Polubiłem czynności ogrodnicze. Oczywiście na razie tylko na balkonie, czyli w skali miniaturowej, ale w przyszłości kto wie? Usechł po zimie mój ulubiony klonik japoński, nie wiem dlaczego. Dmuchałem nań i chuchałem, otulałem podczas mrozów i podlewałem codziennie przez sześć minionych lat. Może miał za małą doniczkę? Ojciec przymuszał mnie w Świdrze do pracy w ogrodzie i wiśniowym sadzie, co uważałem za zamach na moją młodość. Dziś żałuję, że nie skorzystałem z jego nauk. Tych i wielu innych. Bardzo by mi się przydały. I w Warszawie, i w Nowym Jorku.
Okazało się, że nacjonalizm ma zwolenników nawet w moich najbliższych kręgach zawodowych i towarzyskich, m.in. wśród gorących zwolenników PiS-u. Snadź nie znają wypowiedzi śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, iż „Patriotyzm nie oznacza nacjonalizmu. Nacjonalizm a tym bardziej szowinizm bierze się z nienawiści”. Myślę dokładnie tak samo. Czytam teraz „Kalendarium Lwowa 1918 – 1939” autorstwa Agnieszki Biedrzyńskiej. Jest to niezwykła, wiekopomna wręcz księga odtwarzająca dzień po dniu międzywojenne dzieje tego miasta. To, co wyprawiał w nim ONR u końca lat 30. nie mieści się po prostu w głowie. Lektura obowiązkowa dla tych, którzy chcą wiedzieć i znać prawdę. Szkoda, że jest ich tylko garstka. Większość, zamiast historii, zdecydowanie woli mitologię, w której jesteśmy bezgrzeszni i co najmniej tak piękni jak na obrazach Matejki i w powieściach Sienkiewicza. Narodowa prawica buduje tę mitologię na potęgę, dlatego nobilituje również i nacjonalizm, począwszy od owego ONR-u. Lada dzień nacjonalizm będzie bardzo modny. W pewnych kręgach już jest. Rzecz dotyczy nie tylko Polski. Nacjonalizm zawsze budzi nacjonalizm. Zawsze!
Profesor Timothy Snyder – „Dzisiejszy nacjonalizm w Europie? (…) Jeden błąd polega na tym, że uważa się, że naród to coś wystarczającego, a drugi na przekonaniu, że naród to nie jest coś koniecznego. Pierwszy to błąd skrajnej prawicy, a drugi – skrajnej lewicy”. Widzę rzecz identycznie.
Ciekawe, że strona rządowa powołuje się wciąż na nauki Kościoła. Koniunkturalnie powołuje się na nie także opozycja. Ale kiedy tenże Kościół woła wielkim głosem o pojednanie i jedność – jak to miało miejsce w Boże Ciało – obie strony nagle głuchną i ani mru mru na ten temat.
Elżbieta I – królowa Anglii – „Ci, co Boga negują są tak samo ograniczeni, jak ci, co się na niego powołują”.
Opozycja skompromitowała się do reszty donosami do Komisji Europejskiej na obecny rząd. Gwoli prawdy, trzeba jednak przypomnieć, że PiS również zabiegał o interwencję Unii Europejskiej m.in. w sprawie Telewizji Trwam i wyborów samorządowych w 2014 roku. Są filmowe materiały, które to dowodnie pokazują.
Coraz bardziej lubię papieża Franciszka. Niemal zawsze się z nim zgadzam. Ja – wolnomyśliciel!
Zdumiewające jak niewielkie było pokłosie literackie polskiego Millenium, obchodzonego w 1966 roku. Nie powstały wybitne dzieła na ten temat, nie wyłączając dramatów i scenariuszy filmowych. W ogóle nasza literatura o tematyce religijnej jest raczej mizerna, mimo iż większość pisarzy wierzyło w Boga. „Quo Vadis” jest dziełem wciąż niedościgłym. Ciekawe, czy objawi się coś wybitnego po uroczystościach związanych z 1050-leciem Chrztu Polski?
Coraz rzadziej pytamy o poziom. Coraz częściej ważniejsze od poziomu jest to, czy dzieło jest słuszne politycznie albo religijnie. A najlepiej, żeby było słuszne pod oboma względami. Ostatnio miałem możność przekonać się o tym po raz któryś z rzędu. Mam niekiedy wrażenie, że pojęcie „poziom” już zanika.
Za grosz nie ufam radykalizmom i radykałom. Za grosz! Radykalizm ideowy uważam za aberrację umysłową. Lewicowych radykałów, i nie tylko ich, odsyłam do wspaniałej książki o Leninie autorstwa Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego. Tam jest pokazany mechanizm radykalizmu. I ten rodzący się w głowie, i ten budujący cały system ustrojowy. Rzecz jasna jest on tematem dzieł wielu innych pisarzy, nie mówiąc już o historykach. Skoro mowa o Ossendowskim, nie kryję zachwytu jego książkami, skazanymi przez komunę – podobnie jak on sam – na kompletne zapomnienie. Do nielegalnie wydanego „Lenina” przykładałem rękę, pomagając drukować go w podziemnym wydawnictwie solidarnościowym. Ciekawe są książki Ossendowskiego o dawnych polskich krainach geograficznych. Książkę o Polesiu ilustrował wielki fotografik Jan Bułhak, którego wręcz wielbię. Opisywanie spcyfiki regionów jest trudne, o czym się miałem okazję nieraz przekonać. Ossendowski uczynił to łącząc faktografię z poetyckością i lokalną legendę z rzeczywistością. Malował słowem. Chwytał ducha opisywanej ziemi. Podobnie jak i rzeczony Bułhak. Podobnie jak Józef Czechowicz m.in. w wierszu „Przez Kresy”. Równie piękna jest książka Ossendowskiego „Huculszczyzna, Gorgany i Czarnohora” oraz reportaż z Afryki – „Afryka, kraj i ludzie”. Nie przeszkadza mi dawność języka tego pisarza i archaiczna kompozycja. Jego najsławniejsze dzieło „Zwierzęta, ludzie bogowie”, które było jedną z sensacji literatury międzywojennej i to w skali światowej, czyta się i teraz z dużym zaangażowaniem. Mało kto wie, że Ossendowski był pod względem ilości przekładów i nakładów na drugim miejscu po Sienkiewiczu. Łącznie miał 142 tłumaczenia i 80 milionów egzemplarzy. Bagatela! W swym warszawskim zbiorze mam także jego „Puszcze polskie” i „Karpaty i Podkarpacie”, które podczytuję ruszając w Polskę.
Ludzie bez znajomości historii Polski i świata oraz historii własnej rodziny wydają mi się jacyś niepełni. Coraz częściej natrafiam na młode osoby, które nie wiedzą, kiedy i gdzie urodzili się ich rodzice i do jakich szkół chodzili. Serio!
Jack Kerouac, pisarz amerykański – „Wkrótce wynajdą mikroskop tak potężny, że zaczną odkrywać, że życie wielu ludzi jest puste”.
Rzeźby Igora Mitoraja ulokowane ostatnio w Pompejach i w Agrigento wyglądają jakby były tam od zawsze. Wspaniale dopełniają zrujnowany bezpowrotnie teatr antycznej przeszłości potęgując jego ludzki wymiar.
W Metropolitan Opera widziałem „Córkę źle strzeżoną” („La Fille mal gardee”). Jest to prześliczne przedstawienie wystawione przez American Ballet Theatre wedle choreografii Fredericka Ashtona, utrzymanej w konwencji bajki. Uwodzą w nim w równym stopniu perfekcyjność i wdzięk baletników, jak i uroda plastyczna poszczególnych obrazów. Także humor sytuacyjny w najlepszym stylu. Równie piękną inscenizację tego baletu obejrzałem przed laty w Royal Opera House w Londynie. Tancerze są na tym samym poziomie. Rola w rolę. Trzeba by całą obsadę przepisać. Polecam każdemu, kto chciałby zobaczyć dowcipną sielankę w najbardziej krystalicznym wydaniu.