Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli! Wy zatem, bracia, powołani zostaliście do wolności. Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału, wręcz przeciwnie, miłością ożywieni służcie sobie wzajemnie. Bo całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”. A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli.

 
Ga 5, 1. 13-14

 

Siedemnaście lat temu ukazała się w Polsce moja pierwsza książka pt. „Ku wolności”. Do takiego tytułu zainspirowały mnie słowa z listu św. Pawła do Galatów, który zacytowałem na wstępie tych rozważań. Na okładce umieściłem fotografię mojej mamy przed Statuą Wolności. Rok przed śmiercią przyjechała do Nowego Jorku w odwiedziny do mnie. Chciała zobaczyć, jak mi się tu powodzi, czy mam przyjaciół i życzliwych ludzi, zobaczyć kraj, gdzie w świadomości wielu tak łatwo spełniają się ludzkie sny i marzenia, w tym także odwieczny sen o wolności. Dla przybywających do Stanów Zjednoczonych, do Nowego Jorku symbolem tego spełnionego snu była Statua Wolności. W październiku tego roku minie równo 130 lat od odsłonięcia tego monumentu. Był to dar rządu francuskiego dla USA w stulecie uchwalenia Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych. Projekt Statuy wykonał francuski rzeźbiarz Frédéric August Bartholdi. Inspiracją dla niego był obraz Eugene’a Delacroix zatytułowany „Wolność wiodąca lud na barykady”. A zatem w pierwotnym zamyśle twórców Statuy Wolności była wolność, jaką zrewolucjonizowany proletariat wywalczy na barykadach. Dobrze wiemy jak wyglądała ta wolność. W czasie rewolucji francuskiej lud z barykad otworzył bramy więzienia paryskiej Bastylii, aby w niedługim czasie uwięzić tam jeszcze więcej ludzi i trzymać ich w jeszcze potworniejszych warunkach. Krew spod gilotyn zabarwiła ulice Paryża jak nigdy dotąd. Rewolucja bolszewicka zamieniła Rosję w największe więzienie świata, gdzie milionami, w największych katuszach byli mordowani obywatele tej ziemi. Krwawi oprawcy też nie zaznali wolności. Paraliżował ich strach o własne życie. I słusznie, bo wspólnicy dawnych mordów, czując lęk przed utratą władzy zabijali bez pardonu swoich towarzyszy. Rewolucje niosły jeszcze większe zniewolenie człowieka, zarówno ofiar, jak i oprawców.

 

Wymowę symbolu Statuty Wolności zna niewielu. Powszechnie uważana jest za symbol wolności politycznej. Stany Zjednoczony uwolniły się od kolonialnej zależności Wielkiej Brytanii. I tu trzeba powiedzieć, że ta wolność zaowocowała wymiernym dobrami dla obywateli Stanów, przy jednoczesnym zniewoleniu czarnych mieszkańców Afryki. Mimo to Ameryka stała się symbolem przyciągających wielu ludzi poszukujących wolności w wymiarze osobistym. To tu jak nigdzie indziej spełniały się marzenia wyzwolenia z biedy materialnej. W niedługim czasie z przysłowiowego pucybuta, ktoś stawał się milionerem. Tu w poszukiwaniu wolności przybywali wyznawcy różnych religii. W wielu innych aspektach w nowym kraju można było poczuć się wolnym. Ale tutaj jak i na całym świecie czyhają na człowieka inne formy zniewolenia, które są efektem współczesnej cywilizacji, która bardzo często ukierunkowuje ludzkie pragnienia i aspiracje nie na to kim jesteśmy, ale ile posiadamy. Takie podejście do rzeczywistości sprawia, że coraz więcej ludzi popada w agresję, rozpacz, zniechęcenie, różnorakie uzależnienia i doświadcza kryzysu życia. W tej pogoni za dobrami materialnymi, człowiek zapomina o prawdzie i miłości, co w efekcie staje się podłożem cywilizacji śmierci i źródłem różnych uzależnień, zniewolenia. Miliony osób są uzależnione od alkoholu, narkotyków, papierosów, od jedzenia i seksu, od agresji i lęku, od pieniędzy i hazardu, od pracy i władzy, od telewizji, komputerów i Internetu i wielu innych rzeczy. I tak to co daje złudne poczucie wolności staje się źródłem zniewolenia, i to najgroźniejszego, bo sięgającego wnętrza, duszy człowieka.

 

Wielu ludzi jest przekonanych, że wystarczy przezwyciężyć zewnętrzne zniewolenie, aby uzyskać wolność wewnętrzną. Jednak, nawet prawne zagwarantowanie wolności zewnętrznej nie jest równoznaczne z posiadaniem przez człowieka wolności wewnętrznej, która jest najważniejsza w życiu człowieka. Cesarz rzymski, pisarz i filozof Marek Aureliusz pisał, że nawet niewolnik może być wewnętrznie wolny, a jego pan zniewolony. Stoicy, których przedstawicielem był wspomniany cesarz głosili wyzwolenie od lęku wobec cierpienia, złego losu, perspektywy śmierci. Idea wolności wewnętrznej u stoików była słuszna, ale brakowało w tym pozytywnego odniesienia. Takie odniesienie odnajdujemy w chrześcijańskiej wizji wolności. W Chrystusie odnajdujemy realną moc uwolnienia się od wspomnianych lęków. Z chrześcijańskiego punktu widzenia wolność wewnętrzna to wolność od zniewoleń, od moralnego upodlenia i zła, przezwyciężenie nałogów i uzależnień. Jest to wolność dzieci Bożych. Taka wolność jest zakorzenieniem w prawdzie i dobru, sprawiedliwości i miłości. Św. Paweł w Liście do Galatów pisze: „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli!”

 

Św. Jan Paweł II w encyklice Redemptor hominis, cytując słowa Chrystusa „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”, dodaje: „W słowach tych zawiera się podstawowe wymaganie i przestroga zarazem. Jest to wymaganie rzetelnego stosunku do prawdy jako warunek prawdziwej wolności. Jest to równocześnie przestroga przed jakąkolwiek pozorną wolnością, przed wolnością rozumianą powierzchownie, jednostronnie, bez wniknięcia w całą prawdę o człowieku i o świecie”. Dla nas tą prawdą jest Chrystus, który mówi o sobie: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”. Jezus jako Prawda niesie wyzwolenie od tego, co zniewala, co nie pozwala trzeźwo spojrzeć na wydarzenia codziennego życia. Św. Jan Paweł II w jednej ze swoich katechez mówił: „Chodzi o wyzwolenie człowieka wewnętrznego, o ‘wolność serca’. Wyzwolenie w znaczeniu społecznym czy też politycznym nie jest właściwym mesjańskim dokonaniem Chrystusa. Z drugiej strony należy stwierdzić, iż bez tego wyzwolenia, jakiego On dokonuje, bez uwolnienia człowieka od grzechu, od każdej odmiany egoizmu, również żadne rzeczywiste wyzwolenie w znaczeniu społeczno-politycznym nie może się dokonać. Żadne czysto zewnętrzne przemiany struktur społecznych nie przynoszą prawdziwego wyzwolenia społeczeństw, jak długo człowiek poddany jest grzechowi i kłamstwu, jak długo dominują namiętności, a z nimi wyzysk i różne formy opresji”.

 

Prawda Chrystusowa jest nieodłącznie związana z miłością. To miłość pociąga nas, aby zanurzyć się w Chrystusie, który jest prawdą naszego życia i naszym zbawieniem. Dla ilustracji posłużę się historią lotnika, opisaną przez Exuperiego w książce „Ziemia, planeta ludzi”. Guillaumet w czerwcu 1931r. musiał awaryjnie lądować w Andach. Wylądował na zamarzniętym i zasypanym śniegiem jeziorze na wysokości 4000 metrów. Aby szukać ocalenia, musiał wspiąć się na jeden z okalających jezioro szczytów o wysokości ok. 5500 metrów a następnie zejść w dół, aby odnaleźć jakąś indiańską osadę. Obiektywnie był to wysiłek, przekraczający ludzkie możliwości. Guilmet zdecydował się jednak walczyć. Szedł bez odpoczynku i snu pięć dni i cztery noce zanim ostatecznie stracił przytomność. Ale właśnie wtedy odnaleźli go miejscowi Indianie. Kiedy dwa dni później przyleciał Exupery, aby w szpitalu odwieźć przyjaciela, miał tylko jedno pytanie: „Jak ty to zrobiłeś?” Guillaumet odpowiedział: „Tego by nie zrobiło żadne zwierzę. Gdy wylądowałem na jeziorze, byłem pewien, że moja żona wierzy, iż przeżyłem i ma nadzieję, że idę. Byłem też pewien, że wy, moi przyjaciele lotnicy wierzycie, że się nie poddaję i idę. Nie mogłem was rozczarować.”

 

Nie możemy rozczarować Chrystusa, który na drodze miłości prowadzi nas do wyzwalającej prawdy. Chrystus mówi jeśli chcemy uzyskać tę wolność musimy bezwarunkowo pójść za Nim: „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego”.