Niedziela
Może to najtrudniejsze w chrześcijaństwie? Znów internet, tym razem ze strony Facebooka Waldemara Ałdasia, który z kolei cytuje Karolinę Górczyńską. Podaję w całości, bo warto.
Zaufaj mi!

 
„Ciekawe, że nigdzie w Biblii Bóg nie broni się przed zarzutami człowieka. Poprzestaje na prostym: „Zaufaj mi”. W dyskusji z Hiobem ani razu nie usiłował tłumaczyć się z tego, co dopuścił w jego życiu.

 
A jednak Biblia mówi wyraźnie, że jest Bogiem kochającym, dobrym, miłosiernym, łaskawym. Czy to możliwe, że po prostu nie umiemy pojąć Bożego sposobu kochania? Może właśnie dlatego niczego nam nie tłumaczy, tylko powtarza: „Zaufaj mi”. Ludzkie wyobrażenia o Bogu są ciasne i niedoskonałe, a Jego moc i mądrość są dla nas nie do pojęcia. Nie trywializujmy więc Jego istoty, myśląc o Nim albo jak o kimś „daleko w górze”, albo czarnoksiężniku posłusznym każdemu, kto zna zaklęcie. No bo kto jak kto, ale przecież apostoł Paweł doskonale znał „zaklęcie” – rozmawiał osobiście z Bogiem. Wołał do Niego, by uwolnił go od dolegliwości, którą określił jako oścień dla ciała. Trzykrotnie Bóg odmówił: „Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12. 9). Bóg nie obiecywał raju na ziemi i uwolnienia od problemów. Obiecał coś innego – wsparcie i wzmocnienie, aby przez „ciemną dolinę” przejść: „Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą; nie trwóż się, bom Ja twoim Bogiem. Umacniam cię, jeszcze i wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą” (Iz 41. 10).”

 

Poniedziałek
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą.
Nieznośnie ocierające się o banał słowa księdza Jana Twardowskiego, ale ile w nich prawdy. Kolejny znajomy. Szpital, powikłania, zegar czasu zatrzymał się na liczbie 69 lat. Niewiele, biorąc pod uwagę dzisiejsze standardy. Który to już? Tak, tak, im bardziej wchodzę w lata czterdzieste, tym krąg śmierci zaczyna się rozszerzać. Odchodzenie tak na zawsze, nieodwołalnie przyspiesza. Coraz ich więcej tam, po drugiej stronie.

 
Co robić? Płakać nie ma co, bo nie zmienisz kolei życia tego. Raczej pasuje tutaj biblijne „mężnym bądź” i żyj dalej. Warto też sięgnąć po dalszą część wiersza księdza Twardowskiego:
Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stąd odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się niż umrzeć
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłosci
czy pierwsza jest ostatnią czy ostatnia pierwszą.

 

Wtorkowy wieczór
Mocny cios. Po kilku wcześniejszych ciosach. Nokaut. Koniec walki. Tak w skrócie można opisać to, co właśnie zdarzyło się w prawyborach prezydenckich Partii Republikańskiej. Donald Trump z łatwością wygrał głosowanie w stanie Indiana, otrzymując ponad połowę głosów. Podobnie jak w sześciu poprzednich prawyborach na Wschodnim Wybrzeżu, gdzie również mocno przekroczył 50 procent.

 
Główny rywal, senator Ted Cruz (zwany przez Trumpa pieszczotliwie „kłamliwym Tedem”) nie wytrzymał. Właśnie skończył przemówienie, w którym poinformował o zakończeniu swego biegu do Białego Domu. Już od dawna było wiadomo, że Cruz nie zdobędzie od razu 1237 głosów potrzebnych do otrzymania nominacji Partii Republikańskiej już w pierwszym głosowaniu na konwencji, ale miał nadzieję, że dzięki różnym sztuczkom formalnym, hockom-klockom, własnej sile przekonywania, delegaci ostatecznie zagłosują na niego. Tak się jednak nie stanie. Cruz powiedział swoim zwolennikom, że „daliśmy z siebie wszystko, ale wyborcy wybrali inną drogę”. Czyli Trumpa.

 
Rzeczywiście w Indianie Cruz strzelił z wszystkiego, co miał w arsenale. Zawarł pakt o nieagresji z trzeciem kandydatem Johnem Kasichem, objechał niemal cały stan autobusem. Dostał poparcie miejscowego gubernatora oraz milionów dolarów w telewizyjnych spotach. I co? Trump z łatwością go pokonał.

 
Ted Cruz, chyba najbardziej konserwatywny kandydat na prezydenta w tym roku, miał doskonały plan i organizację. No i pomysł na kampanię: jechać na fali powszechnego wśród Republikanów wk… a na Obamę, stan państwa i elity Partii Republikańskiej. Co do fali – nie pomylił się, w tym roku wyborczym złość i frustracja niosą wysoko. Ale nie przewidział, że zza pleców wyskoczy mu jeszcze większy populista Trump, który wszystko zrobi pięć razy mocniej, silniej, bardziej. Cruz kultywował wizerunek „antywaszyngtońskiego autsajdera” przez lata, jednak w starciu z szołmenem, który zjadł zęby na biznesie i telewizyjnych wygłupach, nie miał szans najmniejszych.

 
Tak więc od dzisiaj, trzeciego maja, wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych wchodzą w fazę końcową: starcie Trumpa z Hillary Clinton. Będzie ostro, brzydko, twardo, nawet chamsko, ale nie dziwmy się – czasy są ciężkie, nie ma czasu i miejsca na pieszczoty…