Czwartek
Ciąg dalszy ziemsko-duchowych podróży z księdzem Janem Kaczkowskim. Zmarł w Poniedziałek Wielkanocny nie skończywszy nawet 39 lat, ale zostawił po sobie trzy książki. Zamierzam przeczytać wszystkie, teraz przechodzę przez wywiad-rzekę „Życie na pełnej petardzie czyli wiara, polędwica, miłość”. Dobra wiadomość jest taka, że książki Wydawnictwa AM są dostąpne także w formie elektronicznej na stronie e.wydawnictwowam.pl więc każdy może je mieć od ręki. A warto.

 
Co najbardziej uderza? Kaczkowski to ksiądz, ksiądz… bezprzymiotnikowy. Ani lewicowy, ani prawicowy, ani tradycjonalistyczny, a na pewno nie nowinkarski. Prawdziwy duchowny, który łączy w sobie wiele. Bo i chwali Owsiaka, nie potępia w czambuł rozwodników czy używających środki antykoncepcyjne, ale jednocześnie kocha msze rytu trydenckiego, mówi mocne „non possumus” w sprawie aborcji i in vitro, a jego ulubionym papieżem jest „pancerny kardynał” Benedykt XVI. Przede wszystkim jest uczniem Jezusa, który – gdy żył przez ostatnie kilkanaście lat – babrał się w prawdziwych bebechach tego świata, opiekując się terminalnie chorymi czy trudną młodzieżą. Daleki od „pluszakowatości” – jak sam nazywa tę konformistyczną bezpłciową letniość wielu braci w kapłaństwie. Efekt? „Pluszowi katolicy są katolikami wychowanymi przez pluszowych księży”. Zabawne? Ale i prawdziwe, bo „pluszowi księża to ci pośród moich współbraci, którzy cały czas egoistycznie patrzą w siebie i mówią, że w kapłaństwie koniecznie musi być fajnie, miło i przyjemnie”, co potem skutkuje wychowaniem „pluszowych katolików, ludzi nieumiejących zmierzyć się z wymaganiami moralnymi, bo od początku tkwią w atmosferze przyjemnego ciepełka, w naszych wspólnotach, w duszpasterstwach akademickich, w grupach dominikańskich czy jezuickich”. Ostatecznie ten ksiądz wychowany w poprawnościowym domu, niezbyt wierzących, sam codziennie czytający „Gazetę Wyborczą” i oglądający „Fakty” TVN-u, wskazuje na najważniejsze zadanie duchownego: „Benedykt XVI podczas pielgrzymki do Polski zwrócił uwagę nam, kapłanom, że mamy być ekspertami od Pana Boga, a nie od budowy świątyń i uprawiania polityki. Duchowni mają być osobami duchowymi w najgłębszym rozumieniu tego sformułowania: mają być przeniknięci Duchem Świętym. A czy jest to możliwe, kiedy ksiądz unika modlitwy? Taki kapłan to nie osoba duchowa, tylko wydmuszka. Oczywiście duchowość kapłańska, tak jak duchowość małżeńska, może być różna, ale – musi być. Ksiądz wierzący to ksiądz, który wierzy w życie wieczne, ksiądz, który drży przed Bożym sądem, bo komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie”.

 
Chcecie próbki tego rozumowania, tego myślenia, godzącego wierność doktrynie z otwartością na skomplikowanie świata tego? Dajemy. Oczywiście sfera seksualności, bo to najbardziej kręci przy rozmowach o księżach. A ksiądz Jan mówi z mocą, wiedzą (podbudowany aparatem naukowym jako bioetyk) ale i wdziękiem. Pyta więc dziennikarz Piotr Żyłka o dopuszczalność aborcji w Polsce: „Inne okoliczności, które sprawiają, że w Polsce aborcja może być przeprowadzona legalnie, to ciąża będąca wynikiem czynu zabronionego. Chodzi o gwałt lub stosunek kazirodczy”.
Odpowiada ksiądz Jan: „Sposób poczęcia nie ma wpływu na godność osoby. Jako katolicy musimy być w tym podejściu bardzo konsekwentni. Nie ma znaczenia, czy ktoś został poczęty w katolickim małżeństwie, pod kołdrą i po bożemu, czy w śmiałym seksie po pijanemu w kiblu na dyskotece. Jeżeli w przypadku gwałtu mamy do czynienia z trzema osobami dramatu, to niewątpliwie niewinnymi ofiarami są kobieta i poczęte dziecko. I niech żaden idiota nie mówi, zwłaszcza prawicowy publicysta, że kobiety same prowokują do gwałtu. Takie słowa to hańba. W żadnych okolicznościach nie ma wytłumaczenia dla gwałtu. Winny jest ten, kto gwałci. A co się w takiej sytuacji dzieje? Najbardziej winny dostaje, jeśli w ogóle, lekko po łapach. Z całym humanizmem prawa. Niewinne dziecko jest zabijane, bo to stosunkowo łatwe, ono nie krzyczy. A kobiecie dokładamy kolejną traumę, bo zamiast wsparcia emocjonalnego i stworzenia warunków do tego, by mogła po urodzeniu oddać dziecko komuś, kto na nie czeka, otrzymuje złudną szansę pozbycia się problemu, a wręcz jest niekiedy do aborcji przynaglana. Sprawa nieco się komplikuje w przypadku kazirodztwa. To, że ojciec, brat czy kuzyn jest chamem i pijakiem, który zgwałcił córkę, siostrę czy kuzynkę, nie zmienia faktu, że poczęte dziecko jest osobą i ma swoją godność”.

 
A co w przypadku gdy ciąża stanowi „zagrożenie dla życia lub zdrowia matki”. Ksiądz Jan zaleca ewentualnie zniuansowanie: „Jestem, przysięgam, zdecydowanym przeciwnikiem aborcji, ale tu jest ujęte to, o czym mówiliśmy wcześniej. Niekiedy są sytuacje bez wyjścia, w których niepodjęcie działania – nawet mogącego spowodować śmierć dziecka – będzie oznaczać śmierć dwóch osób. Proszę zobaczyć, co robi Fundacja Rak’ n’Roll założona przez moją dobrą koleżankę Kapsydę Kobro-Okołowicz, kiedy zachorowała ona na nowotwór. Przypadki kobiet będących w ciąży, które nagle wymagają gwałtownego leczenia onkologicznego, to w Polsce rzadkość. Fundacja znalazła lekarza, który prowadzi te trudne przypadki. Trudne to mało powiedziane. Ja ze swoim glejakiem nie mam takich dylematów jak te kobiety, co najwyżej mogę się leczyć lub nie. Natomiast te matki muszą dokonywać dramatycznych wyborów. Czy leczyć się intensywnie i zaszkodzić dziecku, czy leczyć się mniej intensywnie albo odstąpić od leczenia, by dziecko było zdrowe? Jakiż to jest dramat! Urodzić dziecko i za chwilę je opuścić, bo przyjdzie nawrót choroby? Urodzić i opuścić dzieci, które już są na świecie, czy wziąć chemioterapię, przecież nie z założeniem zabicia dziecka, tylko z założeniem wyleczenia siebie? Odpowiedzi wcale nie są jednoznaczne”. Czuć to drżenie życia, prawdziwe dramaty i mocne wybory naszej ziemskiej, nie łatwej – jakby chciało wielu łatwych moralistów – egzystencji.
Trzydzieści osiem lat na Ziemi. Tyle czynów, tyle mądrych słów. Pozostaję z pytaniem – o wiele starszy przecież od księdza Jana dzisiaj – co ja zrobiłem z danym mi czasem? Co zrobić z tym mgnieniem chwili, który pozostał? A może dziesiątkami lat, kto to wie?