Jeszcze nie obeschły łzy fanów Davida Bowiego i zespołu The Eagles, którego założyciel – Glenn Frey zmarł w styczniu tego roku, a tu kolejny cios w serce miłośników muzyki na całym świecie. 21 kwietnia odszedł Prince. „Mały książę” -bo miał tylko 157,5 cm wzrostu – pożegnał się ze światem w nie do końca jeszcze wyjaśnionych okolicznościach. „Tydzień przed śmiercią Prince dał dwa koncerty w Atlancie”- czytamy. „W piątek wsiadł do swojego prywatnego samolotu, by wrócić do domu w Minnesocie. Samolot pokonał zaledwie połowę trasy. Wylądował awaryjnie, ponieważ artysta źle się poczuł. Odwieziono go do szpitala. Oficjalna informacja brzmiała, że to powikłania pogrypowe. Portal internetowy TMZ napisał jednak, że lekarze zaaplikowali Księciu tzw. ratunkowy strzał, zastrzyk stosowany przy przedawkowaniu opiatów. Inne źródła z kolei podały, że to nie narkotyki, a leki przeciwbólowe były przyczyną zapaści. Prince cierpiał na zwyrodnienie stawów biodrowych i łykał garściami silne środki opioidowe”. Podobno po powrocie ze szpitala artysta jeździł na rowerze po parku należącym do swojej posiadłości, a już w sobotę zorganizował przyjęcie, na którym „ożywiony i wesoły” grał na fortepianie. W pewnej chwili miał ponoć zażartować: „Poczekajcie kilka dni, zanim zaczniecie marnować (na mnie) modlitwy”. 19 kwietnia artysta pokazał się jeszcze na koncercie jazzowym w Minneapolis, a nazajutrz widziano go, jak wychodzi z apteki. Rankiem następnego dnia już nie żył.

 
Prince to wykonawca, który zrewolucjonizował współczesną muzykę popularną. Umiejętnie łączył pop, rock, soul i funk. Nagrał 39 albumów studyjnych. Otrzymał siedem nagród Grammy, a za utwór „Purple Rain” pochodzący ze ścieżki dźwiękowej filmu pod tym samym tytułem (gdzie zresztą zagrał główną rolę) zdobył Oscara. Komponował również dla innych artystów. Przykładem hitu wszechczasów może być piosenka „Nothing Compares 2 U”, którą napisał dla Sinead O’Connor. Pochodził z muzycznej, acz niespecjalnie wysoko sytuowanej rodziny. Urodził się schorowany, słabo rósł, miewał ataki padaczki. Był najdrobniejszy w klasie, stąd buty na platformach i wielkie afro na głowie, którym dodawał sobie centymetrów. „Nie interesowało go bycie szkolnym bystrzachą, grającym na pianinie po lekcjach. Nie chciał być przeciętniakiem”- wspominają dziennikarze muzyczni. Kiedy odniósł pierwszy sukces postarał się, by każdy jego element był dopracowany w najmniejszym szczególe. „Był ostatnim prawdziwym arystokratą muzyki pop z całym entourage’em, z podróżami prywatnym odrzutowcem, z towarzyszącymi orszakami, z całą tą lukrowaną otoczką, wielkim ego, wielką kasą i poczuciem, że jest się królem życia”. Lubił kobiety. W środowisku żartowano: „jeśli myślisz, że ten kurdupel w makijażu i na obcasach nie poderwie twojej dziewczyny – to jesteś w poważnym błędzie”. Był nieustraszony i – wydawało się – niezniszczalny. W czerwcu skończyłby 58 lat.

 

 
Uzależnienie to często cena, jaką płaci się za popularność. Doświadcza tego Macaulay Culkin, którego coraz częściej można spotkać na ulicach Nowego Jorku w „stanie wskazującym na spożycie”. 35-latek od dłuższego czasu zmaga się z nałogiem: heroina, alkohol, silne leki antydepresyjne. Internauci żartują, że aktor, który zagrał w popularnym filmie „Kevin sam w domu” nadal wygląda jak dziecko opuszczone przez rodziców. I pewnie, jak w każdym żarcie i tutaj można by doszukać się ziarnka prawdy. W końcu dzieci pożartych przez szołbiznes nie brakuje.

 

 
Dziennikarze magazynu „People” przyznali tytuł „Najpiękniejszej Kobiety Świata”. W tym roku otrzymała go 47-letnia Jennifer Aniston. Aktorka, znana głównie z roli Rachel w kultowym serialu „Przyjaciele” została wybrana już po raz drugi. Ostatni raz – 12 lat temu. Amerykanka, która – jak twierdzi – doskonałą formę zawdzięcza regularnym ćwiczeniom i diecie – nie kryła zdziwienia. Podobnie jak komentatorzy, którzy zgodnie stwierdzili, że Aniston – skądinąd sympatyczna „dziewczyna z sąsiedztwa”- nigdy nie była najpiękniejszą. Ani 12, ani nawet 22 lata temu, kiedy wyemitowano pierwszy odcinek „Friends”. Tym bardziej dzisiaj. No ale – o gustach się nie dyskutuje.

 

 
„Mało śpię – po co spać, jak kiedyś wszyscy będziemy spać na zawsze?”- powiedziała Kora podczas gali Fryderyków. „Mało śpię, dużo myślę, zajmuję się zwierzętami. Głównie ze zwierzętami rozmawiam […]. Mam jedną cechę, która mnie wyróżnia – jestem patriotką i kocham Polaków, którzy osiągają sukcesy. Nie ma we mnie zawiści czy zazdrości. Jak Polak coś więcej potrafi, wysili się, pokaże się w świecie, to dla mnie jest to powód do dumy. Kultura jest tym, co jest nas w stanie wywyższyć”- dodała. „To nas żywi i bez tego człowieka nie ma. Człowiek, który nie korzysta z kultury, to jest szkodnik”- wyznała, odbierając Złotego Fryderyka. Wokalistka choruje na nowotwór jajnika i – jak sama mówi- walczy o każdy dzień, ponieważ lek, który przyjmuje jest w Polsce nierefundowany. Koszt terapii wynosi 24 tysiące miesięcznie. Fani Maanamu i wszyscy chętni, by wesprzeć legendę polskiego rocka mogą wpłacać pieniądze na specjalnie utworzone konto. Więcej informacji można znaleźć na oficjalnej stronie artystki.