Mamy więc, bracia, pewność, iż wejdziemy do Miejsca Świętego przez krew Jezusa. On nam zapoczątkował drogę nową i żywą, przez zasłonę, to jest przez ciało swoje. Mając zaś kapłana wielkiego, który jest nad domem Bożym, przystąpmy z sercem prawym, z wiarą pełną, oczyszczeni na duszy od wszelkiego zła świadomego i obmyci na ciele wodą czystą. Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał obietnicę.

 

Hbr 9, 19-23

 

W jednej ze swoich piosenek Garash śpiewa:
„Mamo, mamo / Nie patrz jak płaczę / Moje serce, moją duszę, rozrywa żal / Byłaś snem najpiękniejszym ze snów / Jestem pewien, że zobaczę Cię kiedyś znów / Wiem, że Bóg / gdzieś, gdzieś istnieje / i dobrze jest Ci z Nim / Czasem chciałbym zajrzeć do nieba / Zobaczyć mamo, czy Ci czegoś nie trzeba / Mamo powiedz, że nie jest Ci źle / Mamo proszę, tak przytulić się chcę / Mamo pomódl się za mnie do Boga / Bo nie łatwa jest ta ziemska droga / Nie mam przecież żalu do Boga / Że zabrał Cię, że tak, tak mi szkoda / że nie możesz pogłaskać mnie po głowie / Że nie powiem, że kocham i ty nie powiesz”.
Ileż jest wzruszającego piękna w tej piosence, piękna o jedynej i niepowtarzalnej miłości, która przydaje blasku naszym ziemskim drogom i prowadzi do nieogarnionego piękna w nieba.
Dzisiaj w Stanach Zjednoczonych obchodzimy Dzień Matki. Otwierają się drzwi domów i mieszkań naszych matek, a w nich pojawiają się dzieci z kwiatami i życzeniami oraz dziękczynieniem Bogu za cudowny dar najpiękniejszej miłości, którą po prostu wołamy: mamo. Niektórzy z nas stukają do bram nieba, i tam szukają swoich mam. Tak bardzo, szczególnie w tym dniu chcielibyśmy zajrzeć do nieba. Tak do nieba, bo nie mam żadnych wątpliwości, że ofiarna miłość matek otwiera dla nich niebo. Szturmujemy bramy nieba serdeczną pamięcią i modlitwą, wierząc, że one docierają do naszych matek i że my kiedyś zajrzymy do nieba, aby tam pozostać na zawsze.

 

Chcielibyśmy zajrzeć do nieba także z wielu innych powodów, ot chociażby i z tego, żeby przekonać się, czy ono rzeczywiście istnieje, jak wygląda… Szukamy namacalnych dowodów jego istnienia, stąd też tak wielką popularnością ciszą się książki, w których są opisane przeżycia ludzi, którzy twierdzą, że doświadczyli rzeczywistości nieba. Jedną z nich jest książka Eban Alexander „Dowód”. Jest to opowieść amerykańskiego neurochirurga, który w wyniku zapalenia opon mózgowych przez tydzień pozostawał w śpiączce, w czasie której, jak twierdzi, „zajrzał do nieba”. Wcześniej uważał, że to niemożliwe: „Wszystkie te historie brzmiały niewątpliwie wspaniale. Uważałem jednak, że wszystkie były tylko i wyłącznie wytworem fantazji. Co wywoływało tego rodzaju nieziemskie doznania, o których opowiadali ci ludzie? Nie wiedziałem, ale byłem przekonany, że pochodziły z mózgu. Cała nasza świadomość ma tam swoje źródło. Innymi słowy, ktoś, kogo mózg nie działa, nie posiada świadomości. Dzieje się tak dlatego, że mózg to maszyna wytwarzająca świadomość. Gdy przestaje działać, świadomość znika”. Po własnych doświadczeniach zmienił zdanie: „To, czego doświadczyłem, można pod pewnymi względami opisać jako istną burzę przeżyć z pogranicza śmierci. Jako praktykujący neurochirurg ze sporym dorobkiem naukowym mogę trochę lepiej niż inni ocenić nie tylko realność, lecz także konsekwencje tego, co mi się przydarzyło. A konsekwencje te są niesamowite i nie bardzo dają się opisać. Dzięki temu, co przeżyłem, wiem, że śmierć ciała i mózgu nie oznacza końca świadomości, a doświadczenie człowieczeństwa wykracza poza grób. Co ważniejsze, doświadczenie to trwa pod okiem kochającego Boga, któremu zależy na każdym z nas, w miejscu, do którego zmierza cały wszechświat i wszystkie zamieszkujące go istoty”. A o rzeczywistości nieba pisze: „Tego królestwa nie da się opisać przy wykorzystaniu naszego prostego ziemskiego języka. Ci, którzy tam byli, próbują wprawdzie tworzyć opisy, ale w pełni nie pozwala im na to znany nam obecnie zasób słów. Bóg to nieskończona wiedza i moc, bezwarunkowa miłość, wykraczająca poza jakąkolwiek możliwość zrozumienia z naszej strony. Nie trzeba znaleźć się na skraju życia i śmierci, by tego doświadczyć; doznać tego może każdy z nas poprzez głęboką medytację, skoncentrowaną modlitwę i chęć poznania”.

 

Takie i podobne świadectwa z życia mogą przybliżać nam rzeczywistość nieba, upewnić, że ono istnieje, ale my, idąc za Chrystusem swoją wiarę opieramy na księgach, o których czytamy w Dziejach Apostolskich: „Pierwszą Księgę napisałem, Teofilu, o wszystkim, co Jezus czynił i czego nauczał od początku aż do dnia, w którym dał polecenia apostołom, których sobie wybrał przez Ducha Świętego, a potem został wzięty do nieba. Im też po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym”. Treść tych Ksiąg spływała w wizjach prorockich z nieba na ziemię, do ludzkich serc. Aż w końcu prawda tych ksiąg przeorała Golgotę i grób w jej pobliżu. Zmartwychwstały Chrystus prawdę o zmartwychwstaniu i nadprzyrodzonej rzeczywistości nieba zapisał namacalnymi znakami w rzeczywistości ziemskiej na różne sposoby. Najbardziej przekonywujące są chrystofanie. Jakże wymowna jest jedna z nich z udziałem św. Tomasza apostoła, który mimo świadectwa innych apostołów nie mógł uwierzyć w zmartwychwstanie. Jakby tylko dla niego Chrystus ukazał się i powiedział: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!” (…). „Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.

 

W uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego wspominamy wydarzenie, które autor Dziejów Apostolskich tak opisuje: „Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy jeszcze wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: ‘Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”. Dla apostołów zakończył się najpiękniejszy okres ziemskiej wędrówki z Jezusem. To ziemskie przebywanie ze zmartwychwstałym Chrystusem było potrzebne apostołom i uczniom, aby nie mieli żadnych wątpliwości, że Chrystus zmartwychwstały otwiera dla nas bramy nieba. Dlatego jak mówi Ewangelia: „Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jeruzalem, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga”. Doświadczenie cudu zmartwychwstania i wniebowstąpienia Jezusa dyktowało autorowi Listu do Hebrajczyków te słowa: „Mamy więc, bracia, pewność, iż wejdziemy do Miejsca Świętego przez krew Jezusa”. Ta pewność wiary była w stanie zmierzyć się z najtrudniejszymi doświadczeniami życiowymi. Pierwszy męczennik za wiarę św. Szczepan kamienowany przez oprawców patrzył w niebo i mówił: „Widzę niebo otwarte i Syna człowieczego, stojącego po prawicy Boga”.

 

Ta pewność wiary uczniów Chrystusa i świadectwo ich męczeństwa są potrzebne także nam byśmy nie mieli wątpliwości i tak jak św. Szczepan, w chwilach cierpienia, czy radości widzieli niebo otwarte i miejsce w nim przygotowane dla każdego z nas. Ten cud zbawienia dokonuje się przez wiarę. Chrystus powiedział do Tomasza: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Błogosławieni to ci, którzy dostępują radości nieba.
Zakończę te rozważania słowami św. Jana Pawła II, który dostąpił łaski nieba. On to na audiencji generalnej 20 maja 2000 roku mówił do Polaków: „Dzisiejsza katecheza związana jest z okresem liturgicznym. Czterdzieści dni po swoim zmartwychwstaniu Pan Jezus odszedł do Ojca. ‘Wyszedłem od Ojca, przyszedłem na świat, teraz opuszczam świat i wracam do Ojca” (por. J 16, 28). Te czterdzieści dni Kościół zachowuje w swojej liturgii, między zmartwychwstaniem a wniebowstąpieniem. Jednocześnie Chrystus nie tylko odchodzi, ale przychodzi przez przyjście Ducha Świętego, ażeby zabrać z sobą swoich uczniów, również wprowadzić ich do domu Ojca”.