Cezar i Napoleon chodzili na skróty, a teraz chodzi internet.

Cezar i Napoleon chodzili na skróty, a teraz chodzi internet.

Historia uwielbia poruszać się na skróty. Dlaczego? Bo tak łatwiej. Po co odbywać podróż, jeśli od razu można znaleźć się u celu. Skrót najczęściej staje się koniecznością, kiedy pojawia się nieznane.

Parę tysięcy lat temu istniał w Italii system administracyjno prawny zwany republiką. Przewodził mu senat. Realizację woli senatu zapewniało wojsko, a dowódcą był generał, który także miał głos w senacie. Gdy usprawnianie systemu zaczęło przerastać ówcześnie dostępną wiedzę, generał ukrócił eksperymenty i nieznane zamienił na znane. W końcu największym naszym wrogiem jest to, czego nie wiemy.
Generał ów nazywał się Juliusz Cezar.

Pewnego dnia w drodze do senatu Cezar, który poszedł na skróty, natknął się na grupę arystokratów uważających go za zdrajcę idei postępu i świetlanej przyszłości obywateli imperium.
Teraz na skróty ruszyli zaczajeni na zdrajcę arystokraci. Zdrajca republiki rzymskiej otrzymał dwadzieścia trzy rany kłute. Tylko jedna rana okazała się śmiertelna.

Skąd o tym wiemy? W owym historycznym dramacie znalazł się człowiek, który na skróty nie poszedł. Jego imię jest Antistius. To dzięki niemu około półtora tysiąclecia później Szekspir w „Juliuszu Cezarze” umieścił tak wiele historycznych szczegółów, a używane dziś w kryminalistyce określenie „forensic” wzięło się od „przed forum”, gdzie Antistius dał sprawozdanie z pierwszej należycie opisanej sekcji zwłok.

Skrót zdaje się w historii gonić skrót. Najjaskrawsze z nich to rewolucje.

Francuska rewolucja z1789 roku cele miała wytyczone na długie lata, za to zaczęła od skracania. Gilotyny skracały o głowę ciemiężycieli ludu, a system edukacji w miarę rozwoju sytuacji też poobcinał obywatelom, co się dało. Skoro „każdy żołnierz nosi buławę marszałkowską w plecaku”, na co komu wiedza, niechże się inni od niego uczą.

W końcu synowie rewolucji utknęli, jak uprzednio rzymski generał, w martwym punkcie. Wielki obywatelski eksperyment doprowadził do konieczności podjęcia współpracy z potomkami wymordowanych arystokratów. I tu pojawił się kolejny generał, który nie pozwolił, aby trudny rewolucyjny skrót poszedł na marne. Na pierwsze imię było mu Napoleon. Współpracę synów rewolucji z synami wymordowanych notabli starego reżimu uznał za konieczość. Ale to w obawie przed wielką niewiadomą, jaką ta współpraca mogła przynieść, na wszelki wypadek dokonał kolejnego skrótu. Obwołał się dyktatorem, jak ten rzymski generał przed nim, Cezar. Demokracja demokracją, ale ktoś musi rządzić, prawda?

Tak oto skrót zahamował kolejny eksperyment z założenia idący ku powodzeniu. Francuski dyktator utracił władzę, jednak zachował życie. Tym razem lekcja historii wydała owoc, bo na skróty nie poszli pogromcy dyktatora. Wygnali go z Francji, ale nie zabili.

Kiedy mogło się wydawać, że rzeczy idą po staremu, iskra rewolucji padła na prochy w miejscu, gdzie przed wiekiem krzesał ją ten sam dyktator. Tyle, że siłą, przy użyciu obcej armii, a tego nikt nie lubi. Rosjanie, bo to oni wówczas zostali najechani, z udziałem matki natury ledwo pozbyli się synów rewolucji tylko po to, aby po zaledwie stu pięciu latach także stać się synami rewolucji.

W bośniackim Sarajewie szofer pewnego arcyksięcia wybrał drogę na skróty i wywiózł pracodawcę wprost na zamachowca. Zamachowiec też szedł na skróty, a że rewolwer miał nabity, postanowił z niego skorzystać. Ten skrót zaowocował wojną, która raz na zawsze, czyli na skróty, „miała zakończyć wszystkie wojny”. Skrót ekslpodował socjalistyczną rewolucją przekraczającą na skróty, wiele granic. Poza granicą rozsądku, ów niefortunny skrót przeszedł także granicę Rzeczpospolitej.

„Nie matura lecz chęć szczera!” wrzasnęli w PRL synowie rewolucji, nie gorsi przecież od tych, co buławy marszałkowskie nosili w żołnierskich tornistrach.

Dziś skrót niesie era informacji. Żądane fakty dostajemy po kilku kliknięciach. W poszukiwaniu danych historycznych nie musimy spędzać długich godzin w bibliotekach, jak niegdyś bywało. Pozornie. Kłopot w tym, że internetowe gotowce często omijają rzetelną wiedzę, jaką godziny spędzone nad książkami nadal mogą nam zapewnić. W przypadku mnóstwa danych internetowych wciąż poruszamy się na skróty. Ślizgamy się po powierzchni tematu nigdy go nie zgłębiając.

Podobnie jest z szacunkiem. Zrobił się na skróty i mało komu to przeszkadza. Kiedy kilku internautów wymienia poglądy, rzadko kogoś to interesuje poza nimi. Ktoś postawi fejsbukowego lajka przyklaskując tej czy innej opinii i na tym się kończy. Gorzej kiedy wypowiada się tzw. celebryta. Czym bardziej osoba znana, tym więcej „odważnych” rwie się do polemiki. Fakt, że ich rozmówca czegoś dokonał by zyskać uznanie ekspertów, czytelników, publiczności zdaje się w ogóle nie mieć znaczenia. Pozycja popularnego pisarza, dziennikarza, kompozytora, aktora to magnes dla tych, co kochają na skróty. „Wolność, równość, braterstwo” królują na skróty, gdzie powinien mieć miejsce szacunek.

Czy trwające zmagania olimpijskie także nie obfitują w wiadomości o skrótach? Upolityczniony sport zdaje się nakładać na zawodników presję ponad siły, a zwycięstwo na skróty przy użyciu środków dopingujących dla wielu sportowców nadal wydaje się zwycięstwem.

Na szczęście objawia się raz na jakiś czas nieznany „Antistius”, który w spokoju ducha demaskuje dopping, dostrzega ekspertów-samozwańców w internetowych debatach, łączy fakty czerpiąc wiedzę u źródła, a nie z opinii. W końcu taki Antistius to człowiek światły i odważny. Nie napawa go obawą nieznane, postęp to dla niego wyzwanie. Pomijany przez media wcale nie szuka poklasku. Prędzej czy później kolejny efekt działania na skróty wyląduje przed Antistiusem, a on cierpliwie przystąpi do sekcji zwłok. Jej wyniki ogłosi ku przestrodze. Zdumieni słuchacze pokiwają głowami, pogratulują wiedzy i wrócą do swoich zajęć. Tylko nieliczni odbędą podróż do wiedzy w całości. Inni z lenistwa, a może ze strachu na wszelki wypadek od razu pójdą na skróty.

Cezary Doda