odgrywa bardzo ważną rolę w naszym życiu, a szczególnie w życiu dzieci. Wyniki badań opublikowane w „Journal of Epidemiology and Community Health” mówią, że młodzi ludzie z rodzin, które razem spożywają posiłki, rzadziej mają kłopoty ze zdrowiem psychicznym. Okazało się także, że jedna trzecia młodzieży w wieku dojrzewania z problemami dotyczącymi zdrowia psychicznego je obiad oddzielnie. Naukowcy z Alicante Medical Centre w Hiszpanii udowadniają, że jedzenie wspólnych posiłków jest wręcz konieczne do pełnego rozwoju dzieci. Wspólne posiłki korzystnie wpływają na psychikę i mogą zrekompensować wpływ niekorzystnych zjawisk życia codziennego. Dzieci jedzące regularnie posiłki w gronie rodzinnym lepiej się uczą i cieszą się lepszy zdrowiem zarówno fizycznym, jak psychicznym. Jak widzimy wspólne spożywania posiłków bardzo pozytywnie wpływa na rozwój człowieka i relacje międzyludzkie. Ma się to nijak do jadłodajni typu McDonald. Nie tylko dlatego, że w tych ostatnich serwuje się, jak to mówimy w Nowym Jorku „śmieciowe jedzenie”, ale przede wszystkim dlatego, że są one nastawione na masowego klienta, który wpada do McDonalda i bardzo często wpatrzony w ekran telefonu w samotności je posiłek lub wybiega na ulicę i po drodze zajada się apetycznie, niemalże narkotycznie doprawionym jadłem. Może słusznie o takich ludziach pisze w Talmudzie Baba Batra: „Nasi mędrcy pouczali: Człowiek jedzący na ulicy podobny jest do psa. Są tacy co twierdzą, że powinien być pozbawiony prawa występowania jako świadek”.

 

Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” już pierwszej księdze ukazuje obraz szlacheckiej gościnności. Okazywanie względów gościom, zapraszanie do domu licznych osób i biesiadowanie z nimi mocno wpisuje się w polską tradycję.

 
Stół był czymś więcej niż tylko miejscem zaspokojenia głodu. Czas spędzony przy stole był okazją do spotkań towarzyskich i stwarzał możliwość wymiany poglądów na różne tematy, między innymi polityczne, kulturalne, myśliwskie i gospodarskie. W „Chłopach” Reymonta znajdziemy wiele opisów wspólnego zasiadania do stołu. Sutość stołu zależała od zamożności danej rodziny. Często też bogatsza rodzina zapraszała na wspólny obiad biedniejszą, co było pięknym znakiem miłości międzyludzkiej. Po wspólnym posiłku rozkoszowano się odpoczynkiem na świeżym powietrzu. Wspólne zasiadanie do stołu odgrywało bardzo ważną role w życiu społeczności. Przyjęcia weselne były wielkim wydarzeniem niemal dla całej wsi.

 

W Biblii jest wiele odniesień do wspólnego ucztowania. Dla ludzi Biblii posiłki miały wielorakie znaczenie. Wspólne zasiadanie do stołu było wyrazem przyjaźni, a suto zastawiony stół przypominał boże błogosławieństwo. Uczta umacniała więzi międzyludzkie i niosła radość bycia razem.

 
Słowo „uczta” potrąca najczulsze struny naszej wyobraźni, stając się symbolem wielu przeżyć natury duchowej. I tak, gdy jesteśmy na wspaniałym koncercie muzycznym, czy spektaklu teatralnym mówimy, że to była uczta duchowa. Odkrywamy w sobie tęsknoty za czymś, co oderwałoby nas od szarej codzienności i przeniosło w świat zachwytu, podziwu, świętowania i radości, świat radosnego ucztowania. W ucztowaniu często przeczuwany istnienie innego jego wymiaru, przekraczającego nasz szary, zwykły dzień. O takiej uczcie mówi Jezus, jest to uczta Królestwa Bożego. Przy stole tej uczty dla każdego jest miejsce. Dla ilustracji posłużę się poniższym przykładem.

 
W niewielkiej miejscowości niedaleko Ammanu w Jordanii jest szkoła dla syryjskich uchodźców. Podobnie jak wszystkie inne ta również była przepełniona. Jedna z matek przyszła do tej szkoły, aby zapisać do niej swoją córeczkę. Prośba spotkała się z odmową z powodu braku miejsc. Matka jednak natarczywie nalegała, aż w końcu dyrektor szkoły zgodził się mówiąc: „Zapiszę córkę do szkoły, jeśli przyniesie pani dla niej krzesło. Nie mogę pozwolić, aby uczniowie siedzieli na ziemi”. Co matka uczyniła z wielką radością. Minęły trzy lata. W tym czasie szkoła przyjęła 65 uczniów, którzy przynieśli własne krzesła. Dyrektor i nauczyciele mówią, że ich uczniowie nie tylko zdobywają wykształcenie, ale mają także poczucie bezpieczeństwa i przynależności do wspólnoty. Szkoła oferuje uczniom uchodźców wychowanie i wykształcenie, które daje im takie same szanse życiowe, jak ich jordańskim rówieśnikom. Zadowoleni rodzice wierzą, że dzięki temu spełnią się ich marzenia o normalnym życiu ich dzieci. Dyrektor szkoły powiedział dla stacji telewizyjnej NBC: „Kocham moją szkołę, kocham również moich uczniów. Myślę, że miłość daje nam tyle, ile my pomagamy i wspieramy te dzieci zranione przez los”.

 

Przy stole Eucharystycznym, stole miłości, który jest zapowiedzą uczty Królestwa Bożego jest zawsze dla nas wolne miejsce. Trzeba tylko przynieść „własne krzesło”. Tym krzesłem jest nasza wiara, która przybiera formę czynu miłości według nauki Chrystusa. Mędrzec biblijny Syrach wskazuje na pokorną miłość, która przybliża nas do tego stołu: „Synu, z łagodnością prowadź swe sprawy, a każdy, kto jest prawy, będzie cię miłował. Im większy jesteś, tym bardziej się uniżaj, a znajdziesz łaskę u Pana. Wielka jest bowiem potęga Pana i przez pokornych bywa chwalony”. Chrystus poucza, że miłość dokonuje się w pokorze. Nawiązując do uczty powiedział: „Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. A gdy przyjdzie ten, który cię zaprosił, powie ci: ‘Przyjacielu, przesiądź się wyżej”. I spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”.

 
Na pytanie Anny Wasak: „Na czym w Pana oczach polegała świętość Jana Pawła II?”, fotograf papieski Arturo Mari odpowiedział: „Można o tym wiele mówić. To był wielki człowiek, wielka inteligencja. Jednak co w jego osobowości wydaje się najważniejsze, to pokora i miłosierdzie, oddanie ludziom. Był człowiekiem nieustannej modlitwy, cierpienia i morderczej pracy. Jan Paweł II żył w pokorze, którą znał jedynie Bóg. Nie posiadał nic swojego – miał tylko kaplicę i pokój, w którym stało łóżko tak skromne, że lepsze chyba mają proboszczowie w biednych wiejskich parafiach, biurko do pracy, miał jedną odświętną szatę, którą wkładał na uroczystości. Na zawsze zapamiętałem epizod z wizyty w Brazylii w 1980 r., gdy widząc nędzę mieszkańców tamtejszych faweli, oddał księdzu i kazał sprzedać jedyną swoją własność – papieski pierścień, a pieniądze oddać ubogim. Jego pokora i miłość do świata były tak naturalne i autentyczne, że bez wielkiego wysiłku, z wielką prostotą mogłem w fotografiach dać światu obraz, kim był Jan Paweł II, pokazać prawdę o nim”.

 

Dziś mamy pewność, że św. Jan Paweł II zasiada przy stole uczty Królestwa Bożego, o którym słyszymy w Liście do Hebrajczyków: „Wy natomiast przyszliście do góry Syjon, do miasta Boga żywego – Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zgromadzenie”. Zdążał na tę ucztę ze swoim „krzesłem wiary”, ufną wiarą, miłością bez granic i pokorą, która brzmiała głosem Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii: „Przyjacielu, przesiądź się wyżej”.