Po Brexicie ożyła idea państw narodowych. W Polsce tliła się na prawicy już od dawna, a teraz wybuchła dużym płomieniem, m.in. za sprawą Jarosława Kaczyńskiego, który wręcz sprawia wrażenie, jakby czekał na okazję, żeby ją rozniecić. Nie on jeden, rzecz jasna, bo czekały na to rzesze jego zwolenników i prawicowców narodowo – katolickich. Owszem, prezes PiS jest za członkostwem Polski w Unii Europejskiej, ale pojmowanej jako pomocniczy związek państw narodowych a nie jakieś tam panie dzieju superpaństwo ze wspólną walutą, armią, administracją, polityką zagraniczną, policją i służbą graniczną. A w przyszłości z jednolitym prawem, systemem edukacji i wspólnym kodeksem wartości opartym na światopoglądzie naukowym. Zatem precz z oświeceniowymi mrzonkami o jedności kontynentu! Precz z Oświeceniem w ogóle! Państwo narodowe będzie morowe. Tylko, co w nim zrobić z mniejszościami niepolskimi? Z Ukraińcami, Białorusinami, Litwinami, Tatarami, Ormianami, Niemcami, Żydami, Cyganami? Wydalić z granic państwa, czy spolonizować? A może wystarczy im zapewnienie, że kiedy podporządkują się większości narodowej, to włos im z głowy nie spadnie? Ale czy wtedy te mniejszości będą czuły się równie dobrze jak Polacy? Problem jest złożony i w państwie narodowym będzie nabrzmiewał. W Polsce mniejszości łatwo da się podporządkować, bo jest ich niewiele, ale co zrobić np. z Węgrami na Słowacji i w Rumunii, czy z mniejszościami w krajach byłej Jugosławii? Jak to w praktyce wygląda widać już teraz na Litwie, która chce być jednocześnie państwem unijnym i narodowym właśnie. Czy litewscy Polacy czują się tam komfortowo? Dużo by pisać. Zatem krótko – idea państwa narodowego budzi moje daleko idące obawy. Boję się, że spotęguje ona nacjonalizmy do tego stopnia, że nie będzie można ich okiełznać. A nacjonalizm zawsze rodzi nacjonalizm. Zawsze! Już teraz w prawicowych mediach, także proPiSowskich pojawiają się dobrze przez nie widziani nacjonaliści m.in. z ONRu i Młodzieży Wszechpolskiej. A trzeba jeszcze wspomnieć o tych, którzy chcą przekształcić Polskę w Katolickie Państwo Narodu Polskiego, jak m.in. Grzegorz Braun – lider partii „Szczęść Boże”.
Czytam, że „dopiero teraz jesteśmy suwerenni i powstajemy z kolan”. Otóż oświadczam, że ja zawsze czułem się suwerenny i nie żyłem na kolanach.
Nigdy nie sądziłem, że endecja odżyje w takim stopniu, w jakim teraz odżywa. Nigdy nie sądziłem, iż znowu będzie działał Obóz Narodowo-Radykalny i Młodzież Wszechpolska, że znowu pojawi się idea państwa narodowego wymarzonego przez Romana Dmowskiego. Po I-szej wojnie była ona czystym idiotyzmem w sytuacji, kiedy jedna trzecia obywateli II Rzeczpospolitej nie była Polakami i nie zamierzała nimi być. Wszelkie akcje przymuszania jej do tego, fatalnie prowadzone, nie tylko wzięły w łeb, ale rozjarzyły nienawiść do państwa polskiego i Polaków. Polityka polonizacji Ukraińców i Białorusinów przyniosła efekty odwrotne od spodziewanych. I cosik mi się widzi, że nie wyciągnęliśmy z tego żadnych wniosków, podobnie jak z prób polonizacji mniejszości niemieckiej i tej części mieszkańców Górnego Śląska, która sama siebie nazywała nie Niemcami i nie Polakami, tylko Ślązakami właśnie. Lada moment i w tej kwestii otwarta zostanie puszka Pandory, o ile już nie została otwarta.
Wymarzone przez wspomnianego Romana Dmowskiego państwo narodowe zbudował w Polsce… Józef Stalin.
Profesor Timothy Snyder – „Historia narodowa zawsze zawodzi, bo zawiera w sobie coś ponadnarodowego”.
A może rację ma Mahatma Gandi przekonany, iż „naród bez historii jest narodem szczęśliwym”? Nie zawadzi w tym miejscu przypomnieć, że USA to kraj zbudowany nie na wspólnej pamięci historycznej, ale na wspólnej wizji przyszłości.
Czy najpierw jesteśmy Polakami, czy ludźmi?
Czy jestem publicystą polskim, czy narodowym? Czy publikuję w prawicowo-katolickim tygodniku polskim, czy w narodowym?
Często słyszę teraz wokół siebie dwa słowa wzajemnie się uzupełniające – „patriotyzm” i „duma”. Jeszcze wczoraj były to pojęcia niemodne, a dzisiaj stały się bardzo modne. Przypomnę zatem, że patriotyzm to nie tylko miłość ojczyzny, nie tylko emocjonalne jej uwielbienie, ale także uświadomienie sobie wad i niedociągnięć i nieustanne przypominanie rzeczy, które powinny być zmienione oraz spraw, które powinny być załatwione. „Dumą z polskości” szafuje się bez umiaru. Aż się chce zapytać, czy mamy być dumni ze znaczenia Polonii w obecnej Ameryce? Czy mamy być dumni z tego, że coraz mniej czytamy i coraz rzadziej uczestniczymy w kulturze przez duże K?
Przeczytajmy jeszcze raz „Pana Tadeusza”. Tym razem uważnie. Ujrzymy w nim siebie.
Walka o przyszłość, walka o przeszłość, walka o teraźniejszość. Stale walka. Czy kiedyś będzie czas bez walki. Taki normalny?
Po co to mydlenie oczu, że media publiczne w Polsce będą teraz narodowe? Czy to oznacza, że tylko dla Polaków a nie dla wszystkich polskich obywateli? A może lepiej powiedzieć wprost, że będą to media rządowe, czyli PiSowskie? Przecież tak będzie uczciwiej.
Wszystkie media stawiają teraz na młodych. Naturalna kolej rzeczy. Tylko może by najpierw tych młodych nauczyć, jak mają prawidłowo mówić i pisać po polsku. Bo z tym jest coraz gorzej. Jak prawidłowo wymawiać i akcentować wyrazy pochodzenia obcego i w czasie przeszłym w liczbie mnogiej. Truizmem będzie przypomnienie, że powinni znać się na tym, o czym mówią.
Marsze – marsze, flagi – flagi, transparenty – transparenty, megafony – megafony, hasła – hasła, pomniki – pomniki, tablice – tablice, rocznice – rocznice, apele – apele. A także gwizdy i wybuczania. I pod pomnikami, i pod tablicami, i na cmentarzach. Tak było i tak nadal jest. Słowem – nienawiść, nienawiść, nienawiść. I tak bez końca, bez końca, bez końca.
Nadszedł czas, kiedy swoje prawdziwe przekonania należy trzymać w ukryciu.