Cała Europa żyje ostatnio piłką nożną, a Polska w szczególności. Gdzie nie spojrzeć – rozentuzjazmowani kibice i ich wielkie, biało-czerwone nadzieje oraz wiara, że tym razem się uda. Bo przecież kiedyś musi. W mediach wysyp zdjęć przystojnych piłkarzy: rozebranych do majtek albo odwrotnie – zapiętych na ostatni guzik garniturów szytych na miarę. Trzeba przyznać, że reprezentacja reprezentuje się całkiem nieźle. Nie to co panowie w latach 80., jacyś bladzi, chuderlawi, o niepełnym uzębieniu i z wąsem. Dzisiaj piłkarze urodzeni nad Wisłą nie tylko szybko biegają po europejskich murawach i strzelają bramki w najlepszych, zachodnich klubach, ale również dbają o wygląd. Taki np. Grzegorz Krychowiak, znany jest z upodobania do bardzo drogich ciuchów i zakupoholizmu, której to słabości oddaje się namiętnie ze swoją piękną dziewczyną. „Moda to hobby, lubię być dobrze ubrany” – wyznaje. „Lubiłem, zanim poznałem Celię, choć rzecz jasna ta skłonność nas łączy. Czasami, gdy mamy wolne, wstaję i mówię: „Jedźmy na zakupy”. Celia nigdy nie protestuje!”- dodaje Elegancki Grzegorz, który przeszedł daleką drogę, by osiągnąć sukces finansowy. „Kopałem piłkę na kamieniach i na piasku przez lata, właśnie po to, by występować w takich meczach jak finały Euro”- mówi. Krychowiak urodził się w Mrzeżynie, małej miejscowości nad Bałtykiem. W wieku 14 lat grał już w Arce Gdynia. Dzisiaj jego klubem jest Sevilla, a nowy kontrakt opiewa na 45 miliony euro! „Jak to się mówi – pieniądze leżą na boisku”- żartuje. „Ale do dziś piłka nożna to dla mnie przede wszystkim przyjemność. Wychodząc na murawę, czuję za każdym razem wielkie emocje”- zapewnia. Nasz „niekwestionowany król środka pola” uważa, że z każdym rywalem można wygrać. Co pokaże w najbliższym meczu z Niemcami, dowiemy się niebawem. Twierdzi „w każdym meczu można być panem swego losu”. Oby los był dla Polaków łaskawszy niż dotychczas.

 
UEFA opublikowała poradnik pomagający właściwie odczytać nazwiska piłkarzy na Euro. I tak np.: Wojciech Szczęsny to „Voy-chekh Sh-chen-sni”, Łukasz Piszczek: „Woo-cash Pish-check”, Jakub Błaszczykowski: „Ya-koob Blash-chi-kov-ski” a Artur Jędrzejczyk to „Arturh Yen-jay-chick”. Tylko z Lewandowskim nie ma problemu. Jego nazwisko potrafią poprawnie wymówić korespondenci sportowi na całym świecie. Podobno to zasługa braku znaków diakrytycznych.

 

 
Przez brytyjską prasę przetacza się obecnie dyskusja na temat pochodzenia aktorów młodego pokolenia. Że wszyscy tacy sami – bogata rodzina, najlepsze uniwersytety, grzeczne fryzurki, tweedowe marynareczki. I tylko jeden jedyny Tom Hardy wyróżnia się z tej gromady „maminsynków”. „Pochodzi wprawdzie z bogatej rodziny, ale zawsze był jej czarną owcą”- czytamy. „W młodości kradł samochody i – jak sam przyznał – „eksperymentował we wszystkim i ze wszystkimi”. Był również uzależniony od alkoholu (nie pije od 2003 roku) i prowadził nader bogate życie seksualne. Dziś jest jednym z najlepiej opłacanych aktorów w Hollywood. Grał w „Incepcji”, „Szpiegu”, „Mad Maxie” i oskarowej „Zjawie”. A w przyszłym roku – jak podaje prasa branżowa – wystąpi aż w siedmiu produkcjach. Wygląda na to, że wraca moda na męskość. Nas to kompletnie nie dziwi. W końcu, która kobieta nie lubi hardych facetów?

 

 
Podczas gdy tabloidy ekscytują się rozwodami: Johnny’ego Deppa z Amber Heard, Beaty Kozidrak z mężem, Beyonce z Jay Z (o tym ostatnim spekulują od dobrych kilku lat) – polska prasa pisze o udanym, 46-letnim małżeństwie… Zbigniewa Wodeckiego. „Jaki jest przepis na sukces? Okazuje się, że rozwiązaniem mogą okazać się częste wyjazdy”- czytamy. „Wodecki od 50 lat skupia się nie na rodzinie, a na karierze i, wbrew pozorom, podobno właśnie życie na walizkach uratowało małżeństwo muzyka”. Artysta poznał żonę Krystynę, gdy miał zaledwie 18 lat. Zobaczył ją podczas występu w Piwnicy Pod Baranami. Właśnie wtedy pękła mu struna w skrzypcach i przesądny muzyk uznał, że to znak. Trzy lata później urodziło im się pierwsze, z trojga dzieci. „Dziś małżeństwo Wodeckich doczekało się pięciorga wnucząt”- czytamy. Podobno w roli dziadka artysta radzi sobie znacznie lepiej niż w roli ojca. „Bywało bowiem, iż wracał do rodziny tylko po to, by przepakować walizkę i pożegnać się przed kolejną podróżą związaną z karierą. Pewnego dnia córka tak go powitała: Mamo, przyszedł ten pan od Pszczółki Mai”. Kurtyna.

 

 
W kraju, gdzie statystyczny obywatel czyta mniej niż jedną książkę w roku, coraz więcej osób książki pisze. Ten zadziwiający trend widać szczególnie wyraźnie w przypadku tzw. celebrytów. Właśnie ukazała się CZWARTA książka Ilony Felicjańskiej. Była modelka, znana głównie z pozowania na ściankach oraz wypadku samochodowego, który spowodowała pod wpływem alkoholu, tym razem dzieli się z czytelnikami przemyśleniami na temat poszukiwania szczęścia. Szkoda, że nie rozumu – piszą złośliwcy zastanawiając się, czy kiedyś „liczba napisanych przez Felicjańską książek przekroczy liczbę tych przeczytanych”. Osobiście wątpię. Kto miałby czas i ochotę na lekturę, jeśli w tym czasie można iść na zabieg regenerujący płytkę paznokcia albo pozować z butem w dłoni podczas otwarciu nowego sklepu? No właśnie.