Co do mnie, to nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego, Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata. Bo ani obrzezanie nic nie znaczy, ani nieobrzezanie, tylko nowe stworzenie. Na wszystkich tych, którzy się tej zasady trzymać będą, i na Izraela Bożego niech zstąpi pokój i miłosierdzie!
Odtąd niech już nikt nie sprawia mi przykrości: przecież ja na ciele swoim noszę blizny, znamię przynależności do Jezusa.

 
Ga 6, 14-17

 

Wakacje w pełni. Częściej niż zwykle stajemy się w tym czasie podróżnikami, turystami czy pielgrzymami. Przed kilku dniami pod skrzydłami Kuriera Travel powrócili pielgrzymi z Guadalupe i Meksyku, a za niecały miesiąc wyruszymy do Korei, Japonii i Tajwanu. Dla wielu nie ma większej różnicy między turystą, podróżnikiem, czy pielgrzymem. Może to dlatego, że nasze wyjazdy są po części jednym i drugim. Jednak na użytek tych rozważań poczynię rozróżnienie między podróżnikiem a turystą, jak to robi Peter Marty w książce „Turysta i podróżnik”.

 
Odwołując się do historycznych doświadczeń autor pisze, że przez wieki, podróżni wyruszali w drogę gnani ciekawością poznawania. Wędrowanie wymagało dużej aktywności, podejmowania ryzyka i różnych niedogodności, ale przez to samo otwierały się przed nimi nowe perspektywy, źródła wspaniałych doświadczeń, nowe szkoły życia.

 
Samo wyrażenie podróżnik w języku angielskim pochodzi od słowa oznaczającego kłopoty, pracę, poświęcenie, zmaganie się z trudnościami. Nieplanowane sytuacje, zdarzenia – są chlebem powszednim podróżnika. Podróżnik, aby lepiej poznać odwiedzane miejsca stara się brać udział w życiu tubylców. Spożywa posiłki jakie są mu oferowane, ot chociaż by smażone koniki polne w Meksyku, czy bulion z żabich udek w Tybecie. Podróże wymagają dużej aktywności, ale w zamian ubogacają i kształcą.

 

Turysta jest bardziej bierny. Słowo „turystyka” pochodzi od francuskiego wyrazu tour, przyjętego także przez język angielski, który oznacza wycieczkę lub podróż kończącą się powrotem do punktu wyjścia. Słowo „wycieczka”, od łacińskiego „tornus”, dosłownie oznacza „ten, który kręci się w kółko”. Najczęściej łóżko w hotelu jest takim miejscem stałego powrotu. Rano wstajemy jemy śniadanie następnie zwiedzamy wcześniej zaplanowane miejsca lub uczestniczymy np. w pokazach folklorystycznych, po czym wsiadamy do autobusu, jedziemy do hotelu do swojego łóżka. Pełni wrażeń, z torbami pamiątek wracamy do domu. To wszystko jest powierzchowne. Nie zakosztowaliśmy prawdziwego życia zwiedzanych miejsc. Szczególne zawężone pole krążenia w kółko mają turyści korzystający z ośrodków wypoczynkowych tak zwanych all-inclusive, czyli wszystko wliczone w cenę. Bardzo często krążenie turysty w tych ośrodkach zamyka się w magicznym trójkącie lenistwa i sytości; wygodny pokój z łóżkiem, obficie zastawiony bufet o każdej porze dnia i piaszczysta plaża z błękitnym morzem w tle. W takiej sytuacji w ogóle nie poznaliśmy realjów życia tubylców.

 

Osobny rozdział to pielgrzymki. Św. Jan Paweł II powiedział: „Pielgrzymka zawsze była ważnym wydarzeniem w życiu chrześcijan, przybierając w kolejnych epokach różne formy kulturowe. Jest symbolem indywidualnej wędrówki człowieka wierzącego śladami Odkupiciela: jest praktyką czynnej ascezy i pokuty za ludzkie słabości, wyraża nieustanną czujność człowieka wobec własnej ułomności i przygotowuje go wewnętrznie do przemiany serca”. W pielgrzymowaniu są obecne elementy i podróżnika i turysty. Jednak nie dominują one nad charakterem pielgrzymkowym wyjazdu.

 
Mówi się, że całe nasze życie jest pielgrzymowaniem. W tej pielgrzymce jest jeden cel i jeden kierunek. Z racji beatyfikacja św. Jana Pawła II ukazał się album pt. „Pielgrzymka do nieba. Życie, kult i beatyfikacja Jana Pawła”. W pierwszej części albumu archiwalne fotografie ilustrują drogę Jana Pawła II do świętości. Są w niej fotografie z lat dzieciństwa i młodości, początków kapłaństwa, posługi biskupiej, pontyfikatu, pielgrzymek do Polski, ostatnich lat pontyfikatu wypełnionego cierpieniem. Druga część jest rozbudowaną relacją z uroczystości beatyfikacyjnych w Rzymie, Krakowie – Łagiewnikach, Wadowicach, Warszawie i Kalwarii Zebrzydowskiej. Album jest obrazem naszej życiowej pielgrzymki do wiecznej ojczyzny. W to pielgrzymowanie wpisuje się nasza zwykła codzienność i nasze utrudzenie, jak i też nasze ziemskie podróże, pielgrzymki i wycieczki.

 
Do tego ostatecznego celu, z woli Boga pielgrzymujemy razem we wspólnocie, którą ustanowił Jezus Chrystus, pielgrzymujemy we wspólnocie Kościoła. Ewangelia na dzisiejszą niedzielę mówi o jego początkach: „Jezus wyznaczył jeszcze innych siedemdziesięciu dwu uczniów i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał”. Posyła ich, aby siali ziarno Chrystusowej prawdy, aby ukazywali pewną i bezpieczną drogę pielgrzymowania do ostatecznego celu. Uczniowie wyruszyli w drogę. Nie są turystami. Nie idą aby wypoczywać, zwiedzić, zasiadać przy suto zastawionym stołach i zasypiać na noc w wygodnym łóżkach. Wyruszają w fascynującą podróż w nieznane, pełną niespodziewanych zdarzeń i trudności. Mają głosić Dobrą Nowinę, dzieląc trudy dnia codziennego z mieszkańcami odwiedzanych miejsc. Chrystus mówi do nich: „Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów”. Mają się wyzbyć wszystkiego, co w jakikolwiek sposób mogłoby przesłonić najważniejszą misję głoszenia Królestwa Bożego: „Jeśli do jakiegoś miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże”.

 

Pracę ewangelicznych uczniów powierza Chrystus każdemu z nas. W pełnieniu tej misji nie możemy być turystami, którzy często „krążą” dookoła, szukając w Kościele przyjemnych wzruszeń, uniesień modlitewnych. Krążenia między piękną i nastrojową pasterką a rezurekcyjnym biciem dzwonów. To jest potrzebne, ale za mało, aby spełnić misję, którą Chrystus nam powierza. Mamy być podróżnikami, którzy wyruszając w drogę bardziej zawierzają Bogu niż zasobności portfela. Podróżnikami, którzy wyruszając w drogę przekuwają codzienny trud w światło wieczności. Boży podróżnik nie zamyka się w kręgu turystycznej wygody, ale podejmuje trud głoszenia Ewangelii, słowem i czynem, tam gdzie Bóg go postawi. Ta podróż rozpoczęła się w czasie chrztu. W tej podróży zatrzymujemy się przy ołtarzu Eucharystii, gdzie Chrystus przygotowuje nam pokaram na drodze ku wieczności, pokarm, który daje moc, abyśmy przemieniali naszą zwykłą codzienność, nasz świat na miarę Królestwa Bożego. Abyśmy nieśli pokój i pojednanie tam gdzie jest nienawiść i wojna. Tam gdzie jest cierpienie byśmy przez swoje współczucie nieśli ukojenie. Byśmy nieśli radość i uzdrowienie tam gdzie jest człowiek zagubiony, upadły, zrozpaczony, pogrążony w żałobie.

 
Jest to trudna misja, w czasie której możemy być poranieni. Pisze o tym św. Paweł w Liście do Galatów: „Odtąd niech już nikt nie sprawia mi przykrości: przecież ja na ciele swoim noszę blizny, znamię przynależności do Jezusa”. Św. Paweł za głoszenie Ewangelii był pięć razy biczowany, trzy razy poddano go pladze rózg. Był kamienowany, trzykrotnie rozbił się statek, którym podróżował, siedmiokrotnie był więziony na koniec został ścięty. To wszystko św. Paweł uznaje za chlubę ze względu na Chrystusa: „Co do mnie, to nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego, Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata”.

 
Na koniec rodzi się pytanie: Kim jestem w kościele, turystą, podróżnikiem, pielgrzymowiczem? Zapewne odpowiemy, że każdym po części. To chyba poprawna odpowiedź, tylko trzeba zabiegać, aby nasze życie zdominowała postawa podróżnika, który pośród codziennego utrudzenia wytrwale zdąża do ostatecznego celu życiowej pielgrzymki.