Piątek
Zmarł człowiek, który jakiś czas temu, przez parę lat był dla mnie kimś ważnym. Na tyle ważnym, że zabiegałem o jego aprobatę. Trochę jakby był moim zastępczym ojcem, chociaż przecież miałem swojego, ale nie będę zalewał: tak właśnie było. Nie wiem jak to było z drugiej strony, chyba mnie cenił, ale też do czasu, gdy do ucha dostali się inni. A może przejrzał na wskroś moje niedoskonałości?

 
Później zgubiliśmy się aby nie widzieć więcej. Gdzieś mi tam przemykał na obrzeżach kojarzenia, ale nie było nigdy tak, jak przez ten pamiętny rok, dwa. Normalne, ludzie wpadają na siebie w życiu, a potem oddalają, rzadko zdarza się, aby zrozumieć co ich łączy. A teraz… umarł. On już wie, wszystko co i jak. Tam, gdzie odszedł nie trzeba psychologizować, wymyślać, komentować, generalnie wymądrzać się. Wszystko jest jasne jak – powiedziałby nas najnowszy Wieszcz, Lech Wałęsa – „jak kłębek sznurka w kieszeni”. A tak na bardzo poważnie, szkoda chłopa. Ledwie po sześćdziesiątce. Kolejny, znowu, następny. Ta lista będzie się tylko wydłużać, aż nam wszystko zgaśnie. A wtedy dla nas wszystko będzie oczywiste.

 

Wtorek
Podróżuję z Dantem po Piekle w przekładzie Edwarda Porębowicza. Kolejny przystanek, Krąg Piąty, tam gdzie przebywają leniwi, potępieni za gniew, zazdrość i… pesymizm:
gdym w te zakamary
Rzucił spojrzenie, ujrzałem ociekły
Błotem ogromny lud z nagimi ciały
I z twarzą srogą, jakby z gniewu wściekły.
Już nie rękoma na się uderzały
Duchy: nogami i piersią, i głową;
Zębami siebie darły na kawały.
Tu dobry Mistrz mój rzecze do mnie: „Owo Ci, których w świecie złość przemogła licha;
I to wiedz pewnie, że tam, pod osnową
Mokradła, równie mnóstwo ludu wzdycha;
Gdziekolwiek okiem rzucisz po
przestrzeni,
Poznasz po bankach, które nurt
wypycha,
Brnąc, jęczą: „Smutkiem byliśmy
karmieni
Na lubym świecie, który się weseli
W słońcu; gnuśnymi dymy napełnieni,
Wiec smutek źre nas w tej błotnej
topieli!” –
Tak odzywają się w bagnie bełkotem,
Co zajękliwie pluska im z gardzieli”.

Jak widać nie warto być pesymistą, zgryźliwcem, jojczyć i narzekać…

 

Środa
Kiedyś ktoś pisał o „bitwie nad bzdurą”. Nam, żyjącym pod panowaniem jaśnielewicowego, „imperialnego” prezydenta Baracka Obamy pryszło żyć w czasach wojny o toalety a mówiąc dosadniej „bitwy o kible”. Albowiem zgodnie z lewicową doktryną: postęp Postępu musi postępować nieustępliwie, więc zabrali się, nasi kochani zbawiacze świata, za nasze toalety.

 
Poszło o wydany przed kilkunastu dniami okólnik podpisany przez prezydenta Obamę z nakazem zapewnienia transseksualnym uczniom swobody wyboru toalety, która najlepiej odpowiada ich tożsamości płciowej. Tak, tak, Szanowni Czytelnicy i Czytelniczki Szanowne, chodzi o nakaz wydany szkołom na zezwolenie transseksualnym uczniom na swobodę wyboru toalety i szatni, które najlepiej odpowiadają ich tożsamości płciowej, w duchu poszanowania praw osób transseksualnych i ich ochrony przed dyskryminacją i molestowaniem. Kto się nie podporządkuje, musi się liczyć z krokami prawnymi ze strony administracji Obamy oraz utratą federalnej subwencji. Okólnik był reakcją na decyzję stanu Karolina Północna, który uchwalił ustawę zobowiązującą mieszkańców do korzystania z toalet zgodnie z płcią zapisaną w akcie urodzenia. Rząd federalny uznał, ze to prześladowanie z powodu „tożsamości płciowej” i poszedł na wojnę z Karoliną Północną, odpalając przy okazji bombę okólnikową w inne stany.

 
Okólnik już stał się obiektem jednocześnie drwiny (jest taki internetowy mem: „Demokrata Kennedy: postawiliśmy mężczyznę na Księżycu. Demokrata Obama: wstawiliśmy faceta do damskiej toalety”), przerażenia (że rząd federalny agresywnie angażuje się w wojnę kulturową, grożąc realnymi sankcjami), ale i niedowierzania, że Siły Postępu nie zwalniają tempa, aż ostatecznie przekują Amerykę na swoją modłę. Przyszła też odpowiedź oficjalna – oto jedenaście stanów, pod wodzą niezawodnego, konserwtywnego Teksasu ogłosiło dzisiaj o wystąpieniu na drogę prawną przeciwko rządowi prezydenta USA Baracka Obamy. Prokurator generalny Teksasu Ken Paxton przygotował pozew, zarzucając administracji federalnej, że chce „zamienić placówki oświatowe w całym kraju w laboratoria wielkiego społecznego eksperymentu” a sam okólnik jest sprzeczny z Konstytucją, aktami Kongresu (rząd federalny dobrowolnie interpretuje sobie pojęcie płci) a przede wszystkim przeczy zdrowemu rozsądkowi. „Bitwa o kible” trafi więc na wokandę sądową i pewnie jeszcze o niej nie raz usłyszymy. A mnie w uszach brzmią słowa aktora Jamesa Woodsa, który nie kryjąc swych konserwatywnych poglądów, rzucił, że gdy „świat walczy z islamskim terroryzmem, głodem i chorobami, demokraci walczą o prawa mężczyzn do siusiania w damskich toaletach”. Po czym dorzucił krótkie: „szaleństwo”.