Jeśli razem z Chrystusem powstaliście z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus, zasiadający po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze Życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale. Zadajcie więc śmierć temu, co przyziemne w członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości, bo ona jest bałwochwalstwem.

 
Kol 3, 1-5

 

Wakacyjne fotografie na Facebooku aż tryskają radością życia. Docieramy do najdalszych i najpiękniejszych zakątków świata, doświadczamy piękna i radości życia. Chcemy te chwile szczęścia zatrzymać w pamięci i fotografii. Świat jest piękny i życie jest piękne; aby to zauważyć nie trzeba wyjeżdżać daleko. Jedna z pań zmieściła na Facebooku fotografię niewielkiego drewnianego domku otoczonego ogródkiem, ale żebyście widzieli co to za ogródek. Istna poezja, zaczarowany świat, a w nim pośród polskich malw uśmiechnięta i szczęśliwa właściciela tego ogrodu. Gdybyśmy dalej zdążali w tym kierunku, to byśmy okryli w sobie cudowne ogrody, z najpiękniejszymi kwiatami całego świata i nieba, tak nieba, bo byłyby to kwiaty duchowe, z pewnością taki ogród wyczarował w sobie św. Franciszek z Asyżu. Boso, w podartym habicie, nieraz z pustym żołądkiem wyśpiewywał najradośniejszą pieśń świata.

 

Przezwyciężając urlopowe rozleniwienie prawdopodobnie wybierzemy się do kościoła na niedzielną Mszę św., w czasie której usłyszymy w pierwszym czytaniu słowa mędrca biblijnego Koheleta: „Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami – wszystko jest marnością. Jest nieraz człowiek, który w swej pracy odznacza się mądrością, wiedzą i dzielnością, a udział swój musi on oddać człowiekowi, który nie włożył w nią trudu. To także jest marność i wielkie zło. Cóż bowiem ma człowiek z wszelkiego swego trudu i z pracy ducha swego, którą mozoli się pod słońcem?” Słuchając tych słów możemy poczuć pewien dyskomfort. Te piękne krajobrazy, złociste plaże, błękit morza dotykający nieba, ośnieżone szczyty gór, magia przydomowych ogródków i rzeczywistość, którą przywodzi na pamięć tekst piosenki, którą śpiewa Stan Borys: „Plaża, dzika plaża, morze dookoła… / Z wysokiego brzegu wieczór mewy woła… / Twarz przy twarzy, dłonie w dłoniach… / Przytuleni, zamyśleni, zakochani / idą brzegiem ku jesieni”, czy to wszystko jest marnością, którą trzeba pominąć, zrezygnować z niej, zdążając ku czemuś ważniejszemu?
Szukając odpowiedzi na to pytanie sięgnijmy do Ewangelii na dzisiejszą niedzielę. Ktoś z tłumu zawołał do Jezusa: „Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem”. Jezus wiedział, że miłość braterską, która mogła uczynić braci szczęśliwymi zabijała chciwość, wrogość wobec siebie. Może z własnego doświadczenia wiemy jak chciwość, walka o pieniądze, zamienia rodzinę w istne piekło. A Jezus przyszedł na ziemię, aby siać ziarno ewangelicznej miłości, ziarno Królestwa Bożego, którego pełni doświadczymy w niebie. Dlatego na to wołanie z tłumu odpowiedział: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś ma wszystkiego w nadmiarze, to życie jego nie zależy od jego mienia”. A następnie opowiedział historię, która jest obrazem chybionego, niedopełnionego życia. Pewnemu bogatemu rolnikowi obrodziło pole. Postanowił zatem pobudować większe spichlerze na zabrane plony, myśląc sobie: „Masz wielkie dobra, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj!” Jezus konkluduje tę przypowieść słowami: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, co przygotowałeś? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty u Boga”.

 

Gromadzenie bogactw, zachłanne korzystanie z piękna i bogactwa materialnego świata może tak pochłonąć uwagę człowieka, że zapomina o swojej duszy, zapomina o miłości Boga i bliźniego i wtedy, jak najbardziej są na miejscu słowa Koheleta: „Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami – wszystko jest marnością”. Jednak ta „marność” jest czymś pięknym i wspaniałym, gdy służy pogłębieniu naszego życia duchowego, ubogaca naszą duszę, ubogaca nasze człowieczeństwo, innymi słowy czyni nas bogatymi przed Bogiem. Pieniądze nie są marnością, gdy służą nam i rodzinie oraz wprzęgamy je w służbę bliźnieniem, piękne egzotyczne kraje które odwiedzamy nie są marnością, gdy za ich pięknem dostrzegamy ich Stwórcę, nawet wylegiwanie się na złocistej plaży nie jest marnością, gdzie regenerujemy siły fizyczne i psychiczne i wracając zrelaksowani do domu nie jesteśmy tacy jędzowaci dla innych. Ta „marność” przestaje być marnością, gdy nie korzystamy z niej dla niej samej, lecz wprzęgamy w służbę wartości nieprzemijających. Co św. Paweł w Liście do Kolosan ujmuje w słowach: „Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi”. Idąc tą drogą nie będziemy się lękać słów Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, co przygotowałeś?”

 

Aby to nauczanie osadzić głębiej w konkretnej rzeczywistości przytoczę historię opublikowaną w The Huffington Post. Dla dzieci czas letnich wakacji, to czas wycieczek, wyjazdów, odpoczynku, ale nie dla dziewięcioletniego Tristiana. Podobnie jak wiele innych dzieci w okresie wakacyjnym chciał trochę zarobić, sprzedając zimne napoje. To co go wyróżniało spośród małych „przedsiębiorców”, to był cel na jaki zbierał pieniądze. Pieniądze były potrzebne na jego adopcję. Tristan został opuszczony przez matkę, gdy miał cztery lata. Matka była uzależniona od narkotyków i alkoholu. Pieniądze na używki zdobywała, przyjmując u siebie przygodnych mężczyzn. W tym czasie Tristan był w drugim pokoju, ale ze wszystkiego zdawał sobie sprawę. Cała ta sytuacja wpędziła małego chłopca w depresję i stała się powodem zaburzeń emocjonalnych. Trudną sytuację chłopca zauważyła Donnie Davis i jej mąż. Przez ostanie pięć lat wspierali chłopca na różne sposoby. Pragnęli go także zaadoptować. Jednak na przeszkodzie stanęły sprawy finansowe. Proces adopcyjny kosztowałby około dziesięciu tysięcy dolarów, a taką sumą małżonkowie nie dysponowali. Aby zdobyć te pieniądze Tristan zaczął sprzedawać zimne napoje. Gdy rozeszła się wieść na jaki cel zbiera pieniądze, jago biznes zaczął bardzo dobrze prosperować. W niedługim czasie Tristan zarobił prawie siedem tysięcy dolarów. Sprawa została nagłośniona w Internecie i na konto chłopca wpłynęło kolejne dziewięć tysięcy dolarów. Ale jeszcze przed otwarciem „biznesu” przez Tristiana państwo Davis, zaczęli oszczędzać pieniądze na ten cel. Anulowali wyjazd na wakacje, wybrali tańsze usługi telefoniczne i Internetowe. Donnie zrezygnowała z fryzjera i manikiurzystki. Donnie mówi, że „Tristan jest w moim sercu i na zawsze pozostanie naszym synem. Widzimy jakie wiele to znaczy dla Tristiana, daje mu nadzieję i radość, że jest zaakceptowany, że należy do naszej rodziny i będzie nosił nasze nazwisko. Chcemy jednak, aby formalnościom adopcyjnym stało się zadość. Pieniądze w tym momencie są o tyle dla nas ważnie, że dzięki nim możemy w całej rozciągłości przyjąć Tristiana do naszej rodziny. To jest ważniejsze niż pieniądze”.

 
Ta historia uświadamia nam, że w naszym życiu nie są najważniejsze luksusowe wakacje, markowe rzeczy, przyzwoite konta, szafy i strychy pełne cennych przedmiotów. Prawdziwym skarbem życia jest bezinteresowna miłość Boga i bliźniego, która ubogaca nas i podnosi standard naszego życia na wyższy poziom. Ona wytycza drogę do pełni naszego życia i daje moc, aby „marność” tego świata, przekuwać w piękno sięgające nieba.