Sobota
Świetny fotograf i fotoreporter Jakub Szymczuk pisze przy okazji zdjęć robionych w czasie wizyty Papieża Franciszka w czasie Światowych Dni Młodzieży. „Błogosławieni ci, którzy potrafią odłożyć smartfona – albowiem tylko oni dostąpią zrozumienia… Tak bym zatytułował najważniejsze zdjęcie jakie dane mi było zrobić. Zdjęcie klucz, nie tyle do Światowych Dni Młodzieży ale całego współczesnego świata” napisał na swoim mikroblogu.

Skąd ta refleksja? Chodzi o manię robienia sobie zdjęć, głównie selfies „zamiast w pełni przeżywać duchowo i zmysłowo spotkanie z Ojcem Świętym”. Pisze to człowiek, który jest doświadczonym fotoreporterem, podkreślającym że „przez szkło obiektywu nigdy nie jesteś w stanie w pełni uczestniczyć w wydarzeniu – stajesz się jedynie obserwatorem i o to chodzi”.
Pisze Szymczuk: „Fotoreporterów to często chroni – bo tworzy barierę. Ja dzięki temu nie zwariowałem oglądając dziesiątki ciał na Majdanie. Ale też nigdy nie doświadczę w pełni spotkania z Franciszkiem czy nie przeżyję piękna koncertu, który fotografuję. Jesteście aby zrobić zdjęcie czy doświadczyć, zapamiętać, poczuć, być częścią? Co Wam z nieostrego zdjęcia? Wspomnienie? Czego? Uścisku z telefonem? Prawdziwe wspomnienia są w duszy i w głowie a nie na serwerach Zukerberga”.

Dokładnie: życie warto przeżyć, a nie zamieniać je we wpisy na „serwerach Zuckerberga”, Twitterze czy innym Instagrami. To głównie targowisko próżności, napędzana schorowanym ego ambicja pokazania, że było się gdzieś, obok kogoś ważnego, na ważnym wydarzeniu. Ale z takiego pokazywania z reguły nie pozostaje wiele w… nas samych.

Niedziela w południe
Zdrowy rozsądek, Common sense, umiera w Ameryce. A Ameryka będzie obumierać, jeśli zabraknie jej zdrowego rozsądku. Niby mała rzecz, ale z takich obserwacji składa się pogląd na świat. Widziałem to w niedzielę na lotnisku. Ktoś przypadkowo wylał kubek z kawą na podłogę. To, co działo się później obserwowałem siedząc przy stoliku kilka kroków obok. No więc kobieta skontaktowała się z kimś od sprzątania. Akurat naprzeciw była toaleta, więc nie powinno być kłopotu. Po minucie pojawił się żółty pachołek z ostrzeżeniem. Po drugiej minucie jakiś menedżer przyniósł drugi. Po trzech minutach na wielkiej plamie pośliznęła się kobieta prowadząca (albo prowadzona przez) psa-przewodnika. Boleśnie obiła sobie łokieć. I… leżała tak z dziesięć sekund. Ani pani menadżer, ani pana menadżera nie było, pojawił się latynoski pracownik z… trzecim pachołkiem. I w międzyczasie rozmawiający przez komórkę.

Skoro nikt nie podszedł, wstałem i podniosłem kobietę. Nagle obok pachołków pojawili się pan z panią menadżer i znów Latynos (wciąż trzymający przy uchu komórkowca) z kubłem na kółkach, ale bez szczotki. Wziąłem więc serwetki z pobliskiej kawiarni i zacząłem sprzątać plamę. Obróciłem dwa razy – w dwadzieścia sekund zlikwidowałem większość, coś co nie udało się trzem ludziom w pięć minut. Troje ludzi, trzy pachołki i … przez pięć minut plama wciąż nie usunięta, choć wywaliła kozła jedna osoba I mogły to spokojnie zrobić następne. Nie było też słowa przepraszam ale mamrotanie, że przecież było oznaczenie, że wszystko OK. Założę się iż mieli rację, że wszystko było zgodne z procedurą, politycznie poprawne, według wzorców zarządzania a firma działająca zgodnie z przepisami. Ale plama była wciąż, choć wystarczyło rzucić (nawet tylko tymczasowo) kilka garści chusteczek… Kilkanaście minut wcześniej widziałem jak chyba z ośmiu policjantów rozwiązywało jakąś sprawę, na szczęście wszystko poszło okej, o czym świadczyły gratulacje i przybite piątki. No cóż, biurokratyczno-poprawnościowy smrodek zmienia Amerykę. I zmieni ją szybko w poprawnościowo-biurokratyczną ale nie wykonującą podstawowych czynności Europę Zachodnią 2.0.

Niedziela wieczorem
Jak podaje Polska Agencja Prasowa, rząd w Zjednoczonych Emiratach Arabskich ostrzegł, że „organizacje przestępcze propagujące radykalne ideologie próbują rekrutować młodych ludzi poprzez niektóre gry elektroniczne”. W wydanym oficjalnym komunikacie urząd apeluje do rodziców, by nie pozwalali dzieciom nawiązywać kontaktów z obcymi poprzez czaty w grach komputerowych. „Organizacje przestępcze”, których nazw nie wymieniono w komunikacie, mają angażować młodych ludzi w konwersacje na czatach, co pozwala wybadać ich słabości i inklinacje, a potem nakłaniać „do popełniania zbrodni”.

Te „organizacje przestępcze” to dżihadyści, którzy szukają znudzonych, małych nihilistów, do „popełnienia zbrodni”. Czytaj – do rozerwania się na strzępki w imię Proroka. Taki średniowieczny koncept (walka z niewiernymi) w XXI-wiecznym opakowaniu (internet, materiały wybuchowe), chyba że trzeba użyć sprzętu znanego tysiące lat temu jak nóż czy maczeta.

Poniedziałek
Niemiecka prasa już bez żadnych zahamowań o Polsce rządzonej przez partię Jarosława Kaczyńskiego. Tym razem „Süddeutsche Zeitung o „fobiach” prezesa PiS w artykule zatytułowanym „Fobie jako program”. I dalej w tonie, jakim ostatnio pisze niemiecka prasa, tylko ostrzej. Za wszystkim stoją mityczne kręgi „narodowo-katolickie”, które „swoimi przesyconymi nienawiścią i niszczącymi praworządność dążeniami do zdobycia pełni władzy doprowadzają Polskę na skraj przepaści”. Dla niemieckiej gazety najbardziej deprymujące jest, że… „cała polityka podporządkowana jest fobiom Jarosława Kaczyńskiego. To utrudnia pojednanie z Niemcami, ale najbardziej jad ten szkodzi samej Polsce (…) Za Kaczyńskiego teorie spiskowe dotyczące katastrofy smoleńskiej stały się teraz doktryną”.

Wiemy, że większość występów niemieckiej prasy jest albo inspirowana przez władze w Berlinie albo przynajmniej wypuszczana z życzliwym „tak” z urzędu kanclerskiego. Skąd to ciągłe flekowanie polskiego rządu? Czyżby Niemcy „zabezpieczali” tyły przed spodziewanymi turbulencjami w Unii Europejskiej związanymi z rosnącym oporem wobec niemieckiego fiskalizmu? Czy to złość, że z Polską jest inaczej niż za premierów Tuska i Kopacz? Jakby nie było, Berlin wyraźnie nie odpuszcza Kaczyńskiemu. Moim zdaniem robiąc sobie samemu kuku, w sytuacji gdy irytuje coraz więcej stolic Unii Europejskiej.