Rihanna ociekała seksapilem na koncercie w Polsce.

Rihanna ociekała seksapilem na koncercie w Polsce.

Lato to czas koncertów. W stolicy zagrała Rihanna. Amerykańska wokalistka po raz piąty zaprezentowała polskiej publiczności swoje niewątpliwe walory, nie tylko muzyczne. „Tym razem koncert Rihanny przeszedł najśmielsze oczekiwania”- czytamy. „Gwiazda dała półtoragodzinny występ ociekający seksapilem”. Były „największe hity ostatnich lat, skąpe stylizacje i wyjątkowe choreografie”. Artystka „nonszalancko poruszała się w rytm muzyki, kusiła uśmiechem i opływała w pewność siebie”. Przy okazji opływając w mamonę, bo Barbadoska- jak podaje prasa- jest jedną z najlepiej zarabiających kobiet w szołbiznesie. Warszawski koncert już okrzyknięto „muzycznym wydarzeniem roku”. I – co warto podkreślić- podczas występu nie padało. Jedyna „umbrella, ella, ella, o, o, o” unosiła się nad głową ponętnej RiRi.

*

Anita Lipnicka to jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich wokalistek. Karierę rozpoczęła z zespołem Varius Manx, z którym wylansowała wiele przebojów, między innymi „Piosenkę księżycową” czy hit wszechczasów, balladę „Zanim zrozumiesz”. Po odejściu z zespołu rozpoczęła karierę solową. Cała Polska nuciła wtedy: „wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń” i oglądała powabną artystkę w zmysłowych teledyskach. Następnie przyszedł czas na współpracę z Johnem Porterem, z którym wokalistka związała swoje życie prywatne i zawodowe. Przez 12 lat tworzyli parę, nagrali razem kilka bardzo dobrych płyt, urodziło im się dziecko.

Rok temu Anita Lipnicka poważnie zachorowała. Choć guz nie okazał się złośliwy, problemy zdrowotne wracały i w jednym z wywiadów artystka przyznała, że „przewartościowała wiele rzeczy i jest gotowa umrzeć w każdej chwili”. Dzisiaj wraca z nową płytą i – jak sama mówi – nową energią. „Kiedyś bałam się przekroczenia czterdziestki, ale teraz widzę, jak wiele nowych drzwi się przede mną otwiera” – przyznała. „Ja ich poszukiwałam bardzo długo, a te poszukiwania zaprowadziły mnie na terapię. Dzięki pracy nad sobą wiele rzeczy się zmieniło. Po roku spotkań mój lekarz uznał, że pozamykałam pewne etapy i zakończyłam terapię z sukcesem. „A teraz leć, żyj”- powiedział. No więc lecę i żyję”- żartuje artystka.

O decyzji zakończenia związku z Johnem Porterem mówi, że nie była efektem chwilowego kryzysu, lecz przemyślaną decyzją dwojga dorosłych ludzi. „Zatoczyliśmy z Johnem koło” – tłumaczy Anita, „bo zanim zostaliśmy parą, byliśmy przyjaciółmi, jesteśmy nimi znowu, także dla naszej córki, która nas bardzo potrzebuje. Oboje bardzo długo walczyliśmy o nasz związek, lecz nagle okazało się, że nie możemy już nic zrobić, po prostu. Jesteśmy teraz na takim etapie, że potrafimy po przyjacielsku rozmawiać nawet o dylematach sercowych” – wyznaje.

Czy o tym będzie nowa płyta Lipnickiej? Przekonamy się w przyszłym roku. Na razie artystka wypuściła pierwszy singiel zatytułowany „Ptasiek”, który zadedykowała zmarłemu przyjacielowi. Po pierwszych reakcjach publiczności można liczyć na come back z prawdziwym przytupem.

*

Wiedzieliście, że żona zdradza Nicolasa Cage’a? On też nie wiedział. Afera wypłynęła podczas tegorocznego Festiwalu Filmowego w Cannes. Amerykańskie tabloidy opublikowały wtedy zdjęcia Alice Kim całującej się z obcym mężczyzną w restauracji. Podczas gdy szacowny małżonek brylował na czerwonym dywanie we Francji, żona spędzała czas w ramionach innego. „Przytulali się i rozmawiali. W pewnym momencie się pocałowali. Widać było, że są parą” – napisano w gazecie.

Jak większość mężczyzn, którym doprawiono rogi, Cage początkowo nie uwierzył w rewelacje mediów. Dopiero kiedy przyłapał żonę in flagranti, z młodszym o 15 lat mężczyzną, postanowił odejść od niewiernej, przy okazji składając pozew o przejęcie pełnej opieki nad ich synem. Kochanek żony też został ukarany. Po ujawnieniu romansu stracił pracę. Okazało się bowiem, że właściciel knajpy w której był zatrudniony jako menadżer, przyjaźni się z aktorem. Mimo wszystko najbardziej pokrzywdzonym jest Cage. To do niego przylgnęła łatka „puszczonego kantem” (z czym – jak twierdzą przyjaciele – wcielający się w rolę macho aktor nie do końca daje sobie radę) i to o nim internauci wypisują wredne wierszyki, typu „nie ważne, że masz Oscara, jak ci się puszcza stara”. Miejmy nadzieję, że Nicolas dzielnie zniesie upokorzenie i nie pogrąży się w odmętach nałogu, niczym bohater słynnego „Leaving Las Vegas”, w którym to obrazie aktor zagrał rolę życia.

*

I na koniec coś dla wielbicieli zwierząt. Podczas wyścigów The 4 Deserts Race Series, którego trasa w tym roku przebiegała przez pustynię Gobi, zdarzyła się rzecz niezwykła. Mały, bezdomny piesek dołączył do jednego z zawodników. „Drugiego dnia byłem na linii startowej, a on stanął obok i patrzył na mnie wymownie” – wspomina Dion Leonard ze Szkocji. „Gdy ruszyłem, pomyślałem sobie, że ten maleńki psiak nie dotrzyma mi kroku. Ale biegł ze mną przez cały dzień- łącznie 37 kilometrów”. Po zakończeniu biegu okazało się, że to suczka. Leonard nazwał ją Gobi.

Mały kundelek nie rozstawał się z zawodnikiem. Gobi pokonała cztery z sześciu etapów wyścigu, czyli przebiegła ponad 170 kilometrów! Gdy warunki pogodowe na pustyni się pogorszyły, organizatorzy zdecydowali się przerwać bieg bezdomnej suczki. Przewieźli ją jednak dalej samochodem. Ostatniego dnia Gobi dołączyła do nowego pana, pokonując wspólnie ostatnie 10 kilometrów i przekraczając linię mety.
Po takim wyczynie sportowiec postanowił zaadaptować pieska i pomimo finansowych i biurokratycznych problemów – zabrać ją ze sobą do Szkocji. „Gobi wybrała mnie na swojego przyjaciela na całe życie. Teraz ja robię, co w mojej mocy, ze wsparciem całego świata, by zapewnić jej nowy, szczęśliwy dom” – powiedział Leonard. Prezentując dumnie dwa medale. Jeden na własnej, a drugi- na małej, obrośniętej sierścią, piersi.