Nie mam żadnego pomysłu, jak walczyć z islamskim terroryzmem. Nie wiem, czy ktoś inny ma. Sądząc po dotychczasowych działaniach odpowiednich służb w różnych krajach nikt sobie z tym problemem nie radzi, począwszy od polityków mających pełnię władzy. Przed laty przestrogi i apele Oriany Fallaci, sławnej włoskiej dziennikarki, wydawały mi się mocno przesadzone, mimo że widywałem getta muzułmańskie we Francji, Niemczech i Danii. Dziś już tak nie uważam. Nie przyłączam się jednak do tych, którzy odpowiedzialnością za zamachy obarczają wszystkich muzułmanów. A jest takich wielu. Nie przyłączam się również do tych, którzy źródła tegoż terroryzmu widzą w Koranie. Ja go tam nie znajduję. Inni prawdziwi znawcy tej religii też nie. Zatem jest to kwestia interpretacji. Z biegiem lat zaczynam jednak podzielać przekonanie, że polityka multi-kulti w odniesieniu do dużej części muzułmanów z krajów arabskich nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Boję się, że w walce z wojującym islamem czeka nas najgorsze. Obym był złym prorokiem.
Boualem Sansal, algierski pisarz, ceniony m.in. za wnikliwie rozpoznania zjawisk i sytuacji, w swej najnowszej książce „2084. Koniec świata” opisuje życie na Zachodzie pod dyktaturą radykalnych islamistów. W wywiadzie dla niemieckiego tygodnika „Welt am Sonntag” powiedział wprost, że „Europa jest skończona. Czeka ją islamska dyktatura. Islamiści dzielnie walczą o to, w co wierzą. Europejczycy nie wierzą w nic”. Przypomniał także, iż islamiści wypędzeni z Algierii szybko otrzymali azyl polityczny w Niemczech. W jego przekonaniu wiele krajów Unii Europejskiej marzy teraz o upadku Niemiec. Katoliccy fundamentaliści widzą ratunek w powrocie Europejczyków do chrześcijańskich korzeni. Tylko, czy jest to możliwe w dobie coraz powszechniejszego światopoglądu naukowego?
Nasza znajomość innych religii jest niemal zerowa. Nawet religię rzymsko-katolicką znamy pobieżnie, nie mając na ogół większego pojęcia o odłamach chrześcijaństwa. Dlaczego tak się dzieje, przecież religia jest wykładana w szkołach przez wiele lat? O filozofach też sobie z młodymi ludźmi nie pogadasz, nawet z tymi po studiach. Dlaczego? Również i historia kultury to przedmiot im nieznany. Nawet kulturoznawcom. Czy naprawdę nie można tego zmienić?
Seneka Młodszy – „Dla ludu religia jest prawdą, dla mędrców fałszem a dla władców jest po prostu użyteczna”.
Sokrates podczas spacerów po mieście miał zwyczaj mówienia do siebie. Kiedy zaskoczeni przechodnie pytali do dlaczego to robi, odpowiadał, że czasem musi porozmawiać z kimś inteligentnym. W Columbus, w stanie New Jersey, na jarmarku ze starymi dziełami sztuki, kupiłem realistyczną rzeźbę przedstawiającą twarz tego filozofa. Wisi teraz w moim mieszkaniu nieopodal Erazma z Rotterdamu. Rozmawiam sobie z nimi dwoma i dobrze mi to robi w licznych momentach zwątpienia i coraz częstszego przekonywania się, że nikt i nic nie jest takie, jakie się wydaje.
Leszek Kołakowski – „Filozofia jest wysiłkiem kwestionowania wszystkich oczywistości”. Podejmuję ten wysiłek. Z różnym powodzeniem. Nie mam jednak aspiracji filozoficznych. Wciąż mogę liczyć na stereotypy i spiskowe teorie rzeczywistości rodzimych „myślicieli” i na obietnicę poznania wiedzy tajemnej, która rzekomo jest w posiadaniu prezesa Polski oraz jej obecnego ministra obrony narodowej.
W Stanach strzelanina za strzelaniną. Już niemal co tydzień. Wciąż giną niewinni ludzie w różnym wieku, nie wyłączając policjantów. Rasizm, terroryzm, porachunki, nienawiść, choroby psychiczne – są jej podłożem. Amerykanie wciąż nie wiedzą, jak się z nią uporać i jak się przed nią zabezpieczyć. Ale czy pełna prewencja jest możliwa? Zadaję naiwne pytania, ale dalibóg szukam na nie odpowiedzi. Bezskutecznie.
Nad Wisłą rocznicomania, apelomania i pomnikomania. Jeden pomnik brzydszy od drugiego, ale nikomu to nie przeszkadza. I ma być ich wciąż więcej i więcej. Modne są również rocznicowe rekonstrukcje historyczne, czyli takie wielkie komiksy w przestrzeni i udziałem żywych ludzi. Podobno pomagają w propagowaniu wiedzy historycznej. Podobno…
Ani razu nie dostałem odpowiedzi na pytanie, jak potoczyłyby się losy Francji i Europy, gdyby nie doszło tam do pamiętnej i brzemiennej w skutkach rewolucji. Znajomi Francuzi także tego nie wiedzą. Spoko, nie jestem zwolennikiem rewolucyjnej rebelii, tak tylko pytam… Z niezdrowej ciekawości i dla rozhuśtania wyobraźni.
Peter Weiss w „Męczeństwie i śmierci Jeana Paula Marata” – „Rewolucja nie ma racji bez powszechnej kopulacji”.
Ja – bez widma rewolucji nie dochodzi do ewolucji.
Zachwycił mnie Poznański Chór Chłopięcy występujący w kościele św. Stanisława Biskupa i Męczennika na Manhattanie. Piękne, choć niezbyt mocne głosy, piękne wykonania, znakomite brzmienia, świetne solówki, wzruszające interpretacje trafnie dobranych pieśni. I tych religijnych, i tych świeckich. Tych poważnych i tych pogodnych. Czegoż chcieć więcej? A w programie były jeszcze znakomite kompozycje i aranżacje dyrygenta tegoż chóru – Jacka Sykulskiego, twórcy jakże lubianej pieśni „Abba Ojcze”. Gwoli sprawiedliwości powinienem wymienić wszystkie tytuły z programu. W finale odbyło się wspólne odśpiewanie pieśni ludowej „Góralu, czy ci nie żal” oraz prezentacja bardzo oryginalnej aranżacji „Zbójnickiego”. Słuchacze byli poruszeni do żywego. Szkoda, że było ich stosunkowo niewielu. Spodziewałem się tłumów szturmujących kościół, a wśród nich tzw. prawdziwych Polaków machających flagami oraz przedstawicieli mediów i organizacji polonijnych, a tu tymczasem ledwie pół świątyni zajęte. Zero młodzieży. No cóż jasno widać, iż nasza narodowa duma i patriotyzm mają charakter wybiórczy. Piłkarzom kibicujemy masowo i w narodowym uniesieniu, chórzystom, choćby tak świetnym i sławnym jak zespół poznański już nie. Tacy właśnie jesteśmy.
Chciałbym pomóc Uniwersytetowi Muzycznemu im. Fryderyka Chopina w Warszawie w odnalezieniu grobu Jana Cieplińskiego, wybitnego tancerza i choreografa polskiego. Od roku 1959 mieszkał w Nowym Jorku i tu zmarł 21 kwietnia 1972 roku w wieku 72 lat. Przedtem tańczył i układał tańce na wielu scenach Polski i świata. W roku 1959 opracował choreografię do przedstawienia „Halki” wystawionej przez Polonia Opera Co. w Chicago Opera House. Prowadził polonijne zespoły taneczne i współpracował z zespołami amerykańskimi. Pisał też artykuły do prasy polonijnej oraz czasopism angielskich i amerykańskich. Ponownie przygotował choreografię „Halki”, wystawionej 8 II 1961 przez Towarzystwo Muzyczne University College w Londynie. Jest autorem książki „Szkic dziejów baletu polskiego”. (Londyn 1956). W języku angielskim wydał publikację „A History of Polish Ballet 1518-1945” (Londyn 1983). Będę bardzo wdzięczny za informacje o miejscu jego pochówku. Proszę przekazać je redakcji „Kuriera Plus”.