Niedziela
Jeszcze książka Timothy Snydera „Bloodlands” czyli „Skrwawione ziemie”. Banalność niemieckiego mordu uchwycona w kilku zdaniach, wyimkach z części środkowej.

 
„…czas ich śmierci był skorelowany z tym, co Niemcy sądzili o przebiegu wojny i związanymi z tym gospodarczymi priorytetami. Prawdopodobieństwo zabijania Zydów wzrastało, gdy głównym zmartwieniem Niemców były braki żywności, a malało gdy brakowało im siły roboczej”. Rasizm rasizmem, ale jak widać czynnik ekonomiczny odgrywał wielką rolę. Zwłaszcza jeśli można było rabować po trupach. Bo w czasie każdej akcji wywózki, „teren danego getta był odcinany od świata tak, żeby niemiecka policja mogła rabować nie niepokojona przez pobliską ludność”.

 
Ta troska o sprawy żywieniowo-lokalowe u niemieckich urzędników była stała. Oto dwódca Służby Bezpieczeństwa SS (SD) w okupowanym Poznaniu pisał w lipcu 1941 r. w sprawie pozostałych jeszcze przy życiu Żydów, iż „istnieje niebezpieczeństwo, że nie będzie można ich przez tę zimę wyżywić. Należy poważnie rozważyć czy najbardziej humanitarnym rozwiązaniem nie będzie wykończenie Żydów niezdolnych do pracy dzięki znalezionemu na szybko rozwiązaniu. Pod każdym względem byłoby to bardziej satysfakcjonujące niż głodzenie ich”. Szybkie rozwiązanie rzeczywiście było już na podorędziu – samochody z wlotami spalin do środka stosowane wcześniej w programie eutanazji obywateli III Rzeszy, uznanych za niegodnych dalszego życia.

 
Zarzucony w 1941 r. program eutanazji miał swoich wychowanków. To kadra 450 lekarzy i policjantów bezpośrednio zaangażowanych w zamordowanie (zatrucie tlenkiem węgla a potem skremowanie zwłok) 70 273 (ach ta niemiecka skrupulatność) osób. To byli prawdziwi ideowcy, o czym świadczy że w jednym z obiektów, „personel uczcił 10-tysięczną kremację obłożeniem kwiatami przeznaczonych do spalenia zwłok”. Duża część sprawdziła się potem w nimieckich fabrykach śmierci w Sobiborze, Bełżcu i Treblince. Doktor medycyny z Wiednia herr Irmfried Eberl zarządzał Treblinką. Pisał stamtąd do żony, że „ma tam dużo do zrobienia ale to przyjemność”. Był „zadowolony i dumny” ze zorganizowania kombinatu śmierci, który przepuścił przez kominy 780 tys. ludzi…

 

Poniedziałek
Księgozbiory. Ściany książek. Tysiące woluminów zgromadzone w prywatnych domach. Kiedyś mnie to fascynowało: lubiłem patrzeć na grzbiety, a nawet – z pozwoleniem gospodarzy, czy nie – wyciągnąć którąś z książek, przekartkować. Teraz już mnie to nie fascynuje. Ot myślę, jeden ma plazmę na pół ściany czy innego bohomaza (współczesna sztuka), inny ścianę książek. Nie fascynuje mnie, bo już nie podzielam naiwnej wiary, którą mną kierowała, że można wyciągnąć z nich jakąś głębszą wiedzę o świecie, życiu. Sam mam kupę nieprzeczytanych książek, więc nawet myślę ile w tych księgozbiorach nie otwartych, nie tkniętych w środku ludzką dłonią, woluminów… Bo prawdziwe życie nie zawiera się w zadrukowanych kartkach, zwłaszcza beletrystycznego pochodzenia.
Już prędzej dotknięcie dziecięcej główki.

 
Albo zapach ziemi o poranku.
Albo zimno kamienia w dzień tak gorący jak dzisiaj.

 

Wtorek
Niezawodny Robert Tekieli na Facebooku, także o fejsie:
Głasku głasku, lajku lajku
Jak zarobić na samotności? Stworzyć Facebooka. Choć właściwie nie tyle na samotności, co na osamotnieniu.
Bo samotni są na przykład księża. Samotna była Matka Teresa z Kalkuty, Jan Paweł II. Samotność fizyczna osób konsekrowanych owocuje czymś wspaniałym: ojcostwem i macierzyństwem duchowym. To sublimacja miłości. Rezygnacja z tej tworzącej najsilniejszą więź między mężczyzną i kobietą, rezygnacja z Eros na rzecz Agape i Filia. Natomiast osamotnienie zabija, rozkłada, dusi.

 
Mark Zuckerberg zarabia na osamotnieniu współczesnego człowieka. Człowieka, który ucieka od relacji twarzą w twarz. Boi się ich. Woli rozmawiać na czacie. Bo w trakcie rozmowy twarzą w twarz odmowa boli. Hodujemy niezwykłe pokolenie (…) Dziś ludzie są teoretykami. Nieszczęściem świata jest zbyt duża wiedza o wszystkim i życie w teorii. W teorii wszyscy są genialnymi menedżerami, wspaniałymi matkami, czułymi ojcami. Zaś rzeczywistość skrzeczy: świat jest pełen osamotnionych, przerażonych życiem ludzi z przyklejonym do ust uśmiechem. Uciekają na dwa sposoby. Jedni przekonują wszystkich: jestem królem świata, zdobywcą, samcem alfa nad alfami. Drudzy komunikują całym ciałem: mam na wszystko wydziergane, olewam karierę, wszystko olewam. Małżeństwo, miłość, olewam. Zamknę się w domu ze słuchawkami na uszach, będzie dobrze.

 
Diagnoza ludzkiej choroby jest prosta: Każdy cierpi na chroniczny brak miłości. Nie dostaniesz jej od ludzi. To znaczy dostaniesz, ale zawsze człowiek cię zdradzi, a miłości będzie za mało.
Więc co? Robert znalazł po poszukiwaniach: Bóg, Jezus, kościół katolicki.

 

Środa
„W łóżku z Qashqai” czyli jednoaktówka z życia elit Trzeciej Rzeczypospolitej (za „Superexpressem”)
W rolach głównych:
ANNA (ówczesna prokurator apelacyjna w Rzeszowie, dzisiaj osadzona w areszcie z zarzutami korpucji)
MARIAN (bogaty biznesmen z Leżajska, szefa firmy paliwowej, oskarżony o wręczenie Annie H. łapówek w wysokości 170 tys. złotych za przychylne decyzje urzędnicze)
MATERAC czyli podsłuch założony przez Centralne Biuro Antykorupcyjne.
Opowieść toczy się przy pomocy wiadomości tekstowych.
ANNA: Nissan Qashqai. Koniecznie żeby był w perłowym kolorze i z pełnym wyposażeniem. Żeby kontrolki prowadziły za mnie samochód.
ANNA: Nissan Qashqai ma być biały. A… jest biały. Ale ma być jeszcze bielszy, no, jak w reklamie
ANNA: Przepraszam, że dzisiaj w łóżku zapytałam o kolejną pożyczkę. Wiem, jak musiałeś to odebrać (…) Wydaje mi się, że mam kogoś nieobcego, kto ma kasę i wobec mnie dług wdzięczności.
MARIAN (do kogoś innego o Annie): Chce pójść siedzieć, to k… pójdzie siedzieć (…) Każdy ma jakąś odpowiedzialność przed Bogiem i państwem.
The End
Wichry namiętności, władza, blichtr, zdrada, w tle szpiedzy. Zupełnie jak u Szekspira, prawdziwy k… Szekspir!