Sobota
Jeszcze Timothy Snydera „Skrwawione ziemie” (Bloodlands) czyli opowieść o Europie pomiędzy Berlinem a Moskwą przekształcaną przez dwóch największych technozbrodniarzy – Hitlera i Stalina. Realizowana na masową, przemysłową skalę obłąkańcza i szatańska Zagłada miała przecież swoje indywidualne ofiary. Zwykłych, Bogu ducha winnych, którzy dostali się w łapy ludzi, realizujących przemysłówkę zabijania. Na stronie 223 opowieść o ostatnich Żydach z Kowla, wymordowanych w sierpniu 1942 r. To byli ci naprawdę ostatni, wyłapani pojedynczo z ukrycia, po kilku masowych mordach. Zamknięto ich w synagodze, bez jedzenia i picia, po czym rozstrzelano. Ale zanim to nastąpiło, mieli – jak pisze Snyder – kilka godzin aby „zostawić pożegnalne wiadomości po polsku czy w jidysz, wydrapane na ścianach świątyni kamieniami, scyzorykami, ołówkami czy paznokciami, gdzie niektórzy skorzystali z okazji do świętowania szabasu”.

 
Te napisy, ostatnie słowa odchodzącego życia… „Żona zostawiła wiadomość dla drogiego męża, aby dowiedział się o losie jej i ich cudnego dziecka. Dwie dziewczynki razem opisały swą miłość do życia, które tak bardzo chciały przeżyć, a którego oni nie pozwolą. Młoda kobieta jest bardziej zrezygnowana: Jestem dziwnie spokojna, choć trudno umierać, gdy się ma dwadzieścia lat. Ojciec i matka proszą swe dzieci, aby odmówiły za nich kadysz oraz świętowały dni święte.
No sam nie wiem, co tu dalej jeszcze można napisać. Chyba nic.

 

Wtorek
W kontekście wojen, rzezi, palenia żywcem dorosłych, zabijania dzieci bezbronnych zawsze pojawia się pytanie „gdzie Bóg, dlaczego na to pozwolił?” Przynajmniej w chrześcijaństwie odpowiedź brzmi: jest, zawsze tam, gdzie ofiary… Sceptycy zakrzykną: „dobra, dobra, fajna odpowiedź z pluszowego fotela, ale palone i mordowane ofiary mogą mieć odmienne zdanie…” Nie ma łatwych odpowiedzi. Jednak w tej koncepcji, grzech i zbrodnia są konsekwencją wolnego wyboru ludzi: tych, którzy wybrali Zło. A Dobro jest jakby pomimo.
Ciężka to mowa, ale wpadła mi w ręce lista 108 polskich błogosławionych, którzy męczeńsko zginęli w czasie II wojny światowej. To osoby duchowne, kilkoro świeckich. Świadectwo, przywracające wiarę w człowieka i jego zdolność do poświęceń. Czyste, bezinteresowne – bo często prowadzące do własnej śmierci – Dobro.
Rzućmy okiem choć na kilka nazwisk, jakie historie za nimi stoją!

 
Ks. Mieczysław Boahtkiewicz (1904-42), kapłan diecezji pińskiej. W czasie okupacji proboszcz w Dryssie, znany z porywających homilii i serca dla biednych. Został aresztowany przez Gestapo za posługę duszpasterską i po dwóch miesiącach rozstrzelany 4 marca 1942 r. w Berezweczu (dziś Białoruś), razem z ks. Władysławem Maćkowiakiem i ks. Stanisławem Pyrtkiem. Przed egzekucją w liście do matki napisał: “Nie płaczcie po mnie, a cieszcie się, że wasz potomek i brat zdał egzamin. Proszę was tylko o modlitwy. Wszystkim moim wrogom przebaczam z całego serca, chciałbym im wszystkim wysłużyć niebo”.

 
Siostra Julia Rodzińska (1899-1945) – charyzmatyczna posługa na polu wychowania i prowadzenia instytutów opieki dla sierot, nadała jej tytuł “matki sierot”. Już za życia otaczała ją opinia świętości. Gestapo aresztowało ją w lipcu 1943 r. Zakończyła życie 20 lutego 1945 r. w obozie zagłady w Stutthofie, zarażona tyfusem w czasie posługiwania konającym więźniarkom żydowskim. Mówili o niej świadkowie: W warunkach upodlenia człowieka potrafiła skierować nas na inne wartości, wartości duchowe… Dla nas była świętą, ona oddała za innych życie.
Brat Symforian Ducki (1888-1942) franciszkanin, skatowany przez strażników w Auschwitz. Jak pisał świadek: W oczach blokowego była wściekłość, strach i szaleństwo. Nieprzytomny rzucił się wprzód i okrwawionym kijem trzasnął w siwą głowę. Symforian padł na kolana. Wstał. Zachwiał się i ostatnim wysiłkiem przeżegnał gromadę zbirów. Może nie widział już, kogo żegna krzyżem Chrystusowym, a może wierny Jego nauce, udzielał im swego przebaczenia.
Siostra Maria Ewa Od Opatrzności Bogumiła Noszewska (1885-1942) nauczycielka szkoły średniej sióstr niepokalanek w Słonimie. Nie skorzystała z możliwości ukrycia się, a potem z proponowanej ucieczki. Rozstrzelana 19 grudnia 1942 r. w Słonimie wraz z s. Martą Wołowską za ratowanie Żydów.
Brat Józef Zapłata (1904-45) aresztowany przez Gestapo na początku wojny, potem w obozach koncentracyjnych. W Dachau zgłosił się dobrowolnie do pielęgnacji chorych na tyfus plamisty. Idąc na pewną śmierć, wyraził intencję o szczęśliwy powrót po wojnie do Ojczyzny umiłowanego Prymasa Polski, kard. Augusta Hlonda. Zmarł 19 lutego 1945 r. w Dachau, zaraziwszy się tyfusem od pielęgnowanych przez siebie współwięźniów niemieckiego pochodzenia.

 

Czwartek
Przedziwne bywają sny a zamknięte w nich informacje są niezłą zagadką. Parę nocy temu, ni mniej, ni więcej byłem astronautą, który miał właśnie wylecieć w kosmos. Problem w tym, że gdy ubierali mnie w strój, byłem sobą jak nim jestem dzisiaj. To znaczy miałem lecieć jak stoję, bez żadnego przeszkolenia. Albo przynajmniej tak mi się zdawało. W każdym razie obsługa działała jakby nigdy nic a ja sam – nie mogłem? nie chciałem? – przyznać się, że nie wiem, co mam robić. Jest też możliwe inne wytłumaczenie: że wszsytko wiedziałem, ale zapomniałem w ataku totalnej amnezji. Czy tak wyglądają choroby typu Alzheimera: odkrywasz pewnego pięknego dnia, że nie wiesz gdzie jesteś ani po co żyjesz?

 
Drugi sen, tej nocy, też dotyczył słabości fizycznej i niemożności. To był rodzaj paraliżu czy raczej śpiączki, w jaką zapadło moje ciało, nie wiem do końca z jakiej przyczyny. W każdym bądź razie na szpitalnym łóżku, wszystko co mogłem to leżeć i wydawać co jakiś czas cichutkie jęki… Ale tutaj przesłanie było mocniejsze, uchwyciłem go już po wybudzeniu. Otóż będąc w śpiączce, doskonale wiedziałem co się dzieje wokół mnie. Słyszałem, odczuwałem, widziałem. I czułem jak bardzo potrzebny w tym totalnym i bezsilnym zamknięciu we własnym ciele był kontakt fizyczny, dotyk bliskich mi osób. Taka kładka rzucona do zatrzaśniętego „ja”… Ciekawe te sny – przeżywanie w nich było tak silne, że przez długie sekundy po przebudzeniu nie wiedziałem do końca czy to nie odbyło się naprawdę.